psychotic, neurotic... but symphatic :))
- homo studentus:P
Dida
- jej najgłębsze zakamarki duszy
Inspiracja
- inspirujący dzień i czas:)
Kacha
- myśli nieukryte
Outsiderka - crazy outsiders
Pytanie dnia
- kobieta z
mózgiem, która nie waha się go używać :)
Snaefridur
- znowu jest z czego
bardzo się cieszę:)))
Tu mieszkam, uczę się i żyje:
włocławek - moje miasto
uniwerek - edukował
Gdańsk - jak się edukowałam to tu
pomieszkiwałam
CieCiorka - jak się nie
edukowałam to tu się produkowałam
KNPSiP - Koło Naukowe
Psychologii Sądowej i Penitencjarnej - stronka już się zbudowała - zapraszam wszystkich do zapoznania się z nią
Bywam jeszcze tu:
grono - tłumaczyć nie trzeba
griddlers - liczbami
malowane
wytwory - lekarz maluje
Anne Geddes - zdjęcia
maluszków:))
Pomagam:
nakarm dziecko
na polskie serducho
Dodaj do ulubionych
Layout by Kattie&Dora
5 sierpnia 2006 10.53 Na początku przede wszystkim dziękuję wszystkim za gratulacje:):)
a następnie przepraszam, że nie pisałam dość długo ale korzystam z wakacji ile wlezie (czyt. lenie się ile wlezie) bo nie wiadomo kiedy będę miała znowu okazję. A wiadomo jak się człowiek leni to niewiele się w jego życiu dzieje:)
ale już niedługo dobre się skończy - Dorotka najprawdopodobniej (oby,oby,oby) pójdzie do pracy:):) w piątek 11go mam pojechać obgadać szczegóły i jeśli się dogadam z Panią Dyrektor to od 1-go września zacznę pracę jako psycholog w Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej:) może nie jest to do końca to co chciałam zawsze robić ale moje marzenia musiały obniżyć pułap lotu żeby upadek na ziemie mnie nie zabił. Poza tym popracuje tam, a może mi się spodoba?? A jak nie to zawsze mogę sobie w międzyczasie szukać czegoś innego:) a może jak nabędę doświadczenia i spodoba mi się to pomyśle za kilka lat o czymś własnym?? jedyny minus tej pracy to 32km od miasta... ale ludzie więcej km i to przez całe życie dojeżdżają więc czemu ja nie mogę?? już zaczęłam intensywny kurs przypominania sobie jak się jeździ autkiem co by sobie cytrynką jeździć a nie pksem. Liczę też na to, że przez dojazdy nie zbankrutuje ponieważ jest to budżetówka i to...
o Matko Boska!!!! właśnie sobie coś uświadomiłam!!!! aaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!
moim najbardziej odgórnym szefem będzie....ROMAN GIERTYCH!!!! o nieeee....czyli mamy kolejny minus pracy:( ale w sumie jeśli Roman będzie mi regularnie płacił i da obiecaną podwyżkę nauczycielom (czyli i mi choć nauczycielem nie będę) to nie będzie źle:)
ale co to ja pisałam???aha, że to budżetowka więc z tej właśnie racji liczę na jakiś dodatek na dojazdy... państwowe instytucje dbają o swoich pracowników, może nie płacą góry pieniędzy ale i na dojazdy dają, i trzynastkę wypłacają, i urlopu nie odmówią, i pożyczki pracownicze mają preferencyjne....
echhh.... zobaczymy 11go jak mi pójdzie na rozmowie:) trzymać kciuki proszę za mnie:)
jakieś słówko?? (2)
7 sierpnia 2006 10.48 wczoraj przeżyłam szok!!! rano siedząc w łazience i czesząc swoją szopę, której de facto przydałyby się jakieś fryzjerskie nożyczki, zauważyłam pierwszy siwy włos na mojej łepetynie!!!! a był tak siwy, że wyglądał jak srebrny i po prostu się świecił!!!! w ciemnych włosach wyglądał jak światełko w tunelu tylko, że jak się widzi światełko w tunelu to człowiek raczej się cieszy a ja, jak łatwo się domyślić wcale się nie ucieszyłam na świecący siwy włos... zareagowałam jednak szybko i ekterminowałam go i mam tylko nadzieję, że nieprawdziwe jest stwierdzenie, że na miejsce jednego wyrwanego siwego włosa wyrastają 3 nowe oczywiście też siwe...
ehhhh... stara jestem i tyle:(
jakieś słówko?? (0)
8 sierpnia 2006 10.10 od kilku dni głowy nasze zaprzątnięte są rozmyślaniem nad kolorem ścian, ustawieniem mebli, wielkością szafy... między te nasze myśli wplatają się moje własne osobiste niteczki kierujące się w stronę poradni - a jeśli sobie nie poradzę? przecież na tematy dysleksji, gtowości szkolnej itd wiem niewiele, bardzo niewiele, nie interesowałam się tą tematyka bo to nie moja specjalizacja była...poza tym czuje się trochę jakbym sprzedała się za pieniądze - zawsze powtarzałam, że nie chcę siedzieć w jakiejś poradni i robić testów całe życie...a tu proszę...
a ściany będą malinowe ale tylko dwie te najbardziej nasłonecznione żeby za ciemno nie było, szafa musi być duża bo mało mebli będzie i co z tego, że niewiele wiem - nikt nie będzie ode mnie wymagał żebym wszystko wiedziała - nauczę się przecież mądra jestem...i będzie dużo półek na moje książki i stara lampa stojąca z pchlego targu i mało bibelotów na szafkach... boję się jak będzie mi wychodziło przejeżdżanie tych 30kilku km, mistrzem kierownicy to ja nie jestem, nawet smrodu po nim wąchać nie mogę, zawsze jak jadę muszę coś odwalić, dobrze, że tam prowadzi prosta (dosłownie) i szeroka droga krajowa a spod domu na miejsce będę miała tylko 5 zakrętów z czego tylko 2 w lewo...i kanapa musi być duża - lubimy mieć dużo miejsca na spanie, no i musi być wygodna...echhhhhh
myśli moje są tak ambiwalentne jak chyba jeszcze nigdy dotąd...na dodatek za oknem szaro i smutno, deszcz ciągle pada i pomimo że wiem, że ważne żeby padał bo susza, bo zbiory liche to nie chcę, żeby padało...może i jestem egocentrykiem ale kiedy mam taki nastrój nie powinno padać...bo nie... i tyle
jakieś słówko?? (0)
9 sierpnia 2006 11.17 Hahahaha!! wszystko wskazuje na to, że nie w grudniu a wcześniej wyprowadzimy się z M. do naszego mieszkanka:):) jeszcze tylko żeby w piątek rozmowa o pracę dobrze poszła i miodzio:):)
i deszcz przestał padać:):)
i nawet słonko wychodzi:):)
i w kocu fryzjerka nie bała mi się za bardzo ściąć włosów:):)
i kolor nie wyszedł zły (choć w czasie reakcji zrobił się zielony):):)
i siwych włosów już brak:):)
i robimy sobie dziś wycieczkę po sklepach meblowych:):)
i generalnie jest fajnie:):):):)
jakieś słówko?? (1)
11 sierpnia 2006 14.42 hehe:) jednak Giertych będzie najwyższym z najwyższych.. oczywiście mówię nie o wyborach giganta roku ale o przełożonych mojej skromnej osoby:) byłam dziś na rozmowie w sprawie pracy i muszę przyznać, że jestem mile zaskoczona warunkami:) tym bardziej, że oczywiście od czego jest internet?? zanim pojechałam dowiedziałam się już wszystkiego m.in. na tematy finansowe rzeczonej posady więc myślałam, że jeśli będę zaskoczona to tylko niemile a tu proszę...taka niespodzianka:)
bo dorotka nie pomyślała (bo nie wiedziała bo skąd:P) ani o 10% dodatku "wiejskim"(tak bodajże określiła go dyrektorka), ani o dodatku mieszkaniowym, ani o dodatku za trudne warunki pracy i na dodatek przeszacowałam nie dość, że godziny pracy (tak, tak proszę państwa... mój tydzień całoetatowej pracy będzie składał się z 20 - słownie: dwudziestu - godzin pracy:):):)) to jeszcze okazało się, że prawie już moje miejsce pracy (28 sierpnia będzie dzień podpisania umowy) ma kilka placówek w innych rejonach powiatu więc w macierzystej placówce jest się tylko raz w tyg. a reszte dni spędza się w innych punktach, które są bliżej od miasta i na dodatek to jest już wtedy delegacja więc mam zwrot kosztów podróży i czegoś tam jeszcze:)
echhh... a jeszcze niedawno zarzekałam się, że w szkole pracować nie chce... choć w sumie w szkole nie będę pracowała a nauczycielem będę...:D przeszłam na stronę wroga:P
jakieś słówko?? (1)
16 sierpnia 2006 10.04 Byłam wczoraj na derbach miasta - pierwsze od kilku lat. I chyba więcej już nie pójdę na taką imprezę - na mecz Kujawiaka jak najbardziej ale raczej wolę nie mieć już więcej do czynienia z młodzieżową, a raczej dzieciarnią kibolową Włocłavii. Tak siedziałam wczoraj i obserwowałam ich i najbardziej zadziwia mnie fakt, że tak naprawdę to oni nie przychodzą na mecz żeby pooglądać go i kibicować swojej drużynie - siedziałam na przeciwko ich a po mojej prawej stronie siedzieli kibice przeciwnej drużyny. Małolaci w ogóle nie patrzyli na mecz tylko na kibiców Kujawiaka i bluźnili w ich stronę - połowa z nich stała w ogóle tyłem do płyty boiska i dyrygowała resztą. Najbardziej rozwalało mnie to, że z tego wszystkiego oni nawet nie wiedzieli co się dzieje na boisku - jak wyszedł jakiś faul - taki porządniejsze, że jeden leżał z zakrwawioną twarzą a drugiego do karetki zanieśli, wspaniali kibice nawet nie zauważyli i śpiewali dalej kim są matki przeciwników. Dopiero jak skończyli śpiewać tą "piosenkę" to zorientowali się co się dzieje i zaczeli gwizdać. I tak za każdym razem:) Tak więc bez sensu jak dla mnie nazywać ich kibicami, przecież im najmniej w tym wszystkim zależy na sporcie, na widowisku... dla nich liczy się to, że mogą z poukrywanymi twarzami przejść ulicami miasta pod eskortą policji, wejść na stadion, przez półtorej godz. poubliżać wszystkim naokoło (nawet sobie, z tego co się zorientowałam śpiewali coś w stylu "my jesteśmy pojb..., coś tam coś tam fani"), w przerwie próbować wskoczyć na boisko i pouciekać przed policją i armatką wodną i po meczu najfajniej by było komuś wtłuc no i żeby policja pogoniła...a najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że to dzieciarnia taka, że nie wiem czy średnia wieku przekroczyłaby 15-16 lat...
poza tym mecz był fatalny, zylion żółtych kartek i remis 1:1...
jakieś słówko?? (0)
17 sierpnia 2006 09.31 fajnie jest... i nie ma co więcej pisać:):):)
jakieś słówko?? (2)
20 sierpnia 2006 11.35 hehe...ale się wczoraj uśmiałam:):) wiecie co przeszkodziło bolszewikom w desancie na moje miasto?? tzn oczywiście nie w 1920 roku tylko podczas wczorajszej inscenizacji pt "obrona Włocławka 1920r.) wędkarze!!! po prostu wędkarze:) płynie desant bolszewicki na Włocławek, płyną w mudurach z zaciętymi minami, z karabinami gotowymi do użycia, aż tu nagle wpływają w żyłki wędkarzy cumujących swoimi łódkami nieopodal. I bolszewicy nie mogą sobie poradzić, krzyczą na wędkarzy (oczywiście nie miałam zielonego pojęcia, że ponad 80lat temu używane były takie słowa typu "spier..." - ja głupia istota myślałam, że to neologizmy a tu proszę:D)i koniec końców na miasto nie napadają:):):)
kilku wędkarzy, tylko kilku wędkarzy wtedy na Wiśle i uchroniliby miasto przed wrogami... ciekawe o mogłoby uratować świat przed II wojną światową... jakieś pomysły na drobne nieprzeiwdziane wydarzenia, które mogłyby zmienić bieg dziejów??
jakieś słówko?? (0)
21 sierpnia 2006 10.56 dostałam wczoraj 3 piękne czerwone róźe:) są to drugie kwiaty jakie dostałam w ciągu naszego ponad 5 letniego wspólnego maratonu... z zaawansowanej matematyki wynika, że następne kwiaty dostanę za ok 2,5 roku. No cóż... luby mój do romantyków nie należy:) ale nie kwiaty są w związku najważniejsze... tak przynajmniej sobie tłumaczę:):)
jakieś słówko?? (1)
22 sierpnia 2006 11.11 marzną mi nieubrane stopy i nad ranem trzeba się bardziej przytulić - znak zbliżającej się jesieni... przez pierwszą część nie lubię jesieni, przez drugą - kocham:) i jak tu człowiek ma być jednomyślny?? jakieś słówko?? (2)
24 sierpnia 2006 09.10 chyba chciałabym żeby był już wrzesień, pójść już do pracy i mieć pierwszy tydzień za sobą... bo człowiek (czyt ja - zresztą nie tylko) to głupia istota - jak nie ma problemów to je sobie sam wymyśli:)
no i muszę jechać odebrać dyplom... ale wtedy będę musiała oddać legitymację, a przyzwyczaiłam się do niej... w końce całe 5 lat była zawsze ze mną. No i jak ją oddam to już nic nie będzie mnie łączyło ze studiami, z Gdańskiem... oczywiście oprócz znajomych. Szkoda, że zapomniałam jej "zgubić" kiedy pora na to;) miałabym pamiątkę ładną ;( a tak??
ee dobra, koniec smęcenia, wracam do lektury:)
jakieś słówko?? (3)
26 sierpnia 2006 11.11 Jeszcze nigdy tak dokładnie nie śledziłam placu budowy jak teraz, budowy bloku od którego zależy kiedy w końcu wyprowadzimy się na swoje. Z perfidną wręcz precyzją odnotowuję każdy balkon, każdy cm tynku, każdy litr farby. Nie, nie budują tego dla nas, budują je ludziom, którzy wynajmują nasze mieszkanie. Niby od dawna była rozmowa, że do końca listopada będą u nas mieszkać, ale jakiś czas temu pojawiła się informacja, że oddzadzą blok wcześniej. Idealnie dla nas, zostawiliśmy sobie margines czasu na znalezienie przeze mnie pracy, nikt nie przypuszczał, że tak szybko pójdzie. Jednak każdy kolejny tydzień przynosi inne wieści. Raz jest mowa że blok oddany będzie w październiku, raz, że w styczniu, innym razem znów marzec,a jeszcze innym, że listopad... pół roku to jednak za duża rozbieżność...ech...wkurza mnie to czekanie, ja chcę już, zaraz niedługo!!! Albo niech chociaż będzie jakieś zdecydowanie będzie, żebym wiedziała coś konkretnie...:( jakieś słówko?? (1)
29 sierpnia 2006 09.59 O żesz kurczę...od piątku zaczynam pracę - badania wstępne mam już zrobione, jeszcze tylko wyrejestrować się z urzędu pracy, który odnotuje sobie kolejny spadek bezrobocia - jeszcze żeby to oni mi znaleźli pracę...ehh...szkoda słów
A od wczoraj jestem totalną buntowniczką przeciw podatkom - jakoś do tej pory mało mnie interesowały bo nie pracowałam, ale kiedy wczoraj wyszło mi że moja płaca netto będzie o 1/3 mniejsza od brutto to mnie strzeliło - a i tak o tyle dobrze, że jakbym zarabiała 2 razy więcej to zabieraliby mi prawie połowę...no żesz kurczę - pracuję i zarabiam - płacę podatki, kupuję coś - płacę podatki - jeśli zabierają mi przy pensji to niech nie zabierają przy zakupach, albo na odwrót... produkowałabym np. majtki - od każdej wyprodukowanej pary płaciłabym podatek, poszła potem do sklepu i chciała kupić "swoje" majtki, też bym płaciła podatek...bezsensu - zylion razy płacić za to samo... Dowiedziałam się, że za komuny nie płaciło się podatku - wypłaty dostawało się tyle ile było na umowie itd. nie wiem czy to prawda - pamiętam czasy PRLu, ale za mała była żeby zawracać sobie głowę rozwiązaniami podatkowymi ale jeśli to prawda to ja chcę powrotu tamtych czasów. Albo nie chociaż zrobią tak, że płaci się raz. A potem dziwią się, że tyle osób pracuje na czarno - teraz to ja też z chęcia bym tak pracowała... biedne państwo - śmiechu warte...
jakieś słówko?? (2)
|