Image hosted by

Photobucket.com

Dziś pozwoliłem słońcu, aby wstało wcześniej niż ja
Georg Christoph Lichtenberg


Imię : Dora
Rocznik: prehistoria

Księga Gości


Było kiedyś:
2006
09 08 07
06 05 04
03 02 01
2005
12 11 10
09 08 07


Linki:
Czytam i polecam:
Butch
- homo studentus:P
Dida
- jej najgłębsze zakamarki duszy
Inspiracja
- inspirujący dzień i czas:)
Kacha
- myśli nieukryte
Outsiderka
- crazy outsiders
Pytanie dnia
- kobieta z mózgiem, która nie waha się go używać :)
Snaefridur
- znowu jest z czego bardzo się cieszę:)))

Tu mieszkam, uczę się i żyje:
włocławek
- moje miasto
uniwerek
- edukował
Gdańsk
- jak się edukowałam to tu pomieszkiwałam
CieCiorka
- jak się nie edukowałam to tu się produkowałam
KNPSiP
- Koło Naukowe Psychologii Sądowej i Penitencjarnej - stronka już się zbudowała - zapraszam wszystkich do zapoznania się z nią

Bywam jeszcze tu:
grono
- tłumaczyć nie trzeba
griddlers
- liczbami malowane
wytwory
- lekarz maluje
Anne Geddes
- zdjęcia maluszków:))



Pomagam:
nakarm dziecko
na polskie serducho




Dodaj do ulubionych


Layout by Kattie&Dora
1 lipca 2005 17.12
hmmm...długo się zastanawiałam nad założniem sobie bloga, było mnóstwo plusów i minusów tego przedsięwzięcia. Podstawowym plusem było to że odkąd pamietam pisałam pamiętnik, mam pół szafy zapchanej jakimiś kalendarzami szalonej małolaty, kalendarzami dziewczyny (tak, tak bardzo dawne czasy:)), jakimiś zeszytami podpisanymi "matematyka", "biologia" żeby mogły sobie leżeć nie schowane i żeby nie przyciągały niczyjej uwagi...taak...to było fajne:))

ale za tym plusem idzie od razu minus podstatwowy - żadnego zeszytu, kalendarza nie skończyłam, zosatwiałam w połowie albo jak w przypadku kalendarza jest w środku ogromna pusta luka...mój zapał szybko znika..

ale w końcu mam już 3 tydzień wakacji, do roboty nie za wiele, żeby nie powiedzieć nic, siedzę sobie do południa w domku w końcu postanowiłam że to zrobie:)))

na pewno nie będzie to mistrzostwo świata, ale wydaje mi się że czasem powinno być fajnie, czasem smutno - jak to w życiu.

nie mam jeszcze pojęcia jak to wszystko ma wyglądać, o czym będę pisać...więc na początku będę próbować aż moż w końcu znajdę jakąś drogę dla siebie...a jak nie to usunę bloga i po kłopocie:))

teraz będę sobie próbowałam jak to wszystko sę obsługuje bo na tym to już w ogóle się nie znam:)

jakieś słówko?? (1)


2 lipca 2005 17.04
już jest lepiej:)
troszkę sobie posiedziałam, popatrzyłam, pogłówkowałam, kilka rzeczy spiep...mi nie wyszło, kilku rzeczy jeszcze nie wiem ale...wiem już więcej niż wczoraj. Nadal to niewiele ale zawsze jest lepiej niż było:)))

mam jeszcze problem w księgą gości, chyba nic się nie dzieje jak się na nią klika a z tego co się orientuje to po kliknięciu takowa księga powinna się otworzyć albo do wpisania się albo do poczytania a tu..NIC!! może jeszcze kiedyś dojdę co z tym zrobić. Nie wiem też jeszcze jak tu jakiś tytuł w notce wrzucić, tzn coś mi się kombinuje w głowie, ale dość ciężko mi idzie - od ok 3 tyg mam wakacje więc moja główkajeszcze odpoczywa po trudach całorocznej nauki:P


abstrahując od powyższego tematu rozmyslałam sobie dziś (no bo nie tak całkiem głowka nie pracuje:) że kobiety mają dużo gorzej na tym świecie. Wiem, Ameryki to ja tym stwierdzeniem nie odkryłam ale zawsze jak mam Akcję Depilację (szczególnie jak się ciepło zrobiło więc akcj musi być przeprowdzona dokładnie a nie po lepkach) to nachodzą mnie takie myśli:

zaczyna się zawsze od tego, że twarz faceta i to też nie cała a tylko część do ogolenia jest zdecydowanie mniejsza niż damska noga, nawet jedna.

z upływem czasu i zmniejszania sie mało bolesnych miejsc a zwiększania baaaaardzo bolesnych moje myśli idą dalej - kolejną myślą jest że w ogóle facet ma lepiej. Jak on się nie ogoli trzy dni to mówią na to "seksowny zarost" ale jak sie kobieta przez trzy dni nie ogoli (Bogu i Kaśce dzięki za depilator przez co czas ten się zdecydowanie wydłuża, choć jak dla mnie nie wystarczająco)to już wtedy nikt (przynajmniej nigdy takiej opinii nie słyszałam)
nie mówi o seksownym zaroście tylko raczej o nieseksownych antygwałtach....

potem już samo myślenie o niesprawiedliwości golenia i niegolenia nie wystarcza mi. Zrzymam się na to że facet (typowy) założy jedne gacie na 3-4 dni i jest zadowolony, nawet jak ma większe piersi niż ja to o staniku nawet nie pomyśli (a niektórym naprawde by się przydał:))). Poza tym o istnieniu wkładek, tamponów i innych niezbędnych NAM Kobietom rzeczach nawet jak wiedzą to woleliby nie wiedzieć...

a jak juz przy tym temacie jestem to oczywiście myślę o ograniczoności męskiego umysłu i braku empatii - bo kiedy chłop jest chory to trzeba nad nim skakać jak nad 5-latkiem bo "on taki biedny i słaby" ale jak NAM Kobietom zbliżają się TE dni to albo są źli że o byle co się złościmy albo sobie żarty z tego robią

w tym momencie jestem już bardzo blisko końca bo duprelami w stylu "męskie perfumy mają trwalszy zapach", "męskie gacie pomimo że 4 razy większe są proporcjonalnie tańsze", facetowi jak się bączek wymsknie albo zostanie specjalnie puszczony jest wesoło, a jak dziewczynie to już wielki wstyd", "jak wyżej tylko że z bekaniem"itd nie zawracam sobie głowy więc dochodzę do punktu kuluminacyjnego...

oczywiście myślę o ciąży i porodzie. Facet jak ma dośc gderliwej/humorzastej/zachciankowej/czy w ogóle kobiety w ciąży to sobie pójdzie z kumplami na piwo, jak nie chce być przy porodzie to nikt go nie zmusi a nawet jak to on jeszcze zemdleje przed wszystkim a kobieta co?? jak ma dość ciężaru brzucha ma go sobie zdjąć i też wyjść z domu?? jak się boi porodu to też powie że nie idzie, że nie będzie jej przy porodzie??? no właśnie, nie!!!!!


z reguły przy tym momencie kończą mi się włosy do usunięcia więc przestaje boleć, więc też nie myślę już dalej. Choć czasami zastanawiam sie do jakich wniosków doszłabym jakbym miałam nogi długie jak żyrafa...eeee, może lepiej nie wiedzieć???
jakieś słówko?? (3)


2 lipca 2005 17.51
pewne drobne wyjaśnienie...:))

tak jeszcze chciałam dodać bo wcześniej zapomniałam - żadną babską szowinistką, emancypantką ani palącą biustonosze feministką nie jestem...:) naprawdę...:P

i jeszcze postanowiłam mieć odrobinę mojego ukochanego miasta tutaj:))
zobaczymy czy się uda

no niestety nie chce się wyświetlać - ale jak tylko się nauczę i dowiem co robie źle od razu tu będzie:)))



jakieś słówko?? (2)


3 lipca 2005 20.43
...hmm...

Myślę sobie juz któryś dzień rzędu, co zrobić z wakacjami. Mam kupę czasu, jeden wyjazd na obóz z dzieciakami zaplanowany i za mało kasy na planowanie jeszcze czegos dłuższego. Choć kasa może i by się znalazła ale co z tego jak Marcin i tak urlopu nie będzie miał więc na wyjazd dłuższy niż weeekend nie ma co liczyć...No więc do pażdziernika (z przerwą na obóz) mam labę.

zastanawiam się wieć czy jakichś praktyk sobie nie załatwić. Wiadomo później po studiach będzie co do CV wpisać i potencjalni pracodawcy jakoś inaczej na to patrzą. Czyli to jest ogromy plus tego, i w domu nie będę siedzieć a jak się dobrze trafi to i nauczyć się można czegoś nowego. Ale znowu z drugiej strony ja i tak już mam cholernie długie to CV więc kolejna rzecz niebardzo jest mi potrzebna.

I co najważniejsze przeciw praktykom to to, że być może (tak naprawdę oby) to mogą być moje ostatnie prawdziwe wakacje i do tego takie długie. Za rok jak skończę studia i pójdę do pracy to będę mieć najwyżej 2 tyg. wolnego w wakacje a i to nie jest pewne bo to nigdy nic nie wiadomo. Marcin od 4 lat nie ma urlopu:(

A więc może powinnam korzystać póki mam z czego, wyleniuchować się za wszystkie czasy i póki jeszcze mogę jeżdzić na rowerze, chodzić nad jeziorko itd wtedy kiedy chce a nie wtedy kiedy mam urlop???

Znając życie i siebie zastanawiać się nad tym będę jeszcze długo, aż wakacje się skończą...albo...już mi się tak znudzi nic nie robienie że nawet nie wiem kiedy polecę i sobie coś załatwię. Na (nie)szczęście praktyki są bezpłatne więc zawsze kogoś chcą.
jakieś słówko?? (6)


3 lipca 2005 21.20
wyrwane z kontekstu:))

"zaliczenie się do zwolenników nowego kierunku rozwoju seksuologii oznaczać będzie, że lekarz nie poprzestanie jedynie na mechanicznym usprawnianiu aparatu seksualnego oraz regulacji funkcji seksualnych, ponieważ rozumie, że funkcje te tylko wówczas spełniają swoją rolę, gdy zostają umiejętnie wplecione w całokształt rozkoszy, dostarczenie głębokich wzruszeń, uniesień i bogactwa przezyć rozwijających jego osobowość oraz wzmacnia i pogłębia całokształt więzi z drugim człowiekiem."

Kazimierz Imieliński "Zarys seksuologii i seksiatrii"


1. Weź najbliższą książkę.
2. Otwórz ją na 123 stronie.
3. Znajdź piąte zdanie.
4. Opublikuj je na swoim blogu razem z tą instrukcją.
5. Nie szukaj najfajniejszej książki, jaką można znaleźć. Użyj tej, która faktycznie leży najbliżej Ciebie.






jakieś słówko?? (1)


4 lipca 2005 13.47
zły dzień - zdecydowanie zły!!

Czuję się strasznie staro, staropanieńsko, gnuśnie, leniwie, i w ogóle beeee!!!

Przeraża mnie to że jestem już na takim etapie życia, że żeby wyjść na piwo z kimkolwiek to trzeba się umawiać na dobry tydzień przed i to jeszcze nie na 100%. Prawie tak jak za małolata ale wtedy takie wypady mogły nie wypalać bo ten miał szlaban, a tamtej mama nie pozwoliła, albo co gorsza pozwoliła ale kazała o 20.00 być w domu więc w ogóle sie nie opłacało iść...

Teraz jest chyba jeszcze gorzej niż wtedy...każdy ma już swoje życie, swoje obowiązki itd. Poszłabym sobie dziś z wielką chęcia do ogródka ale nie ma z kim!!! I to nie dlatego, że znajomych brak...tylko:

jedni jeszcze siedzą w Wawie, Trójmieście...czy gdzie kto tam studiuje/pracuje czy w ogóle jest.

Inni nie bo mają obronę jutro, pojutrze, w czwartek (trzymam kciuki, powodzenia i nie dajcie się komisji!!!!)

Jeszcze inni nie bo o 19 jest kąpiel ich dzieciątek, potem kołysanie, spanie itd (generalnie niektórzy na dłuższy czas wykluczyli się z towarzystwa piwkowego:)

Jeszcze inni są w ostatnich miesiącach ciąży i nie bardzo im się chcę dzwigać swoje brzuchy na piwko/soczek/cole/inne cuś na świeże powietrze

Jeszcze inni są na etapie rozwodów/kłótni i nie mają ochoty na spotykanie się z licznymi pytaniami pt: "a co u żony/męża??" od ludzi którzy doskonale zdają sobie sprawę z sytuacji a chcą dowiedzieć się czegoś więcej żeby można kolejną plotę puścić w świat

Jeszcze inni przygotowują się do ślubu więc nie w głowie im spotkania

Zesztą tak samo jak Ci inni którzy są swieżo po ślubie i jeszcze nie potrzebują towarzystwa innych

Jeszcze inni cały dzień w robocie siedzą (tylko i wyłącznie że są bardzo uprzejmi i że zgodzili się pomóc ciotce której kochana córeczka rozbiła autko, a która do Ciechocinka do roboty trzeba dowieść, no i przywieżć z powrotem, bo przecież od nas tam absolutnie nic nie kursuje - tu jest ironia:)))

Jeszcze inni (ten NAJważniejszy:)mają robotę na wsi pt. rozbieranie szopy więc też nie mogą wcale a wcale:((

i co??

P.S.
Madzia wszystkiego najlepszego z okazji urodzinek!!!!składałam Ci już dziś życzonka więc nie będę się powtarzać więc dodam tylko:

Rośnij duża, dzielna, zdrowa.
W 100% procentach odlotowa.
Nie zaglądaj do kieliszka, bo ci będzie grała kiszka.
Teraz coś dla Twojej główki, by nie było z niej makówki.
Śmiej się dużo, ucz się mało.
Na egaminach ściągaj śmiało.
Bądź pomocna jak komputer.
Szybka jak japoński skuter.
Sympatyczna jak maskotka i słodziutka jak szarlotka.
Te życzenia są dla Ciebie, byś czyła się jak W SIÓDMYM NIEBIE!


:)) ale co z tego Ze masz urodzinki jak i tak siedzisz jeszcze w Gdańsku????




jakieś słówko?? (7)


4 lipca 2005 21.37
no dobra, nie był taki zły:))


no nie był, nie był:)) ale fajnie było sobie ponarzekać...choć to wcale nie znaczy że coś się zmienło - nadal uważam że zdecydowanie źle wróży problem z umówieniem się z kimkolwiek na piwo...

ale koniec końców umówiłam się, byłam, piwko wypiłam, do domu wróciłam jak grzeczna dziewczynka przed 10:))

dla chcącego nic trudnego - zawsze w ostateczności zostaje pójść do sklepu, kupić piwko i wypić z tatą...no albo tatę zaprosić do ogródka. Jednak ponieważ to ja muszę kupować piwko jak go zapraszam (jakoś zaproszenia od taty rzadko widzą światło dzienne:) więc zdecydowanie taniej wychodzi opcja pierwsza:))) Jakoś nadal jakoś dziwnie się czuję siedząc z ojcem, popijając piwko i takie tam...w końcu to mój tata a ja jestem jego małą dziewczynką. Choć jemu to jakoś nie przeszkadza, bynajmniej mniej:)))

Poza tym dziś udało mi się dłużej pogadać z Kachą trochę dłużej niż 5 min. Niestety tylko na gadu ale zawsze lepiej to niż nic, szczególnie że nie widziałyśmy się już koło 1,5 miesiąca:( Ale na szczęście już niedługo wraca więc odbijemy sobie:)) O ile oczywiście przestanie się już gniewać o to że przez przypadek, a nie ode mnie dowiedziała się o blogu...:)

Kacha nie denerwuj już się:))))))



jakieś słówko?? (7)


5 lipca 2005 13.09
aż słów brak.....

zawsze zastanawiałam się nad ludźmi, którzy gdziekolowiek się nie pojawią (myślę o różnego typu czatach, forach itp) od razu obrażają wszystkich i wszystko...tym bardziej jak robią to w sposób chamski, nieciekawy, płytki...

niestety ostatnio miałam nieprzyjemnośc wdać się w bezsensowną pyskówkę na gronie...ciągnie sie już jakiś ona czas i schodzi na coraz niższy poziom. Ja ze swojej strony staram się trzymać ten poziom trochę wyższy ale nie wiem jak długo wytrzymam i się opanuje...

żeby był ogląd sprawy to dam linka to tego.


aż słów brak.....


poczytajcie i powiedzcie mi co ludzie mają z czegoś takiego....lepiej się czują??? dowartościowują się w ten sposób?? czy może to jest jakiś sposób na życie??

nie wiem nie kumam czegoś takiego...gdybym tylko nie była taka uparta i potrafiła olać to jak ktoś obraża mnie a teraz jeszcze i moją rodzinę to dawno już zostawiłabym to w cholerę...jeszcze póki to było śmieszne to nie było złe..ale teraz to już wcale śmieszne nie jest....

p.s. radzę przeczytać wszystko - z biegiem wątku robi się coraz ciekawiej..


jakieś słówko?? (8)


6 lipca 2005 01.41
Obżarstwo powinno być surowo karane!!!

zdecydowanie jestem za!!! jakby tak było nie umierałabym teraz...:( byłam na wsi na czereśniach - miało nie być dużo, bo zimno, bo długo itd. Było 7 osób, każdy narwał sobie po wiaderku/koszyku/czy co kto miał, do tego jak to zwykle bywa w takim przypadku był stosunek 4:1 czyt. 4 czereśnie do buzi, 1 do koszyka...a jak odjeżdżaliśmy to na tym drzewie było tyle samo czereśni co przed naszym przyjazdem!!!
jakieś czarodziejskie to dzrzewko??? może nastepnym razem powieszę na nim pieniądze i też mi się tak rozmnożą?? ale było by fajnie...
-------------------------------------------------------------------

a znalazłam przed chwilą ciekawa stronkę...i oto co tam znalazłam
o sobie:

Opis imienia: DOROTA

Osobowość: Ta, co odkrywa duszę ludzi i rzeczy
Charakter: 96 % - to co jestem niepełnocharakterowa???
Promieniowanie: 98 % - czyli że świecę w nocy???
Rezonans: 90 000 drgań/sek. - dobrze czy źle??
Kolor: Żółty
Główne cechy: Wola - Aktywność - Intelekt - Uczuciowość
Totem roślinny: Żarnowiec
Totem zwierzęcy: Termit -a nie może być coś milszego??
Znak: Lew

TYP: Cechuje je wielkie opanowanie, pozwalające stawiać czoło trudnym sytuacjom. W niektórych oko­licznościach stają się agresywne(:D). Od najmłodszych lat sprawiają trudności (???)wychowawcze, gdyż trudno nimi kierować.

PSYCHIKA: To ekstrawertyczki, uzewnętrzniające swe reakcje i łatwo przystosowujące się do otocze­nia. Są zarazem obiektywne - dzięki logice, i subie­ktywne - dzięki uczuciowości. Ta dwoistość ich osobowości nieraz zaskakuje, nawet w dzieciństwie. Odczuwają silną potrzebę dawania czegoś z siebie bądź to bliźnim, bądź sprawie narodowej czy religij­nej.

WOLA: Z żelaza, a raczej ze stali. Nie pozwólcie, by wchodziły wam na głowę!

POBUDLIWOŚĆ: Ogromna, ale nigdy nie przechodzi w nerwicowość. Jak udaje im się zachować zimną krew wśród beczek z prochem, gdzie spacerują z ogniem swej namiętności? (no ten tekst powalił już mnie totalnie na kolana:D)

ZDOLNOŚĆ REAKCJI: Urodzone rewolucjonistki. Nie reagują, ale wybuchają. Jeśli chcecie odwieść je od jakiegoś projektu, to nigdy nie siłą, ale przekonując je że ten zamiar nie leży w ich interesie.

AKTYWNOŚĆ: Wydaje się, że przychodzą na świat z dokładnym planem życia. Wszyscy wokół muszą uczestniczyć w tej walce. Zdarza im się "zużyć" wielu mężów.(zużyć? nieładne określenie) To jeden z rzadkich typów, dla którego wszystkie drzwi stoją otworem, ale grozi im klęska, jeśli stracą wiarę we własne siły i w swoje przeznaczenie.

INTUICJA: Z łatwością odkrywają głęboko ukryte tajemnice otoczenia. Nigdy ich nie okłamujcie, gdy z czytają w waszych myślach i sercu.(wróżka leokadia prawdę Ci powie:D)

INTELIGENCJA: Znaczna. Posiadają wrodzony zmysł dyplomatyczny, którym posługują się w każdej sytuacji. Doskonała pamięć, duża ciekawość świata. (ach miód na moją duszę!)

UCZUCIOWOŚĆ: Jest dla nich głównym motorem działania. Jeśli wierzą i kochają, mogą przenosić góry. Gdy zwątpią, wszystko pada w gruzy: Rodzice, nie traćcie autorytetu w oczach tych dziewczyn; które nie wybaczą wam zejścia z piedestału. Jeśli obiecujecie karę, nie odkładajcie jej. Miłość i suro­wość.

MORALNOŚĆ: Składa się z rygoryzmu i stopniowych ustępstw. Gdy chodzi o jednostki, jest bardzo surowa. Gdy chodzi o wydarzenia, tłumy, narody - dopuszcza daleko Idące ustępstwa.

ZDROWIE: chociaż swoją żywotność salamandry, powinny dbać o zdrowie, w szczególności o żołądek. (no te czereśnie:D)

ZMYSŁOWOŚĆ: Seks to dla nich wszystko albo nic. Są zdolne wszystko poświęcić dla ideałów, nawet życie intymne. Ale w przypadku, gdy ich ideałem staje się miłość fizyczna, wszystko może się zdarzyć.. (no coment:)Dodajmy, ze ich osobowość zawiera sporą dozę cech męs­kich.

DYNAMIZM: Na miarę ich wrzącej psychiki. Mają w sobie cos z bohaterek. Może trzeba również być bohaterem, aby z nimi żyć?

TOWARZYSKOŚĆ: Czy można mówić o towarzyskości przypadku tych kobiecych Don Kichotów, wiecznie w poszukiwaniu wiatraków? Jeśli zgadzacie się z nimi, posługują się wami. Jeśli się im sprzeciwia­cie, spaliliby was na stosie.(eee, to już przedmiotowe traktowanie, ja tak nie robię) Są dumne, a ich przyjaźń jest nieraz despotyczna, ale jeśli nią kogoś obdarzą, są bardzo wierne.

PODSUMOWANIE: Jedna rada: nie przeszkadzajcie tym uroczym "termitom" w budowaniu ich fortecy... Dajcie im możliwość dyrygowania, rozkazywania, a jeśli zapomną o was w bojowym rozgardiaszu korzystajcie z rzadkich chwil wytchnienia! za www.imiennik.pl

no ale termitem to mnie jeszcze nikt nie nazywał...:)

momentami powalający tekst, po częsci prawdziwy ale z trafnością i rzetelnością (sorry za statystyczne pojęcia) to stoi na takim samym poziomie jak horoskopy w programach telewizyjnych, przy takiej ilości omawianych spraw coś musi być trafione np. z tą inteligencją :PPP


jakieś słówko?? (4)


6 lipca 2005 23.57
wrrr...będę gryzła...!!!

cholera czy zawsze jak mamy plany na jakiś wypadzik malutki choćby tyciu,tyciuteńki (dużych planów brak totalny) to pogoda musi nam popsuć szyki???

chcemy jechac na kulig - śnieg się rozpuszcza...
chcemy jechać na jakieś grille, ryby!!, wypady na jakieś działki, na wieś, na zarzeczewo itd itd (mogłabym wyliczać całe wieki) nie wypalają bo....właśnie pogoda się zepsuła...:/
teraz w weekend mieliśmy jechać (zresztą mam nadzieję że i tak pojedziemy, że prognoza sie nie sprawdzi:) nad jeziorko a tu co??? burze!!! a jak...szkoda że nie gradobcie albo nawałnica.

Kaśka, lepiej się dobrze przygotuj na CieCiorę bo widząć moje szczęście w tym roku to przez całe 2 tyg będzie non stop lało, namioty popodmywa, generalnie będzie gorzej niż w zeszłym roku bo wtedy choć ze 3 dni były ładne a teraz nie będzie wcale...

ech... jak ja kocham sprzyjającą aurę!!!


jakieś słówko?? (3)


7 lipca 2005 12.14
kolejna poważna rozmowa
miałam właśnie kolejną poważną rozmowe z mamą, na szczęście na temat którego dawno nie było, na nieszczęście na temat który myślałam że jest już zamknięty, ale cóż myliłam się...

Chyba musiała się dość długo przygotowywać do tej rozmowy, zresztą ostatnio nawet mi się przyznała, że teraz chcąc ze mną porozmawiać na poważnie to musi sobie scenariusz w głowie układać, wszystkie możliwe moje odpowiedzi i pytania przemyśleć a i tak nigdy jej się to nie udaje - zabrzmiało to tak jakbym przez te studia zmieniła sie w jakiegoś potwora czy co?? troche mnie to przeraża bo jak wszyscy tak myślą to ja dziękuje...chociaż oczywiście jak się o to mamuśki spytałam to odpowiedziała że to nie chodzi o potwora tylko o to że teraz jestem taka mądra i w ogóle....a co kiedyś nie byłam mądra??? albo na zajęciach rozum mi kroplówką wsączają?? nie wiem ale na niektórych dziwnie działają moje studia, a im dłużej studiuje tym jest gorzej z nimi. Hmm...ciekawe co to będzie za rok jak już je skończę...będą płacić za rozmowę ze mną??? Chociaż to nie było by takie złe:)))) no ale bez przesady...

ok bo znowu dygresyjkę walnęłam i przy okazji pocukrowałam sama sobie:))

ale temat rozmowy był o życiu bez ślubu...że jak to tak, że na początku to ok ale co z dzieckiem (halo jakim dzieckiem???a zresztą co ma ślub do dziecka?? czyżbym musiała mamę uświadomić że beż ślubu dziecko też jest możliwe:))). Na wszystkie moje mądre:)) argumenty za życiem bez ślubu padło pytanie pt "a co jak będziecie chcieli sie rozwieść?"(powala mnie optymizm mojej mamy) no jak to co?? NIC!! nie ma ślubu, nie ma rozwodu...proste. Rozstać się zawsze jest łatwiej jak się ślubu nie ma - nie trzeba opowiadać obcej osobie o swoim związku i pozwalać jej żeby to ona decydowała o bycie czy niebycie naszego związku...

Poza tym jak obserwuje wszystki znajome pary, co oni robią ze soba po ślubie...oczywiście nie moge generalizować bo nie u wszystkich tak jest (na szczęście).

Po ślubie człowiek traktuję żonę/męża jak swoją własność, ma na to papier, mam to zaklepane i w związku z tym przestaje się starać, dbać i zabiegać o tą drugą osobę...a tak nie może być, ja tak nie chce - niepodlewany kwiat jeszcze trochę żyje ale potem więdnie.

Jasne że kiedyś chciałabym wziąć ślub, ubrać białą (niekoniecznie) suknie i iść do ołtarza, ale to jest bardziej urojenie małej dziewczynki. Kiedyś marzyłam też o tym żeby zostać księżniczką i co?? nie jestem i nigdy nie będę nią a żyje i jestem szczęśliwa.

zresztą na ostatnie wesele kupiłam sobie suknię która była spełnieniem moich dziecięcych marzeń, właśnie w takiej sukience widziałam się oczami dziecka kiedy marzyłam że jakiś królewicz zabierze mnie na bal...miałam wymarzoną suknie, królewicza przy boku i bal...i starczy...moje marzenie się spełniło, niech teraz spełniają się marzenia innych:)))

życzę Wam wszystkim spełnienia Waszych marzeń:)) nie wszystkich bo zawsze trzeba o czymś marzyć...ale chociaż części:))


hmm...nie o tym miała byc ta notka:)) ale jest:))

dopisane o 15.16

Kaśka - Twoje marzenie też niech się spełni bo na taki rejs po
morzu śródziemnym to bym się wybrała:)))




jakieś słówko?? (7)


8 lipca 2005 09.02
....:)).....

Piękne słonko za oknem...
okno na drzewka wychodzi...
drzewka są zielone...
zielona też dziś moja bluzka...
bluzka nie ma rękawków...
rękawki są dziś zbędne...
zbędne bo jest ciepło...
ciepło bo piekne słonko za oknem...
okno na drzewka wychodzi...i tak w kółko, wciąż i wciąż...chyba zostanę autystykiem...:))

hmm... a miało być mądrze...ale przed 9 rano nie ma mądrości - jest jeszcze sen:)))

jakieś słówko?? (3)


8 lipca 2005 16.13
trochę tu się pozmieniało:))

w końcu przyszedł czas na zmiany:)) oczywiście dzięki Kaśce, która pomogła mi, a tak po prawdzie to stworzyła ten szablon:))

DZIĘKI!!!


to jeszcze nie koniec ale na razie nie mam siły ani czasu na dalszą walkę ale sukcesywnie będę się starała to upiększyć:))


jakieś słówko?? (1)


9 lipca 2005 01.33
....

chciałam napisać cośjeszcze dziś ale właśnie zauważyłam, że dziś jest już jutro...więc moje dziś to już wczoraj...

czasem upływ czasu mnie przeraża...tak szybko leci...
czasem upływ czasu bardzo mnie cieszy...niestety wtedy leci zdecydowanie za wolno...choć zawsze do przodu:)

Pamiętam jeszcze niedawno byłam w liceum a teraz mogę stać przy lustrze i pytać: "Lustereczko powiedz przecie kiedy w zmarszczkę czas oblecze.."

Choć z drugiej strony kiedy ktoś kazałby mi przypomnieć sobie co robiłam rok temu (co tam rok - miesiąc starczy) to pomimo że sięgnę w kalendarz, będę myśleć jakiś czas to marne szanse że sobie przypomne...Tu akurat nie trafiłam bo pamietam że miesiąc temu miałam wyniki ostatniego egzaminu:)

Jaki czas jest subiektywny pomimo tego, że jest cholernie stały..każda sekunda trwa dokładnie tyle samo, minuta, godzina...ale czasem coś trwa kilka sekund a nam wydaje się że mijają kolejne minuty czasem godziny, a czasem wręcz odwrotnie - nie zdążymy się jeszcze nacieszyć a tu czas na nas...

ech...jednak dobrze że mamy w życiu jakąś constans:)))


jakieś słówko?? (1)


9 lipca 2005 13.31
...mój mały dysonans...

z przerażeniem patrzę przez okno...moje topole kładą się prawie na ziemi...nie, nie do ciężaru tylko od naporu wiatru...sporo chmur na niebie na szczęście raczej nie na deszcz...pomimo to toczy się tam walka - pomiędzy chmurami właśnie a słońcem. Wynik na razie remisowy ale nie wiem jak długo się utrzyma. Co słońcu uda się wychylić spoza chmury i już się wydaje że prowadzi, chmury opamiętują sie i znowu je przysłaniają...walka jest strasznie nierówna, słońce jest samotne w swojej walce, na dodatek toczy ją z tak daleka. Chmury mają sprzymierzeńca w wietrze, który zagania je odpowiednie miejsce...

A ja jestem rozdarta - nie wiem komu/czemu kibicować. Ziemia jest już spękana od braku deszcze, od bez przerwy liżącego ją słońca, powietrze jest ciężkie i parne - więc jakby chmury wygrały, nawet jak nie popada to i tak będzie chwilwa ulga dla ziemi. Słońce jest tak nataryczywe że aż wrogie...
Ale z dugiej strony akurat dziś, za chwile mam jechać nad jeziorko, pod namiot więc słonko mogłoby wygrać...
Najlepiej oczyiście jakby jedno z drugim poszli na kompromis - chmury przesłonią słońce ale te z których nie będzie padać...niestety nie zawsze się ma to co się chce..

Będę egoistką...stawiam na słońce:))
jakieś słówko?? (2)


11 lipca 2005 10.07
Ostatecznie w sobotę wygrał deszcz - szkoda tylko że wybrał najmniej odpowiedni czas - już zdążyliśmy namioty rozłożyć a grilla nie...:(( i siedzielismy na deszczu (tzn nie do końca bo pod wiatką) o głodzie i chłodzie (nareszcie było czym odetchnąć) i ze smutkiem w oczach patrzyliśmy na nasze moknące "mieszkanka"...deszczyk przestał lać, padał tylko lekko więc grilla rozstawiliśmy i w końcu się najedliśmy:))hmm...kiełbaska...szyneczka...mhmm... a potem wieczorkiem a tak w sumie to pod noc już podchodziło, my przedstawicielki podobno płci słabszej poszłyśmy się wykąpać a faceci zostali sobie przy namiotkach (zabrzmi to infantylnie ale...CIENIASY!!:)

a woda było suuuper...cieplutka...spokojna...po prostu idealna:)) i jeszcze zaraz nad nią na wysokość kilku cm unosiła się mgła, na około było już bardziej niż szaro...niesamowite wrażenie...i najważniejsza była ta cisza...żadnych pijanych małolatów bluźniących na potęgę...żadnych piszczących małolatek...nikogo...tylko świerszcze, żaby, jakieś ptaszki...sama natura...kocham to i marzę żeby mieszkać nad samym jeziorkiem jakimś fajnym...

Następnego dnia rano obudziłam się lizana słońcem po tyłku...no niestety, nie będę czarować że po twarzy, wypiełam się na nie więc się zemściło:)) i mściło się potem cały dzień, szczególnie na moich nogach które wyglądają dziś jak przeszczepione od raka - a ja nawet się nie opalałam!!! ale i tak wiem że jak przestaną mnie piec to będę wdzięczna słonku za to:))

Jakby nie było tylu ludzi, szczególnie że średnia wieku wynosiła ok 15-16 lat, jakby ludzie nie kąpali swoich paskudnych psów na tej samej plaży, jakby nie te wrzaski, piski, blużnierstwa i popisy, to nie wychodziłabym z wody, a że pojechałam odpocząć zrezygnowałam...na szczęście wzieliśmy sobie rower wodny i ucieklismy na inna pustą plażę...:)

Chyba naprawdę robię się stara skoro tak irytują mnie ludzie w wieku w jakim ja niedawno byłam...ale ja się nie zachowywałam jak oni, ani ja ani moi rówieśnicy - swoje za skórą też mieliśmy ale zachowywać się umieliśmy:)). Oczywiście nie chce generalizować że wszyscy są tacy, była też bardzo fajna grupka ludzi u nasz na polu namiotowym z Łodzi, która naprawdę świetnie się bawiła, piła itd ale jakoś inaczej, kulturalnie?? Być może już się nauczyli pić.

W takich momentach zawsze mam jedną myśl - bronić się, zapierać rękoma i nogami przed pracą w szkole - ja już wolę swoich morderców, pedofili i wszelką inną patologię byle pełnoletnią:))


jakieś słówko?? (3)


11 lipca 2005 18.38
krótkie portki
złaziłam całe miasto w poszukiwaniu upragnionych spodenek krótkich - niestety...jest bardzo mało a jak już są to takie krótkie, że najprawdopobniej tyłek mój byłby widoczny...jeszcze jakby był zdatny do pokazywania a tak...z upragnionych przeszłam do jakichkolwiek....i wróciłam zapłakana do domu:((

Ludzie, czemu nie ma krótkich (ale nie ultrakrótkich) portek?? przecież nie tylko ja nie mogę sobię pozwolić na noszenie takowych malutkich...a nie chce się kisisć w długich...

Kobiety o większej pupie niż orzeszek i nogach grubszych niż podpórki do pomidorów walczmy o swoje prawo do noszenia krótkich spodenek!!!niech takie będzie można sobie kupić swobodnie jak wszystko inne!!!


jakieś słówko?? (2)


12 lipca 2005 16.39
bitwę o spodenki wygrałam:))

a co:)) wczoraj przeszłam załamanie spowodowane upałem i brakiem krótkich spodenek...spódnic, sukienek i innego typu kiecek przepraszam ale nie nosze. A dziś...dziś w akcie desperacji (no może desperacja to za duże słowo) przeszłam się z Kaśką naokoło jej bloku (4 piętrowiec z 5 klatkami) i odwiedziłsm wszystkie (czyt. 3!!!) sąsiadujące z nią lumpeksy/tanią odzież/second handy/czy jak kto tam woli:))

i co??? i kupiłam sobie 3 pary spodenek, właśnie takich jakie chciałam w świetnym stanie i to po 2 zł za sztukę:))) a co mnie cieszy równie mocno to, to iż jedna para jest w rozmiarze....34:)))

Boże błogosław Amerykę za ich nadwagę i zaniżone rozmiary!!!!:))

kurcze...mała rzecz a jak cieszy:))))


jakieś słówko?? (3)


13 lipca 2005 11.50
zegary śmierci...

Wczoraj przez przypadek trafiłam na stronke z licznikiem ile jeszcze dni będę chodzić po tym pięknym aczkolwiek strasznie upalnym świecie...no i właśnie...okazało się, że umrę
26 października 2056r. w wieku 74 lat, 9 miesięcy i 24 dni...ciekawe...więc do końca życia pozostało mi 18733 dni.

Oczywiście gdzieś tam zaraz pod tym wszystkim jest napisane że to średni wynik ludzi którzy odpowiadali tak jak ja, że to nie jest wyrocznia, że to nie musi oznaczać, że jak nadejdzie ten dzień to padnę jak betka i koniec, dziękujemy Pani, zapraszamy do piekła/nieba/czyśca/gdziekolwiek się w to wierzy.
Ale co tchnie optymizmem napisali że można przeżyć ten dzień i żyć dalej ale nie napisali, że można tego dnia po prostu nie dożyć...:)

Podesłałam stronkę koledze a on po chwili przysłał mi linka do strony z czymś bardzo podobnym - z zegarem śmierci. Też na dzień dobry trzeba odpowiedzieć na parę pytań. Zastnawiałam się co ma moje imię i nazwisko do przewidywalnej długości mojego życia - potem jednak jak już odpowiedziałam na wszystkie pyt. i wyliczyło mi datę śmierci to zobaczyłam nagrobek ze swoim nazwiskiem....super, bardzo optymistycznie:))

Różnicą od poprzedniego wyliczania była możliwość wyboru prognozy między: optymistyczną, realistyczną i pesymistyczną... Ja zrobiłam wszystkie i wyszło mi że:
- w wersji optymistycznej -
Przewidywana data śmierci: 20 października 2071
Nastąpi to za: lat: 66, dni: 114, godzin: 12:38:26

czyli wg tej prognozy jak umrę będę miała ponad 89 lat

- w wersji realistycznej -
przewidywana data śmierci: 12 marca 2050
nastąpi to za: lat: 44, dni: 252, godzin: 13:31:38

wg tej prognozy umrę jak będę miała trochę ponad 67 lat

- w wersji pesymstycznej -
>przewidywana data śmierci: 12 marca 2035
nastąpi to za: lat: 29, dni: 248, godzin: 13:22:27

a wg tej będę miała 52 lata jak umrę

Aha na tej stronce podane są jeszcze "symbole przedwczesnej śmierci" i dla mnie takimi symbolami jest PRACA, SAMOCHÓD i POWIETRZE...na szczęście nie żaden nowotwór, układ krążenia itp nieprzyjemne rzeczy. Ale zawsze wiedziałam, że będę pracocholikiem i praca mnie zabije...dlatego w tym trio stawiam na pracę:))

jakby ktoś chciał sobie sprawdzić to podaje linka

sprawdź kiedy umrzesz...

Jako zabawa to fajna rzecz ale tak naprawdę to raczej nie chciałabym znać daty swojej śmierci...szczególnie jakby to miała być nagła śmierć a nie długa i ciężka.No bo po co?? żeby chodzić i się stresować i tracić to co mi zostało na myśleniu o tym co będzie?? Bezsensu!!!
Jakbym już musiała wybierać to wolałabym wiedzieć mniej więcej w jakim okresie życia (oczywiście też o ile to będzie późny okres) czy np przed czy już po emeryturze, przy wnukach czy przed nimi... Na pewno nie tak jak tu jest, że co do minuty i sekundy wyliczone...tylko że mi się ten 12 marzec i pażdziernik powtarza...:))

Chciaż w sumie nie ukrywając nawet ta wersja pesymistyczna mi odpowiada...zawsze powtarzam że chciałabm umrzeć póki jestem piękna i młoda...:)) nie, ale nie chciałabym byc na starość ciężarem dla dzieci, wnuków, kogokolwiek...chciałabym zestarzeć się z godnością, jeśli nie jest mi to dane, to wolę tej starości nie dożyć wcale....ech...bardzo ciężki temat...i wszystkie pytania na temat śmierci pozostają bez odpowedzi...


jakieś słówko?? (5)


14 lipca 2005 09.18
uwielbiam taki start dnia:))))

Dziś ledwo z Marcinem obudziliśmy się, usłyszeliśmy w naszym ukochanym regionalnym radio (Radio "W"), wiadomośc która po prostu powaliła nas pod stół....słuchając jej ubawiłam się nieziemsko...po prostu bajecznie:))a Marcin jeszcze bardziej bo ta wiadomośc niejako dotyczyła jego samego...

Usłyszeliśmy, iż Men's Health w tym miesiącu opublikował ranking, które polskie miasto jest najbardziej rozrywkowe dla mężczyzn, gdzie mężczyzna może się dobrze zabawić. Przy badaniu brali pod uwagę:
- punkty gastronomiczne,
- miejsca w kinach,
- dobre kluby muzyczne (punkty, miejsca i kluby w przeliczeniu na to ilu mężczyzn przypada na 1 miejsce),
- liczbę męskich drużyn sportowych w pierwszej i chyba drugiej lidze ,
- cykliczne imprezy kulturalne
- cenę za 1 km jazdy nocną taksówką.

I ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu NASZE MIASTO w sensie Włocławek ZAJĘŁO 4 (słownie CZWARTE!!!!!!!) MIEJSCE

hahahahahahahahahahahahaha (dziki śmiech na sali:)))))

Żeby było śmieszniej byliśmy oczywiście za stolicą, Krakowem i nie pamiętam miasta z 3go miejsca (chyba Gdańsk choć głowy nie dam sobie uciąć)ale wyprzedziliśmy m.in.
- Poznań (chyba na 16 miejscu)
- Olsztyn
- Wrocław
- Bydgoszcz ( 34 miejsce)
- Toruń...itd,itd W rankingu uwzględnili 40 miast czyli 36 miast po nas :)))


Ja kocham swoje miasto, zawsze bronię przed wszystkimi, którzy uważają, że to dziura zabita dechami, zawsze powtarzam, że można się nie nudzić - jeśli ktoś twierdzi inaczej, nie chce mu się po prostu ruszyć tyłka....ale nie czarujmy się...na 4 miejsce to my w życiu nie zasłużyliśmy - szczególnie wyprzedzając np Poznań, Wrocław czy chociażby Toruń.

Ale bądźmy szczerzy gdyby nie te kluby sportowe (Anwil i Kujawiak), nie ten tani kilmetr za nocną taksówkę (ok.2,40zł wychodzi) i to nieczynne(nieotwarte z przyczyn wyższych) Multikino to zapewne nie załapalibyśmy się pewnie do tej 40tki...albo okupowalibyśmy porównywalne miejsce jak Polska na Eurowizji:)))

I refleksja czy pytanie retoryczne na zadany temat....ciekawe czy Panowie redaktorzy tegoż właśnie pisma byłi kiedyś u nas???

O i jeszcze jedno - Teraz już wiem, jak to jest z tymi rankingami - wystarczy dobrze dobrać czynniki, wskaźniki brane pod uwagę żeby z Kopciuszka zrobić Księżniczkę...

Teraz więc piszę te słowa do pewnych osób, które w każdym zdaniu podkreślają, że są studentami "najlepszej wg rankingu Wprost/Polityki/Newsweeka/itp szkoły" Mam na myśli szkołę pt Wyższa Szkoła Psychologii Społecznej, która właśnie zajmuje pierwsze miejsce...wystarczy, że weźmię się pod uwagę kasę i czynniki na które ta kasa wpływa i prosze - pierwsze miejsce:)) Nie twierdzę, że ta szkoła jest zła, o nie, jest dobra...drażni mnie tylko ciągłe podkreślanie że "nasza szkoła jest najlepsza". Żaden państwowy uniwerek nie ma szans (jeśli chodzi o finanse) z jakąkolwiek szkołą prywatną, no niestety...

Jakoś poziom między uniwersytetami też jest różny ale żaden nie podkreśla tych różnic - np UW czy UJ- też ciągle zajmują 1 miejsca i co??? i nic - nikt nie czuję się lepszy z tego powodu albo przynajmniej nie daje nam - innym uniwerkom tego odczuć

I mam ostatnie zdanie na ten temat - cytat nie-mój tylko zdanie moich wykładowców...
kto idzie do prywatnej szkoły wyższej??? w 95% są to ludzie, którzy nie dostali się na "marne, biedne i beznadziejne" uniwerki:)))))

p.s. jak zwykle dodam, że nie mam na myśli wszystkich studentów szkół prywatnych. Tylko o tych piszę, którzy robią z tego wielkie halo i nie mając się jak inaczej dowartościować, robią to deprecjonując innych...

jakieś słówko?? (11)


14 lipca 2005 11.05
buuu...

dobry humor był...
ale już nie ma...:|
szkoda, fajnie było...
i już nie jest...
kto mi go zabrał??
niech odda...
proszę...
czekam...
jakieś słówko?? (3)


15 lipca 2005 11.57
miłość...?

Mówi się że człowiek potrafi docenić to co ma, dopiero jak to straci...dużo w tym prawdy ale nie do końca.
Wczoraj wieczorem uderzyła mnie pewna myśl, choć tak na prawdę ona mnie nie uderzyła - ona staranowała mnie tirem, przejechała mnie walcem...
Pomyślałam, uświadomiłam sobie, doceniłam to co mam. Doceniłam miłość.

Głupio to brzmi, tak jakbym wcześniej tego nie doceniała...ale nie, zawsze się cieszyłam, byłam szczęśliwa...tylko sądziłam, że okres takiej radości z faktu posiadania kogoś już minął. Myślałam, że ponieważ jesteśmy ze sobą 4 lata to już jest norma, już przyzwyczaiłam się do tego faktu...ale wczoraj wieczorem, kiedy leżałam obok i patrzyłam jak Marcin już śpi, czułam się tak jak te cztery lata temu, jak na samym początku, jak za pierwszym razem kiedy uświadomiłam sobie, że między nami coś jest...miałam ogromną ochotę wstać i odtańczyć dziki taniec radości, wykrzyczeć wszystkim przez okno to co czułam...nie zrobiłam tego, bo nie dość że obudziłabym wszystkich, to chyba gremialnie wysłaliby mnie do psychiatryka:))

I teraz siedzę sobie i myślę -
ile może trwać zakochanie??
czy jak już jest miłość to nadal razem z nią może egzystować zakochanie??
i czy śmierć zakochania oznacza miłość stateczną, z pewnymi wspólnymi przyzwyczajeniami, zaangażowaniem i po pewnym czasie niczym więcej??


Wiem, uczyłam się teorii miłości na studiach, powinnam wiedzieć jak to jest ale przecież w życiu na niewiele zdają się teorie...życie układa swoje własnie i niepowtarzalne dla każdego teorie...
mam nadzieję, że swoją już poznałam i że życie już jej nie zmieni...:))



jakieś słówko?? (3)


16 lipca 2005 11.04
normalna czy nie???

siedzę sobie od rana i czytam sobie nowinki, ciekawostki na temat seryjnych morderców, gwałcicieli, kryminologii, kryminalistyki, itp...to jest właśnie to co mnie interesuje, nie powiem, że to hobby...to są moje zainteresowania i miejmy nadzieje moja przyszła praca...

I w związku z tym właśnie sobie pomyślałam, że do najnormalniejszych na świecie to ja zdecydowanie nie należe:))

Inni ludzie w moim wieku interesują się czym innym, normalnym, a ja?? przestępcami, gwałcicielami, mordercami i wszelką inną patologią...no ale niestety nic na to nie poradzę, kręci mnie to i tyle:)) a znając życie to i tak tylko na zainteresowaniu sie skończy bo i nie dostanę pracy mojej wymarzonej...niestety takie są nasze realia...chociaż jak mnie nie będą chcieli to ich strata bo w tym co będę robić, będę naprawdę zaje...ta:))))

a co?? narcyzm ze mnie wychodzi:P


skromność niech się schowa na dnie szafy - od dziś trzeba się doceniać!!!
jakieś słówko?? (4)


16 lipca 2005 15.54
Ile razy w ciągu godziny własna matka może zirytować swoje dziecko do granic wytrzymałości??

moja chyba dziś pobiła rekord...świata a nie tylko osobisty...:)

ech podobno na starość dziewczyna upodabnia się do swojej matki...oj litości!!! :)

chociaż jakbym wyglądała tak jak mamuśka w jej wieku...czemu nie...a nawet - jak najbardziej:))

ale gderliwa taka nie chce być...i chciałabym bardziej niż ona nadążać za techniką (czyt. zero umiejętności w uruchamianiu dvd, obsłudze telefonu komórkowego, mikrofalówki itp teraz już podstawowych sprzętów domowych). Dobrze że chociaż nauczyła się włączać komputer i wchodzić na "kurnik" - nie jest aż tak źle - niewielu ludzi w jej wieku to potrafi:)
eee tam moja mamuśka to fajna kobitka tylko że czasem jak mnie wkurzy....to już taka fajna nie jest:) ale to jak każdy...

no i notka miała być na wyładowanie złości a tu proszę...złość się wyładowała i o dobre imię mamy zachowane:))

(a zarazem moje - bo co to za dziecko co na własną matkę wjeżdża...niestety natknęłam się już na wiele notek w stylu - "moja stara mnie wkur...bo nie dała mi na nowe buty/nie puściła na imprezę/nie podobają jej się moe ciuchy/itd" - głupie to trochę bo to co złego myślę o mojej matce to moja sprawa, szczególnie że z reguły idzie o bzdury)

jakieś słówko?? (3)


17 lipca 2005 13.36
ufff...

jaki przyjemny dziś dzień mamy...nie ma tyle słonka, nie ma tyle stopni Celsjusza, nie ma takiej duchoty...w końcu można spokojnie, głęboko odetchnąć, nie obawiając się o to, że pot zaleje nam oczy...i nie tylko:P

a od jutra wszystko od początku:)) upały, upały, upały...ech...w końcu wakacje mamy więc niech będzie wakacyjna pogoda:)) szczególnie że za 3 dni jadę na obóz pod namiot - niech dzieciakom tyłki nie marzną nocami...zresztą co tam dzieciaki - mój niech nie marznie, w końcu to ja chyba największy nocny zmarźluch na całej naszej planecie jestem:))

a za oknem po raz pierwszy od bardzo dawna jeździ Family Frost i gra tą swoją durną muzyczkę...wrrr...:/

jakieś słówko?? (3)


18 lipca 2005 12.34
...bleeeee...

czy Wy też macie takie ciotki ew. wujków, których wolelibyście nie mieć, a jeśli już muszą być to niech sobie będą ale jakieś 1200km od Was, a u Was najczęściej raz na 10 lat i to tylko na góra 1 dzień???

No właśnie ja mam...niestety...i właśnie siedzi w mojej kuchni i truje 4 litery mojej mamy, a ja się zachowuje "po chamsku" bo zamknęłam się w pokoju i nie mam najmniejszej ochoty wyjść:))) W sumie niech sie ciotka cieszy bo jakbym wyszła, a ona po raz tysiąc osiemset czterdziesty trzeci "wyżygiwałaby" mi, że nie chciałam zostać chrzestną jej 3-letniej obecnie wnusi (i nie to, że ja odmówiłam...ona chciała żebym była chrzestną, rodzice jej wnusi niekoniecznie bo mieli już kogoś innego na oku, ale ona sobie wymyśliła, że mam iść do rodziców małej i prosić ich o to, żeby łaskawie zechcieli mnie jako chrzestną swojej córki..PARANOJA!! no oczywiście jasne jest, że popukałam się tylko w czoło, pośmialiśmy się z tego z Marcinem i tyle. Więc ona potem narozpowiadała wokoło, po rodzinie i nie tylko, że ja paskudna, wredna, przeokropna odmówiłam bycia chrzestną a tego się nie odmawia...tyle tego opowiadała, że aż w końcu uwierzyła w to co mówi i teraz wypomina mi przy każdej okazji, jak to ja mogłam zrobić takie coś...oczywiście to nie jest jedyna historia z ciotką Hanką w roli głównej - mogłabym o niej napisać grubą książkę, nie dokładając żadnej fikcji literackiej - i byłby to zapewne horror, z domieszką thrillera i komedii, a może i dramatu, ale na pewno nie romansu),więc po kolejnych wypominakch, mogłabym nie wytrzymać i powiedzieć coś, czego każdy będzie żałował...tzn mi nie byłoby żal jej, tylko rodziców moich...po co skandal w rodzinie kolejny?? a znając zdolności ciotki i jej chorą sympatię do mnie to już w ogóle byłabym zakałą rodziny...no i oczywiśie w przeciągu 24 godz. cała rodzina od Konina, przez Gdańsk aż do Holandii wiedziałaby co takiego narobiłam...szkoda języka strzępić i nerwów szarpać na takich ludzi...

że też najmniej lubiana a wręcz bardzo nielubiana ciotka musi mieszkać najbliżej, nie mieć pracy ani innych obowiązków przez co mieć duuuużo czasu na długie i częste odwiedziny nas...

jak pech to pech i to na całego...:/

Boże chroń moje przyszłe, potencjalne dzieci od takich ciotek...


jakieś słówko?? (6)


18 lipca 2005 16.16
MIŚ
Miś ma w oczach szklane kulki,
po to misiem jest,
żeby było kogo tulić,
kiedy pada deszcz.

Miś ma uszy do targania,
po to misiem jest,
żeby mieć go do kochania
i wytarcia łez.

Miś ma łapy bardzo miękkie,
po to misiem jest,
żeby trzymać go za rękę,
kiedy tylko chce.

Miś ma wszystko to co trzeba,
żeby misiem być,
aby zabrać go do łóżka,
żeby o nim śnić.


Ja też mam takiego misia swojego...ma tyle lat co ja - no dobra, jest kilka miesięcy młodszy, chociaż tego też nie wiem, bo nie wiadomo jak długo leżał na sklepowej półce (choć w tamtych czasach raczej nie za długo:)
Więc mój miś ma tyle lat co ja, choć ja zdecydowanie lepiej od niego wyglądam i lepiej się trzymam:) jakbym miała tyle operacji co on, wyglądałabym jak Frankenstein:) Ma milion razy doszywaną główkę,łapki, nie ma noska, jedno oko na super glue przylepione, potarganą sierść...no i już nie ta cera:)

Ale i tak codziennie kładąc się spać przytulam się do niego, tak jak robiłam przez całe 23 lata. To jest jedyna rzecz, która biorę za każdym razem jadąc do Gdańska czy gdziekolwiek.
I choć mam już dużego, żywego Misia do spania ( i nie tylko oczywiście;) to i tak mój misiu zawsze jest z nami:)) może nie między nami ale jest...:)i będzie jeszcze długo:) bo ja nie mam zamiaru w żaden sposób się go pozbyć:)

tylko ciekawe czemu przez tyle lat miś nie dochrapał się żadnego imienia?? a może jego imię to właśnie Miś??



jakieś słówko?? (21)


19 lipca 2005 13.45
bezpłciowość

Ponieważ dziś jest taki bezpłciowy dzień, więc i ja jestem dziś bezpłciowa to i moja notka też taka będzie czyli bezpłciowa...

za oknem pogoda taka nijaka - deszcz nie może się zdecydować czy padać czy nie...ja się nie moge zdecydować na jakiekolwiek ruszenie 4 liter...dostałam zadanie od mamy, żeby znależć sobie kurtkę na zimę "bo już pora, bo zanim przyślą, a jak będzie niedobra i trzeba będzie ją odesłać itd, itd" więc siedzę i udaję, że szukam i że sprawia mi ogromną radość poszukiwanie zimy w środku lata...
ech moja mama ma czasem powalone pomysły, ale skoro chce i chce zapłacić za to więc czemu nie...:) "jak dają to bierz, jak biją to uciekaj" :))

ale i tak siedzę i sobie myślę jak bardzo nie chce mi się na ten obóz jechać...pogoda sie popsuła, nie będzie mnie ponad 2 tyg. jak zwykle będę marzła pod namiotem, nie będę dosypiała, bo jak zwykle zebrania kadry będą się zaczynały najwcześniej ok.2 w nocy...ale tak naprawdę to wszystko jest normą...rok w rok tak jest...i rok w rok nie chce mi się jechać...i rok w rok jest bardzo fajnie...i rok w rok w trakcie obozu mówię że już nigdy więcej...i rok w rok jadę znowu...i tak w koło Macieju...chyba się uzależniłam od tego:))

dziś będę wiedzieć jakie dzieciaczki jadą, jacy opiekunowie, choc opiekunowie nic mi nie powiedzą bo co roku i tak są nowi...ale dzieciaczki się powtarzają:)) i co roku są mniej więcej Ci sami - i bardzo się cieszę że Pawełek Ż. pojechał na I turnus bo męczący jest jak mało kto...

szkoda tylko, że w tym roku obóz nie będzie jak zwykle w Cieciorce tylko w Dzierżążnie (nawet nie wiem czy dobrze zapisałam nazwę:P) - Cieciora miała swój klimat a tam...dzieciaki wózkowe będą miały łatwiej bo to będzie w centrum rehabilitacji więc mają obiekty przystosowane dla niepełnosprawnych czyli in plus - odpadnie pchanie wózków z byczkowatymi 17latkami przez piach po kolana co do najłatwiejszych rzeczy nie należy:)) Z tego co sie orientuje będzie też kilku autystyków, chyba z 8 dzieciaczków z domu dziecka - eee tam będzie fajnie;))
szkoda tylko, że to daleko i długo od Marcina będzie..:(( ale dobrze że będzie Kacha - będzie trochę Włocławka ze mną:P
i Marcin obiecał że przyjedzie po nas:))

no to kończę bezpłciową notkę bo niedługo Marcina z pracy wraca i jedziemy sobie na wieś:))tylko żeby nie padało:))
jakieś słówko?? (7)


20 lipca 2005 14.08
no to fruuu....jadę:))

jak to się za małolata mówiło "zadzieram kiecę i lecę":)) zabieram walizkę (szkoda że tylko jedną, trzeba wybierać co wziąć a czego nie - dopiero w momencie pakowania człowiek uświadamia sobie ile tak naprawdę ma rzeczy...i jak to zrobić żeby się wszystko zmieściło??? na razie remis - wszystko co chciałam zmieściło się...tylko miejsca na 1 (słownie: jednego) buta brakło...ale walizę na bok obróciłam (z ogromnym wysiłkiem - ile ona waży????)więc coś tam się uklepie, ściśnie i na butka miejsce się znajdzie:)).
Ale i tak coś czuję, że przegram - nienajlepszy dziś dzień mam - najpierw popsuł mi się komputer (teraz siedzę u brata), na szczęście pan ze sklepu będzie miał całe 2 tyg na naprawę. Potem rozwalił mi sie sandał ( głupi sandał), na szczęście mama reanimowała go szybko i już jest dobrze:). I złych rzeczy na dziś chyba było tyle (tak, tak wiem, nie chwal dnia przed zachodem słońca).
I jeszcze jedna, BAAARDZO dobra rzecz - przyszedł dziś znienawidzony przeze mnie, obleśny, leniwy listonosz i....przyniósł zwrot z urzędu skarbowego:)))) oczywiście poczta już co nie-swoje zabrała (10zł!!! dobrze że nie dostałam 8 bo musiałabym jeszcze 2 zł dopłacić) ale co tam...ważne, że przyszły i to w najlepszym, momencie:)) ale listonosza i tak nie lubię, pewnie myślał, że jak wlazł na górę, to ja jeszcze mu coś odpalę - pocałuj mnie pan gdzieś panie listonosz!!! (chyba dało się zauważyć, że nie darzę sympatią tego pana:)

Muszę jeszcze załatwić pewną sprawę pod kryptonimem Akcja - Depilacja...i na 2 tyg spokój:)choć i tak zawsze się w takich sytuacjach zastanawiam - po co ludziom włosy na nogach?? albo skoro one już tam są, to kto wymyślił ich golenie?? Znając życie, babskie szczęście i męski szowinizm to zapewne facet...siedział któregoś pięknego dnia w fotelu przed telewizorem (albo na kamieniu przyglądając się głupawo temu co się dzieje poza jego jaskinią), popijał sobie piwko (czy żuł jakieś halucynogenne listki) i sobie wymyślił "od dziś baby będą golić nogi, a czemu?? bo tak" No i tak zostało...ale się jeszcze kiedyś zemszczę i wymyślę dla nich coś równie "przyjemnego" Hahahaha (szyderczy śmiech)

Dla wszystkich, którzy będą teśknić albo będą żałowali że tak krótko mnie nie będzie zostawiam to:

(tu miał być ładny licznik, ale go nie ma bo nie chce działać:)

Ale będę za 18 dni czyli w niedzielę 7 sierpnia (mam nadzieję:)


trzymajcie się wszyscy (znani, nieznani, odwiedzający, itd, itd) ciepło!!!
pozdrawiam:)
i do przeczytania:)))

jakieś słówko?? (11)