No niech to wszystko diabli wezmą...albo jakaś inna cholera!!!!!
Półtora tygodnia siedziałam w domu...i nic a ledwo do Gdańska przyjechałam i się rozchorowałam...jeszcze o 8 rano we Włocławku dobrze się czułam...i koło 9 w Toruniu i nawet przed 10 w Bydgoszczy...ale przyszedł Tczew, potem Gdańsk i co?? Poczułam się okropnie, pobiłam rekord 10 kichnięć na minutę, zużyłam 1,5 paczki chusteczek (i nie darłam ich sobie dla zabawy...)zaczęło mnie łamać ale najpierw pomyślałam, że to może od długiego siedzenia...ale teraz mam gorączke (a nie stan podgorączkowy) wszystko mnie boli, jeszcze bardziej irytuje...jakieś popieprzone grypsko mnie łapie (oby tylko to nie ptasie:P)
Buuuu...ja nie chce!! nienawidzę chorować na obczyźnie... nie mogę chorować bo mam zajęcia i nawet jak zdycham to muszę być na zajęciach (ciało wystarczy, umysł nie musi - tylko,że jak to grypa to właśnie ciało chore...bo umysł to nie chory - on już po prostu tak ma:D) no i nie chcę chorować bo tu nie ma się kto mną zająć... herbatki zrobić, chusteczek dokupić, gazetki, kanapeczki przygotować, po główce pogłaskać, powiedzieć, że co z tego, że mój nos ma kolor pomidorowy...i tak jest ładny tylko się zawstydził...ech...nie myślałam nigdy, że w godzinę po przyjeździe będę już jęczeć ja chcę do doooooomuuuuuu ;(
30.11.2005 :: 23:08 :: 212.191.170.237
outsiders
Bidulko :* trzymaj sie tam i zdrowiej <przytul> ja tez sie staram nie dac chorobom, a wszyscy w domu juz przeszli cos. ja zyje cała :) narazie...oby tak dalej
zdrowka!