|
Wakacyjne pomysły...kilka tygodni przygotowań...kilka wycieczek daleko w miasto...mnóstwo nerwów zszarganych...tysiąc przygotowań, milion planów, zylion prób ale... nareszcie się udało!! Mam to co zaplanowałam...choć był już dziś moment (najgorszy z możliwych) kiedy się zdenerwowałam (najbardziej deliktane słowo wybrałam choć ono wcale nie oddaje stanu moich emocji wtedy) i chciałam się poddać, zrezygnować, iść do sklepu i kupić cokolwiek bo przynajmniej by było...ale nie, nie dałam się, wiem, że trzeba być twardkim a nie miętkim i...wysiliłam się na jeszcze raz i..się udało:) tzn jedna rzecz udała się dziś od razu, a druga była bardziej złośliwa i jakoś nie chciała współpracować ze mną...musiałam krzyczeć na nią, nawet uderzyłam ją (ale tak fatalnie, że to mnie bolało a nie ją:|)prosiłam i groziłam...ale w końcu okazało się, że to jednak ja rządzę i poddała mi się...chociaż swoje też zrobiła (ta druga rzecz) - w ostatniej chwili okazało się, że w takim kształcie nie może być, tzn może ale niekoniecznie wtedy jest fajnie i musiałam zmienić koncepcje...ale najważniejsze, że to do mnie należało ostatnie słowo w tej robocie i że to ja byłam podmiotem tej relacji a te rzeczy przedmiotami, a nie na odwrót:) 27.11.2005 :: 21:11 :: 84.10.38.169 24.11.2005 :: 19:24 :: 84.205.223.252 24.11.2005 :: 19:03 :: 212.191.170.237 24.11.2005 :: 18:32 :: 84.10.38.169 24.11.2005 :: 17:59 :: 195.82.184.66 |
|
|