konferencja, konferencja i po konferencji...jazdę po 7-8 godzin pociągiem przetrwałam, choć wczoraj w drodze powrotnej było bardzo ciężko - łapałam już takie jazdy i zaćmienia globalne mojego umysłu, że sama siebie się bałam, a dziewczyny miały bekę np. po połowie drogi zastanawiałam sie od kiedy to wywołują pasażerów po nazwisku przez głośnik nad drzwiami...potem pomyślałam (i co gorsza powiedziałam na głos), że głupia ja, oj głupia przecież to nie pasażera wywołują tylko, że konduktor zapowiadając kolejną stację chce być miły i się przedstawia...:P a to pociąg nazywał sie Stanisław Wysocki...no ale co?? moje pociągi nazywają sie po prostu "pociąg pośpieszny z A do B" ewentualnie jest jeszcze chyba jakiś "pomorzanin" czy "bachus", ale tak imię i nazwisko?? no kto to widział?? zrobili to specjalnie, żeby mnie biedną, zmęczoną dziewczynkę wprowadzić w błąd...świnie:)
W Katowicach jest...fajnie...tylko czemu w godzinach szczytu jeżdżą tramwaje tylko z JEDNYM wagonem, kiedy chętnych do przejażdżki jest tylu, że i 10 wagonów to mało...??? Nie podobało mi się też to, że nie mówią tam wcale po śląsku, mówią normalnie po polsku i nie zaciągają nawet - mówią tak samo jak my...a ja tak chciałam usłyszeć gwarę ichniejszą...:( i poza tym jest brudno (szczególnie w centrum) i szaro (poza centrum)...i ludzie strasznie się spieszą, potrącając wszystkich i nie patrząc czy podeptali kogoś czy nie, nawet w warszawie nie było tego aż tak...ale poza tym Katowice mają fajne kluby, przesympatycznych ludzi (w momencie kiedy się z nimi gada a nie mija ich na ulicy:P), jest bardzo tanio i to wszystko - ja nie pamiętam kiedy ostatni raz piłam dużego żywca za 2,99 oczywiście w lokalu?? No i chyba przede wszystkim Katowice mają jakiś swój urok, pod którym to się znajduje i przez co już je lubię...
Z dziewczynami napiszę ogólnie - co do jednych to się troszkę rozczarowałam, do innych, będąc wcześniej uprzedzona przez osoby trzecie, w 100% się przekonałam...generalnie nie było źle, choć w poniedziałek było mi dość ciężko (ten kiedy rozczarowywałam sie jedną osobą).
Jeszcze na dodatek miałam pecha - finansowego (a ten jest najgorszy z możliwych). Jakiś czas temu zostałam poinformowana, że weźmiemy kasę od uniwerku z góry, więc za nocelgi i bilety będziemy płacić od razu z kasy delegacyjnej więc ja przygotowałam się, na wzięcie tyle tylko co na żarcie i na jakieś tam swoje wydatki. Dopiero w pociągu zostałam poinformowana (no bo po co wcześniej?), że jednak osoba, która miała wziąć tą kasę. zmieniła plany i jej nie wzięła więc najpierw płacimy my z własnej kieszeni za wszystko a potem rozliczymy sie z uczelnią...Oczywiście ja nie byłam na to przygotowana a te wydatki zwracane nam wyniosły nas więcej niż ja wzięłam kasy ze sobą na te kilka dni więc już pierwszego dnia było latanie i szukanie bankomatu...ok, wypłaciłam kasy tyle akurat, że spokojnie starczyło na wszystko tylko, że ogołociłam sobie konto ale we wtorek miałam dostać stypendium więc nie ma sprawy...ale tego stypendium nie dostałam do dnia dzisiejszego (reszta dziewczyn dostała), tzn być może i dostałam, ale na drugie konto do którego nie mam tu żadnego dostępu bo będąc w domu nie doebrałam karty z banku, bo miałam jeszcze (wg pani w rektoracie) listopadowe stypendium dostać na stare konto więc po co mi były 2 karty?? A najlepsze jest to, że nie mam nawet numeru konta tego nowego więc nawet nie mam jak sprawdzić w banku czy te pieniądze faktycznie tam są i ewentualnie wypłacić sobie w kasie...nie wiem już nawet na kogo się wkurzać - na babę w rektoracie, która na moje prośby żeby jednak już listopadowe wpłynęło na nowe konto powiedziała, że absolutnie nie ma takiej możliwośći bo to procedura i musi trwać....czy na bank...czy na siebie...wiem jedno - zostałam całkowicie bez kasy, nie mam zielonego pojęcia czy w ogóle mam stypendium na koncie, i musiałam prosić mamę o pożyczkę do czasu wyjaśnienia sprawy, czego bardzo nie lubię robić...ech, ale chociaż mam za co zjeść, dojechać na zajęcia i do domu w sobotę, którego nie mogę się doczekać jak nigdy...niech już będzie sobota!!!plizz!!!
17.11.2005 :: 21:03 :: 83.144.99.84
takisobieblog
mi sie podobaly...a rozczarowania bolą...szczególnie jeśli chodzi o osoby po których się nie spodziiewaliśmy...choć akurat to rozczarowanie pomogło mi lepiej, głębiej poznać tą osobę...i zrozumieć bardziej...patrzę na nią inaczej ale nie mniej lubię...cieszę się, że tak do tego podeszłam ale już wiem, że nie ma ludzi idealnych, niezniszczalnych itp...każdy ma swoje wady i słabości i należy je zaakceptować...
17.11.2005 :: 20:18 :: 84.10.38.169
Kattie
mi tez się Katowice nie podobały :|
i nie wiem co prawda z kim rozmawiałas ale np dyrektor ING Banku zdecydowanei zaciągal po sląsku - więc chyba miałas pecha ;)
a do rozczarowąn pora chyba sie przyzwyczaic - zauwazylam ze im jestem starsza tym wiecje ludzi potrafi mnei rozczarowac - a niestety wcale nei mlodnieje :|
17.11.2005 :: 14:57 :: 83.31.95.73
snae.
Mi sie Katowice nie podobały.Pamiętam,że wszystko pokryte było pyłem.A Sobota już po jutrze.A ja nie chcę soboty.Nie chcę,żeby czas szybko leciał.