Image hosted by Photobucket.com

Dziś pozwoliłem słońcu, aby wstało wcześniej niż ja
Georg Christoph Lichtenberg


oj daaawno mnie nie było...niestety natłok pracy mnie przygniótł...ale już pędzę w skrócie nadrobić zaległości a więc:

po pierwsze primo: w zeszłym tygodniu przeżyłam atak na moją biedną, niewinną cnotę polityczną...i to dwukrotnie w ciągu jednego dnia!!! Najpierw w pociągu spotkałam kolegę, którego bardzo doawno nie widziałam, a jeszcze dawniej nie miałam okazji z nim zamienić więcej słów ponad zdawkowe "cześć" i "co tam?",a który zawsze był (i z całą odpowiedzialnością, przytomnością i poczytalnością mojego przemęczonego umysłu stwierdzam) i nadal jest obiektem kobiecych i dziewczęcych (choć dziewczęta zapewne uznają go za staruch bo ma już całe 26lat:P) westchnień, w tym także, swego czasu i moich:)
Wszystko to sprawiło, że bardzo ciężko było mi oprzeć się mu, aż ze zdziwieniem, że po chwili zauważyłam, że nie umiem wymyśleć żadnego sensownego argumentu na obronę swoją, swoich poglądów, no i Tuska. Natomiast, po kolejnej chwili zdziwienie moje ustąpiło miejsca zgrozie, kiedy stwierdziłam, że z ogromną rozkoszą spijam z jego ust peany głoszone na cześć pisu i innych wszelakich kaczek (choć teraz już wiem, że to była tylko i wyłącznie zasługa jego ust, a nie tego co z nich wypływało. Ale wtedy na szczęście wykorzystałam kilka zgrabnych manipulacji tak, że bardzo szybko i zgrabnie skierowałam tak myślowy mojego współtowarzysza podróży skierowałam na inne tory:)
Kolejny atak został przypuszczony na mnie w moim własnym (tzn. nie własnym, ale zamiszkanym przeze mnie już 5 rok, więc z racji zasiedzenia czasem pozwalam sobie na przymiotniki pt. "mój" i "własny") domu. Mój współlokator, który mimo wszystko (czyt. pomimo uwielbienia dla pisu) jest moim "mentorem", który na początku nieświadomie, a następnie już z pełną premedytacją, wprowadzał mnie (a przynajmniej bardzo się starał) w meandry polityki, zastosował pewien mały podstęp. Najpierw jak gdyby nigdy nic, potatusiował mnie trochę (wyjaśnię, że jest starszy ode mnie o 8 lat i jakieś 2 lata temu, postanowił się wprawiać w roli ojca dla swoich przyszłych, potencjalnych dzieci. Na szczęście robi to w tak przesympatyczny i przemiły sposób, że jestem w stanie mu to wybaczyć to wieczne "marudzenie" i usilne próby dania mi szlabanu). Kiedy już się nawychowywał mnie (a chwilę to trwało bo dawno tego nie robił)zaczęło się...dlugo się opierałam, walczyłam jak lwica, powtarzałam ciągle, że nie będę tego robić, że w żaden sposób nie zmusi mnie do tego (nie, nie...nie rozmawiamy o żadnym kazirodztwie czy innej patologii:P) W końcu dał za wygraną, zrozumiał, że nie będę z nim gadać o polityce i jak zwykle założyłam moje zwycięstwo...ale okazało się, że wygrałam tylko bitwę, a nie całą wojnę...M. stwierdził, że może to i lepiej...nie chce gadać to posłucham...no i zaczęło się umoralnianie...oszczędzę Wam tych drastycznych szczegółów i nie będę tu pisać czym byy gwałcone moje uszy, mój umysł i moja polityczna cnota. Na szczęście uartował mnie telefon kolegi, który wyciągnął M. na partyjkę brydża. A ja miałam na chwilę zastanowienia i stwierdziłam, że moja cnota jest lekko rozciągnięta, lekko naruszona ale jej konstrukcja jest nadal stabilna i niedługo powinno wszystko wrócić do normy...i zakładam, że nie zostanie nawet blizna:))

po drugie primostwierdziłam, że jestem uzależniona od telefonu...zapomniałam go do Gdańska i czułam się tam jak bez rąk i nóg...i ja kocham mój telefonik:)))

po trzecie primo miałam w sobotę świtne zajęcia z muzykoterapii...byłam sceptyczna ale babka tak nas rozkręciła, że nawet zaczęłam śpiewać a ja robię to tylko podczas obozu...i muszę przyznać, że nawet mi się podobalo choć zakładam, że innym na pewno nie:)

po czwarte primo miał być skrót, a nie jest więc już się żeganam:) dziękuję za uwagę i gratuluję wytrwałości jeśli ktoś dotarł aż do tego momentu:)





06.11.2005 :: 21:01 :: 212.191.170.237
crazy-love
nie lubię rozmów na tematy polityczne ;p
bez komorki zyć mogę, bo żyłam, jak mi ukradli. i fajnie było. nic nie więziło. ale lepiej miec, oczywiste.

06.11.2005 :: 17:59 :: 195.82.184.66
river
huhuhu toś fajnie sie miala przez ten czas, co cie nie było na blogu :)
ja tydzien temu zapomnialam komórki to normalnie na uczelni mnie nosilo, dobrze ze mialam tylko 5 godzin, bo by mnie chyba tam rozniosło :D
podłe uzależnienie :P
Pozdrawiam :)

06.11.2005 :: 15:26 :: 150.254.145.206
butch
Wytrwałem...

06.11.2005 :: 15:16 :: 83.24.245.150

Mnie tez męczy kiedy czasem nie mogę znaleźć słów, aby poprzeć swoje poglądy znaczącymi argumentami :)
czasem nawet boję sie ludzi, ktorych uważąm za zbyt inteligentnych w stosunku do mnie :)


ownlog :: powrót do przeszłości