Dziś pozwoliłem słońcu, aby wstało wcześniej niż ja
Georg Christoph Lichtenberg
noo, nareszcie w domu...:) po 2 tyg wygnania...:)
i muszę przyznać, że ostatnie 2 dni w Gdańsku nie należały do najłatwiejszych...chodzi mi o uczelnie, a właściwie o zajęcia...w piątek i sobotę miałam pierwszą część zajęć weekendowych...myślałam, sądząc po tytule (trening umiejętności porozumiewania się z dzieckiem doświadczającym przemocy), że zajęcia będą fajne...ale jak zwykle się przemyślałam...w piątek nie usłyszałam nic czego bym już od dawna nie wiedziała (NIC, absolutnie NIC nowego babka nie powiedziała), nagadała i zżymała się na psychologów (ona sama jest pedagogiem), wszystkie przypadki w jej życiu są jej sukcesem no i co mnie rozwaliło na maksa rozdawała co chwila ulotki o kursach organizowanych przez jej firmę..."ten kosztuje 2950zł ale oczywiście Wy jako studenci macie całe 30% zniżki"
no halo...ona chyba przyszła nas czegoś nauczyć (choć to też jak na razie jej się nie udało) a nie szerzyć prywatę...
a w sobotę...w sobotę zamiast oficjalnej prowadzącej, przyszła jej koleżanka, która, a jakże, też rozdawała swoje ulotki, gdzie miała napisane m.in. że ma wszechstronne i dogłębne wykształcenie psychologiczne a pani skończyła pomaturalną szkołę pracowników socjalnych i teraz studiuje filozofię...ech nawet mi się nie chce tego komentować...no ale od niej już w ogóle nawet nie usłyszałam nic o dzieciach doświadczających przemocy...tylko robiła nam bzdurne ćwiczenia z NLP (programowanie neurolingwistycze)...MASAKRA!!! to jest dla mnie gorsze niż tortury...siedzę po 7-8 godzin i się po prostu NUUUUUUUDZĘ...ratunku!!!!
na szczęście jeszcze tylko jeden taki weekend i będę mogła zapomnieć o tym...na szczęście mogę bo poza zarysowanymi przeze mnie z nudów kartek, to ja nic z tych zajęć nie wyniosę...
Boże broń nas przed takimi zaęciami i wykładowcami...amen
|