Image hosted by Photobucket.com

Dziś pozwoliłem słońcu, aby wstało wcześniej niż ja
Georg Christoph Lichtenberg


czasem ktoś musi umrzeć, żeby inni mogli się spotkać...

Czasami życie potrafi spłatać człowiekowi figla...czasem jest on śmieszny, czasem żałosny a czasec wręcz kuriozalny...Dziś był pogrzeb ś.p. Nanety...miała bardzo krótki ale piękny pogrzeb...krótki bo podobno nie życzyła sobie żadnych przemóień, wystąpień itp., piękny ponieważ nigdy w życiu nie widziałam tylu osób na pogrzebie...była cała szkoła, wszyscy uczniowie, każdy na galowo, z czerwoną różą (podobno było ich 4,5 tyś.), bardzo dużo absolwentów, nauczycieli kiedyś uczących u nas i w ogóle z innych szkół...uczniowie utworzyli szpaler, stojąc jeden obok drugiego, wzdłuż całej trasy przemarszu konduktu...
I dopiero dziś, po ponad 4 latach udało spotkać się naszej klasie...było nas 20 (z 36) osób...z niektórymi spotkałam się pierwszy raz od dnia rozdania matur...z niektórymi widuję się dość często...ale zadziwia mnie fakt, że ciągle potrafimy się zmobilizować, ciągle pomimo tego, że rozjechaliśmy się po całej Polsce, potrafimy znaleźć się wszyscy, poinformować, zrobić zrzutę...kupiliśmy ogromny, piękny wieniec z 60 czerwonych róż (choć nie odbyło się bez wtopy - kwiaciarka na wstędzę zamiast "...abiturienci 2001" napisała "abiturięci" na szczęście jedna mała szpilka i ładnie zasłoniło się to nieszczęsne "ę"...). Jak przyszła nasza wychowawczyni to była z nas dumna...każdemu nauczycielowi pokazywała nas i mówiła "to są moje"...pewnie chciała powiedzieć jak zwykle "to są moje dzieciaki" ale te dzieciaki już sobie podarowała:)
Ale zawsze tak umieliśmy się zachować...pomimo tego, że klasa (jak każda zresztą) podzielona była na grupy i grupki, mimo, że nie każda grupka z każdą się lubiła, jak tylko trzeba było, to bez najmniejszego problemu umieliśmy się zjednoczyć, odsunąc na bok wszelkie niesnaski i współpracować...jak chcieliśmy jechać na wycieczkę to sami musieliśmy ją sobie organizować - zdecydować gdzie, kiedy, za ile, chodzić po biurach podrózy, dowiadywać się, dzwonić, zbierać kasę itd...organizowaliśmy bardzo często imprezy zamknięte(jak nie połowinki to 18-tki, mikołajki, andrzejki...każda okazja była dobra:P)
Po pogrzebie poszliśmy na piwo...jak fajnie było znowu siedzieć z tymi ludźmi, pożartować tak jak kiedyś...poczułam się jakbym znowu była w liceum:) Oczywiście, umówiliśmy się, że w święta jakoś znów się zdzwonimy i spotkamy, ale nie ma co się łudzić, każdy ma już swoje życie, swoje sprawy i raczej nie spotkamy się jeszcze długo w takim licznym gronie...do następnego pogrzebu...albo ślubu...na za rok szykują się dwa więc zapewne do zobaczenia z większością Was za rok:)
choć będziemy się starać spotkać przed upływem tego czasu...a może się zdziwię i w święta jednak się spotkamy w więcej niż 4-5 osób??
Oby, bo klasę miałam naprawdę świetną...a jak wiadomo - klasę tworzą ludzie, którzy byli najfajniesi z możliwych:)





17.09.2005 :: 13:12 :: 195.136.107.248
Martucha
No proszę :) Jednak kogoś znalazłam :) Buziaki i do następnego spotkania :)

16.09.2005 :: 20:46 :: 213.192.64.62
Deffi
Mhm... jeszcze 2 lata temu bylam pewna ze mam najwspanialsza z mozliwych klas, ale... no teraz nie jest tak rozowo ;// Bo oporcz grup i grupeczek, jest dno spoleczne... mhm, zazdroszcze zgranej klasy:)

16.09.2005 :: 13:23 :: 195.136.107.248
takisobieblog
abiturięci:P nie zapominaj o tym...:)

16.09.2005 :: 13:18 :: 217.97.1.148
Kattie
IV e Rocznik 2001 :D i wszystko na ten temat ;))

16.09.2005 :: 11:48 :: 83.17.37.210
dida
jak znam zycie, to moja klasa z liceum - mimo iz bylismy zgrani - to nie zjawi sie cala na spotkaniach, ktore na pewno beda organizowane... powod? zbyt duzy podzial klasy na "paczki", ktore po prawdzie zbyt bardzo byly od siebie oddalone =/

ownlog :: powrót do przeszłości