Image hosted by Photobucket.com

Dziś pozwoliłem słońcu, aby wstało wcześniej niż ja
Georg Christoph Lichtenberg


hmm...widzę tutaj jakieś znaczne zmiany (mam na myśli edycje)...podobają mi się, podobają:) będę się musiała nauczyć jeszcze tego ale już widzę, że będzie łatwiej:)

ale nie to chciałam napisać...

chciałam napisać, że jest mi strasznie przykro, smutno i do tego okropnie dziwnie...
wczoraj się dowiedziałam, że w nocy z sobotę na niedzielę zmarła moja polonistka z liceum...
była jednym z najlepszych pedagogów jakich spotkałam na swojej edukacyjnej drodze, od początku wiedziałam, że tak będzie, z Kachą tłumaczyłyśmy kilku osobom, które strasznie na Nią, na początku narzekali, że jeszcze kiedyś Ją docenią, po maturze będą wdzięczni za to, że właśnie z Nią mieliśmy polski...
Pani Naneta Kłobukowska była zawsze opanowana, dystyngowana...ja zawsze widziałam ją kilka epok temu (np. przełom XIX i XX w.) w eleganckiej, wytwornej sukni jako hrabinę...ale nie była niedzisiejsza...miała bardzo wysoką kulturę języka (no zresztą czego innego spodziewać się po polonistce??) ale poza tym można z nią była porozmawiać o rzeczach dzisiejszych...

Na początku 1 klasy przeżyliśmy ogromny szok...weszliśmy na polski a tam...nie ma dyktowania, nie ma pisania na tablicy...jest tylko tekst, że 'nikt nie będzie nas rozpieszczał i że nauczymy się jak to jest na studiach'...i...sami musieliśmy notować to, co uznawaliśmy za ważne, nic nie było gotowe, trzeba było nie dość, że brać czynny udział w lekcji to jeszcze równolegle  słuchać innych, układać to, co mówią w jakieś sensowne zdania i notować...

Zawsze wkurzało nas, że jak wyrwała do odpowiedzi to nie słuchała nas tylko patrzyła zamyślona przez okno...teraz już wiem, że robiła tak tylko przy tych uczniach, którzy wiedziała, że są dobrzy i nie trzeba ich słuchać a i tak dostaną dobrą ocenę (przez co kilka razy udało mi się dostać dobrą ocenę przy całkowitym nieprzygotowaniu się do lekcji...wystarczyło mówić:P)

Masakra, a potem już komedia była jak nagle ni z tego, ni z owego, przy okazji "Lalki" mieliśmy odpytywanie i to nie jak zwykle z treści, ale ze szczegółów i to na dodatek takich drobnych (np. jaką ozdobę zakładała Izabela do błękitnej sukienki, czym rzucił Rzecki jak się zdenerwował na Wokulskiego, czy jaki miał widok z okna). Pytania były tak szczegółowe i takie liczne, że my z Kachą pomimo, że nie przeczytałyśmy Lalki wcale, na filmie zasnęłyśmy po pierwszych 5 minutach, wiedziałyśmy wszystko...ja do tej pory pamiętam wiele szczegółow choć, wstyd się przyznać, ale nie wiem w ogóle o co chodziło w tej powieści (liczyłam, że na maturze jej nie bedzie, a nawet jak będzie to będzie inny temat:P)

I pamiętam jak wielka była rozpacz, jak się okazało, że będąc w 3 klasie, Naneta została wicedyrektorką i oddała nas bo obawiała się o to czy starczy jej czasu na wszystko...jak chodziliśmy i prosiliśmy ją żeby nas znowu wzięła, że nie wyobrażamy sobie matury bez Niej a tym bardziej przygotowań do niej...i tak chodziliśmy (zresztą nie tylko my bo i rodzice no i przede wszystkim wychowawczyni), że sobie wychodziliśmy i w 4 klasie znowu mieliśmy polski z Nią...

Potem matura...do której wiedzieliśmy, że jesteśmy przygotowani najlepiej jak można, której się nie baliśmy bo Naneta nie straszyła nas (no, w 1 i 2 klasie jak najbardziej ale kiedy zaczął się przedmaturalny stres to tylko nas podtrzymywała na duchu)...

Każdy znał swoje możliwości bo nigdy nie byliśmy oceniani schematycznie - ktoś ciągle pisał prace na 5, raz mu nie poszło dostał pałę, trójkowy uczeń napisał bardzo dobrą pracę to dostawał bez niczego 5...choć muszę przyznać, że akurat ja co jakiś czas miałam obniżaną ocenę za totalny brak interpunkcji (której wtedy nie uznawałam:P - mówiłam szybko więc i pisałam szybko, a stawianie przecinków było dla mnie tylko stratą czasu) ale zawsze wtedy miałam w adnotacji napisane, że praca dobra lub bardzo dobra ale ocena obniżona właśnie za to.

To była naprawdę wspaniała nauczycielka...żelazna dama ale ze złotym sercem...idealna polonistka...i naprawdę się cieszę, że miałam ten zaszczyt (bo inaczej tego nazwać nie można) być uczennicą Pani Nanety Kłobukowskiej...świeć Panie nad jej duszą...

 

p.s. teraz już w ogóle czuję się strasznie staro...nie mam już kogo odwiedzać w swoim liceum...wszyscy nauczyciele, którzy mnie uczyli i których miałam ochotę odwiedzić w szkole od czasu do czasu, już odeszli...albo na emeryturę albo na zawsze...nikogo z kim byłam najbliże, już nie ma tam... za to wśród nauczycieli pojawiają się moi znajomi...rówieśnicy...ja wiem, że taka jest kolej rzeczy ale Naneta mogła odejść na emeryturę, choć chyba była na nią jeszcze za młoda...nie musiała umierać...mogła jeszcze żyć...ja zawsze marzyłam, żeby moje dzieci miały z nią polski...a tak...ja nie mam dzieci a Jej też już nie ma...bezsensu...totalnie bezsensu...





05.04.2007 :: 09:24 :: 217.197.163.196

Bardzo dziękuję za ciepłe słowa o kimś mi bardzo bliskim. Nigdy nie miałam wątpliwości że właśnie tak postrzegają ją uczniowie

23.02.2007 :: 23:48 :: 212.2.100.132

"I pamiętam jak wielka była rozpacz, jak się okazało, że będąc w 3 klasie, Naneta została wicedyrektorką i" - Oj, dałaby Ci popalić za to zdanie :-)

Pozdrawiam

Powinowaty (i ex-uczeń)

13.09.2005 :: 14:13 :: 217.97.1.148
Kattie
Nie powinna odejść, jeszcze nie teraz ... nie tak nagle , nie w taki sposób ...



12.09.2005 :: 14:41 :: 83.16.210.218
butch
ja przezylem szok, bo po 4 miesiacach moja byla klasa nie jest juz ta sama klasa... :(

12.09.2005 :: 11:22 :: 80.51.159.1
lady-makbet
tak to juz jest urządzony ten swiat...:( tez mialam kiedys swietna nauczycielke od polskiego..w liceum niestety nie bardzo, mature jednak na szczescie zdalam...ale wiem ze pojde w najblizszym czasie odwiedzic moje liceum, w koncu zostali tam inni, np od matematyki ;) przygotowal nas do matury super, wiem ze po prostu zalezalo mu na tym co robi :)

12.09.2005 :: 10:51 :: 81.219.113.116
silence
przykro mi.. :(( przytulam... wartosc drugiego czlowieka doceniamy najczesciej wtedy gdy juz go nie ma... a nauczyciele o zlotym sercu zdarzaja sie naprawde rzadko..:**

12.09.2005 :: 10:44 :: 81.168.240.163
pytanie-dnia
Taka kolej rzeczy i nic na to nie poradzisz. Ja miałam tak fenomenalną nauczycielkę od fizyki :) Co prawda zostawiła moją klasę (mat-fiz-inf) na rok przed maturą (odeszła na emeryturę), jednak miałam to szczęście, że przygotowywała mnie do matury z fizyki :) I przyznam, że lepiej tego zrobić nie mogłą :)

ownlog :: powrót do przeszłości