Ja ostatnio to jednak myślę, że ktoś podrzuca mi coś do porannej kawy czy do jedzonka...pomimo zaistniałej sytuacji mam bardzo dobry humor...teraz podejrzewam, że nic nie jest w stanie go zepsuć (głowy jednak za to nie dam sobie uciąć więc proszę nawet nie próbować udowadniać mi, że nie ma humoru, którego nie można popsuć:P)
Ile można być takim hiperpozytywnym?? A może to nie jest wina żadnych prochów podrzucanych mi bezczelnie z ukrycia, tylko ja mam jakąś psychozę maniakalną?? Maniakalno-depresyjna odpada bo depresji u mnie zdecydowanie brak...:)
A'propos chorób to brakuje mi już trochę tych moich studiów...bardzo je lubię, podobają mi się, fascynują mnie i pociągają...studiować mogłabym jeszcze kupę lat...tylko żeby bliżej było, bo już znudziły mi się te podróże do Gdańska i spowrotem...męczące to jest i strasznie bezproduktywne...
wyliczyłam sobie kiedyś, że jeżdżąc tak przez 5 lat, zrobię tyle kilometrów, że starczyłoby mi na okrążenie Ziemi. Poza tym na bilety wydam ok 10 tyś złotych (ile ja rzeczy mogłabym kupić za te pieniądze...ech...) i w pociągu spędzę równiutkie 2 tygodnie...14 dni...336 godzin wyciętych z życiorysu...
Oczywiście wyliczyłam to jadąc pociągiem ;p
Czasem jest fajnie, jak jedzie ktoś znajomy...jak się jedzie samemu jest już gorzej...nie zawsze z każdym współpasażerem da się pogadać...z niektórymi nie chce się rozmawiać, a oni nie zwracają na to uwagi...nauczyłam się też już dość dawno temu, na pytanie o studia odpowiadać: matematyka :) psychologia jest za bardzo interesująca dla innych i potem już jest rozmowa tylko i wyłącznie na jeden temat, ludzie zaczynają się żalić, opowiadać o sobie (tzn nie o sobie tylko najczęściej o koleżankach, kolegach itp), oczekiwać nie wiadomo jakiego cudu ode mnie i rozwiązania ich problemu o którym opowiadają strasznie enigmatycznie, powierzchownie...zresztą dlaczego mam słuchać problemów obcych ludzi?? po 1. nie jestem jeszcze psychologiem, po 2. nie płacą mi za to, po 3. mogę w tym czasie porozmawiać z nimi na inne tematy, poczytać gazetę, posłuchać muzyki...poza tym irytują mnie bardzo stwierdzenia pt. "to ja już nie będę z panią rozmawiać bo pani za dużo o mnie się dowie" albo "to co pani może już o mnie powiedzieć?" - a co ja wróżka jestem czy jakis jasnowidz?? po dwóch zdaniach mam ludziom opinię psychologiczną wystawiać, ich profil im nakreślać?? no litości!!
a jak słyszą matematykę to nawet nie pytają na którym roku ani nic tylko zaczynają gadać na inne ciekawsze tematy:) zastanawiam się tylko co będzie jak trafię na jakiegoś zapalonego matematyka...co wtedy?? ale na razie mam szczęście i jeszcze taki mi się nie trafił :D i oby przez ten najbliższy rok tak już zostało...:)
Mimo wszystko jeżdżenie pociągami jest fajne..ale jak się jeździ raz na rok, na wakacje, a nie pokonuje tą samą trasę 2 razy w tyg., zna się na pamięć wszystkie stacje i wyrwana ze snu wyjrzę za okno zobaczę domu, las czy drogę i wiem gdzie jestem...
tak więc na podyplomowe idę gdzieś bliżej...chociaż bliżej o te pół godzinki, w końcu co 3,5 godziny to nie 4...zawsze coś:)) i wtedy będzie raz na 2 tyg więc rzadziej...ale doktorat i tak zapewne będę w Gdańsku robić więc znowu 4 lata podróży mnie czeka...
PKP powinno mi dać kartę stałego klienta, jakiś upust, co 10 bilet gratis albo innego typu rabat...w końcu dorabiam ich i to całkiem nieźle...
Może zna ktoś z Was kogoś z tej szacownej instytucji państwowej i może mu powiedzieć że istnieje ktoś taki jak ja?? Byłabym ogromnie wdzięczna:)
24.08.2005 :: 18:45 :: ownlog.com
foetus
ja lubię podróżować pociągami... przejechałem nimi już [jak ostatnio wyliczyłem] ponad 40 tyś kilometrów...:) chodzi mi o podróże na dalsze ogległości a nie codzienny dojazd na uczelnię czy do pracy, bo tego nie znoszę --> tak jak piszesz, te same stacje, te same twarze w pociągu, ughh, tragedia... pewnego dnia poczułem obrzydzenie na samą myśl o tym... dlatego teraz mykam samochodem :] (wywodu o cenach paliwa oszczędzę...:>)
24.08.2005 :: 18:30 :: 81.219.113.116
silence
obie lubimy "duzo" pisac:))
24.08.2005 :: 18:30 :: 193.151.96.4
be-be
No nie zazdroszcze... jestem w na tyle lipnej sytuacji ze choc piniozkow w domciu nie brakuje mami chce mnie poslac na studia do kalisza /30 kilosow od domku/ zeby miala do mnie blisko :) wiec ciesz sie tym co masz :P a mi pozostaje nadzieja ze mami zartuje =)
24.08.2005 :: 18:29 :: 81.219.113.116
silence
:) opowiesc o lady ktora jezdzila / jezdzi koleja:)) tylko uwazaj na siebie!!! jadac na wakacje spedzilam w pociagu tylko około 14 godzin włącznie:) pierwsza podróż tylko 7,5 godzinki i nocą kolejnych 6 godzinek:) gdyby polska kolej byla na wyzszym poziomie jezdziloby sie o wiele milej i napewno znacznie krocej... moze za 100 lat... wiesz... jestes moja "kolezanka po fachu" ...:)) jak "dorosniesz" bedziesz psycholozka:)) ja juz "dorosłam" i jestem "pedagożką":)) 3maj sie cieplutko:*
24.08.2005 :: 15:27 :: 83.16.210.218
butch
A ja mam 1,5 h busem lub "ciopągiem" :) A i tak mam dość...
24.08.2005 :: 15:07 :: 193.25.0.24
dany
Moja siostra ma zawodową styczność z PKP, ale ona jeździ jako asystentka konduktora Wars, więc jedynie przez firmę korzysta z pociągów.
Crazy - Serdecznie zapraszam do Krakowa. I koniecznie odwiedź Rondo Grzegórzeckie ;)
24.08.2005 :: 14:56 :: 217.97.22.175
crazy-about-you
jeśli chodzi o PKP ja tak będę bo mieszkam w Rzeszowie a studia od października w Krakowie, w Rzeszowie zostawiam faceta więc co tydzień-dwa dwie godziny w jedną stronę w pociągu, dwie w druga. Echhhh ;/