Image hosted by Photobucket.com

Dziś pozwoliłem słońcu, aby wstało wcześniej niż ja
Georg Christoph Lichtenberg


ciężkie jest życie....

no właśnie...dopiero teraz doszłam do wniosku (wiem, wiem, że na rok przed końcem to trochę za późno, ale z drugiej strony lepiej późno niż wcale:P), że ciężkie jest życie psychologa...ja jestem potencjalnym, przyszłym oby psychologiem (nie, nie żadną psycholożką bo z tym kojarzy mi się tylko "psycholożka chce pierożka" - psychologiem się jest i basta) i już mi czasem ciężko...tak jak dziś (tzn wczoraj:).

Najpierw do zakopania ogromny dół Kaśki...Kaśka to ma doły...nie oszczędza się...gabarytami przypominają Rów Mariański...ale z Nią mam łatwiej...po kilku słowach znam powód i mam już dość dobrze opanowną łopatę, której można użyć do pracy - bardzo prosty przepis: piwo + paczka fajek + czasem chusteczki + ewentualnie kaptur na głowę (ale to tylko w specyficznych warunkach obozowych..i to chyba na mnie:P) no i oczywiście + ja = łopata albo i spychacz w 99,5% przypadków skuteczny

Potem dołek miłosny od długiego czasu pełnoletniego mężczyzny...nie ma to jak wiara w siebie, podejście do życia pt "przepraszam, czy tu biją?? bo jak nie za mocno to ja wejdę", gdzie później to "nie za mocno" okazuje się całkiem sporym mordobiciem...i tłumaczenie, że z miłością jest jak z kluczykami do samochodu - im bardziej ich szukasz tym mniejsze szanse na to, że je znajdziesz. Ale kiedy tylko przestaniesz ich szukać, to same położą Ci się na tej szafce, którą przeszukałeś juz z milion razy...tylko, że ja wiem - łatwo mówić...sprawa nie wyjaśniona jeszcze ale wierzę, że będzie dobrze...może być ciężko ale będzie dobrze...po jednym złym przychodzą dwa dobre:))

W międzyczasie rozterki prawie miłosne (i nie tylko) pełnoletniej od całkiem niedawna...niestety tutaj dałam ciała po całej linii...umówiłam się na daną godzinę i nie dopisałam...ale wyskoczył ten rów i jakoś tak wyszło - tu potrzebna była natychmiastowa akcja reanimacyjna...przepraszam K...wszystko jest do nadrobienia i to już dziś:))

Ah zapomniałabym jeszcze o pewnej mamie, której dziś się przypomniało, że jej dziecko było na obozie i miało wspaniałą opiekunkę (Beatka:)), którą można teraz straszyć niedorzecznymi rzeczami za rzeczy jeszcze bardziej niedorzeczne...no ok, obojczyk nie jest taki niedorzeczny ale nie po prawie 2 tyg!!!! Paranoja...

I to wszystko w przeciągu jednego zaledwie wieczora...czemu nikt mi nie powiedział, że wszczepili nam chyba kiedyś pod narkozą wykładu prof. Ros. jakieś dziwne czujniki, fluidy czy co, że problemy nawet po ciemku, kulawe, ślepe, głuche i bez węchu zawsze jakoś do nas dotrą...chyba ich zaskarżę:)) udam się do Bartka żeby nauczył mnie jak się pisze cos takiego i po prostu ich zaskarże...:))

Jak dobrze chociaż, że klinicznej sobie nie wybrałam...ja tam już wole swoje patologie i sądy...naprawdę...jakoś nie rusza mnie to aż tak...amen





14.08.2005 :: 21:30 :: 84.10.38.169
Kattie
dziękuję :)
i chciałam tylko sprostowac ze moich rowów i dołów nie zakpokujesz jako psycholog a te fluidy musiałas miec zaszczepione duzo wczesniej :P albo mam dar przewidywania przyszlosci bo przeciez chlebowe doły przedstudiowe tez razem zakopywalysmy :P

12.08.2005 :: 13:01 :: 195.136.107.252
takisobieblog
ja sobie tak myślę że z problemami jak z bólem - jak mogę wybierać to wolę wszsytko naraz...jak ma mnie boleć głowa, ręka, brzuch, oko i wiele innych, niech boli jednocześnie - bez sensu uśmierzyć jeden ból żeby za moment przyszedł następny...chwila oddechu musi być przecież jakaś..:)

12.08.2005 :: 11:22 :: 212.191.170.237
zazdrosne-serce
jak coś...to zawsze w jednej chwili prawie...nie wiem dlaczego tak jest, to lepiej czy gorzej? też trudno pwoeidzieć, bo z jednej storny masa tego, a z drugiej wszystko za jednym :)

ownlog :: powrót do przeszłości