Image hosted by Photobucket.com

Dziś pozwoliłem słońcu, aby wstało wcześniej niż ja
Georg Christoph Lichtenberg


ranki senne i mokre...

Już od samego rana pogoda dziś jest jakaś taka "bylejaka"...taka październikowa...a nawet nieśmiało bym rzekła, że wręcz listopadowa...jak to dobrze, że za oknem mam jeszcze wszystkie (zresztą czy wszystkie to sprawa dyskusyjna...nigdy nie podjęłam się policzenia ich więc wychodząc z założenia, że jest ich jeszcze całe mnóstwo, mówię, że są wszystkie:) i na dodatek jeszcze zielone liście na drzewach...gdyby nie one to już w ogóle nie wiedziałabym jaka to pora roku...szczególnie, że na kalendarzu ściennym czas zatrzymał mi się 8 lipca...nie wiem czemu akurat wtedy ale wychodzi na to że od ponad miesiąca nie przesuwałam tego małego, czerwonego ekranika...skandal...a może to i dobrze bo jak widzę upływ czasu to jakoś tak czuję jak się starzeje...

ale ja nie o tym...hmmm...no właśnie tylko o czym to ja chciałam...nie, nie o pogodzie, ona jakoś sama tak się wtrąciła...czas też...aha już wiem:)

bo (tak, tak, wiem, od "bo" się nie zaczyna wypowiedzi:)) ja sobie tak myślałam (po obozie jeszcze trochę to boli:P) i doszłam do wniosku, że ja to czasem jestem bardzo niefajna...czemu??
a dlatego, że: czasem jestem uparta jak osioł i nawet jak wiem, że nie mam racji to dla zasady tkwię przy swoim...czasem jestem złośliwa...czasem, robiąc coś nie myślę o uczuciach innych...czasem jestem okropną materialistką...czasem lubię sobie porozmawiać z kimś o kimś innym, niekoniecznie o dobrych rzeczach...czasem cieszę się że inni mają gorzej niż ja albo że dobrze, że to nie mnie spotkało...czasem kłamię...czasem myślę o kimś co innego niż mu mówię...czasem jestem zamknięta w sobie jak w Alcatraz...czasem wręcz odwrotnie...czasem jestem zbyt nachalna...czasem po prostu nic mi się nie chce...czasem udaję kogoś kim tak naprawdę nie jestem...zawsze jestem pamiętliwa - pamiętam wszystko i wszystkim, po jakimś czasie tylko udaję, że już zapomniałam ale pamiętam i wciąż mnie to boli...czasem mam schizofreniczne i paranoidalne zachowania...czasem trzeba się mnie bać...czasem można ze mnie tylko się śmiać...a czasem nie zostaje nic innego jak nade mną popłakać...

ale mimo to wszystko nie jest ze mną chyba aż tak źle...no bo w końcu zdaję sobie sprawę z tego, nie ukrywam, nie udaje, że tego nie ma...a przecież największą mądrością, najwyższym jej poziomem, najbardziej dojrzałym jest umiejętność dostrzeżenia w sobie braków, swoich niedoskonałości...więc skoro ja je dostrzegam i co gorsza chyba je akceptuje, to nie jestem taka niefajna...przecież

"człowiek, który wie, że jest głupi, nie jest takim głupcem..."

czyli wniosek jaki??? nie jestem chyba aż taka niefajna???





15.08.2005 :: 20:52 :: 84.10.38.169
Kattie
phi , nadal jestem :P
wcale nei mialam na mysli ostatniego pytania tylko ogólny wydzwiek notki :P

przeciez po przeczytaniu tego wszystkiego samo sie nasuwa stwierdzenie " nie jest przeciez z nia tak żle" :P :))



11.08.2005 :: 13:41 :: 195.136.107.252
takisobieblog
oj tam wcale nie chodzilo o podkreslenie wspaniałości...to ostatnie to były pytania retoryczne:P

oj Kacha Kacha...a taka dobra z polaka kiedyś byłaś;)))

11.08.2005 :: 13:22 :: 217.97.1.148
Kattie
zapomnaiłas dodac ze czesto tez piszesz i gadasz podobne bzdury zeby wszyscy dookoła mowili Ci jaka jestes wspaniała :P

i nie znam chyba osób ktore czasami bynie było równie niedowytrzymania i mialy kazda z cech ktore wymieniłas ... z jednym tylko "ale" - nigdy sie Ciebie nie bałam :>

ownlog :: powrót do przeszłości