psychotic, neurotic... but symphatic :))
- homo studentus:P
Dida
- jej najgłębsze zakamarki duszy
Inspiracja
- inspirujący dzień i czas:)
Kacha
- myśli nieukryte
Outsiderka - crazy outsiders
Pytanie dnia
- kobieta z
mózgiem, która nie waha się go używać :)
Snaefridur
- znowu jest z czego
bardzo się cieszę:)))
Tu mieszkam, uczę się i żyje:
włocławek - moje miasto
uniwerek - edukował
Gdańsk - jak się edukowałam to tu
pomieszkiwałam
CieCiorka - jak się nie
edukowałam to tu się produkowałam
KNPSiP - Koło Naukowe
Psychologii Sądowej i Penitencjarnej - stronka już się zbudowała - zapraszam wszystkich do zapoznania się z nią
Bywam jeszcze tu:
grono - tłumaczyć nie trzeba
griddlers - liczbami
malowane
wytwory - lekarz maluje
Anne Geddes - zdjęcia
maluszków:))
Pomagam:
nakarm dziecko
na polskie serducho
Dodaj do ulubionych
Layout by Kattie&Dora
5 kwietnia 2006 18.38 odkryłam ostatnio po co są kamery internerowe... oczywiście nie wszędzie:) 3 miesiące miałam zainstalowaną na gg i przeszło to bez echa, nikt nie nagabywał mnie o nią. Ale nadszedł ten okropny dzień kiedy zawirusowało mi się gg i przerzuciłam sie na tlen, a tam....
średnio co 5 min odzywali się o mnie panowie proponujący albo żebym się rozebrała przed nią, albo żeby popatrzyła jak ono się rozbierają (i nie tylko:P) albo żebyśmy zrobili to razem:)) no żesz kurde!!! przecież nie mam nigdzie wpisane "lubię patrzeć" czy "chętnie popatrzę" czy wręcz "kocham cybersex"....musiałam odznaczyć że mam możliwość wideokonferencji:) no i co, mam kamerę, a za bardzo nie mogę z niej korzystać bo nie mogę jej nawet uruchomić:)) co za czasy... ech...może ktoś mi wytłumaczy co takiego jest w tym cyberseksie, że tyle ludzi (nie ukrywajmy - facetów, choć zapewne i dziewczyny się znajdą) go "uprawia" o ile można uprawiać coś takiego jak cyberseks... to już w ogóle jak lizanie cukierka i to nie tylko przez papierek ale i przez szybę wystawową...
jakieś słówko?? (3)
18 kwietnia 2006 17.30 o kurcze.... jak dawno mnie tu już nie było... ale wybaczcie, tak to jest jak człowiek od długiegio czasu siedzi tylko i wyłącznie nad jedną rzeczą, nie myśli o niczym innym... a przecież nie będę tu moich przemyśleń na temat mojej mgr pisać bo to przecież każdego by zamęczyło...zresztą nawet mnie:) czas mnie nagli, stron przybywa w tak zastraszająco niskim tempie, że w ogóle nie wiem czy skończę... tak więc w moje życie weszła tak totalna rutyna, że tak naprawdę nie mam o czym tu pisać... ale na (nie!!!!!)szczęście już niedługo:)( sama nie umiem się nawet zdecydować czy się cieszę z tego, czy mnie to po prostu przeraża...
napiszę tylko tak:
aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!
interpretujcie to sobie jak chcecie:)
jakieś słówko?? (5)
21 kwietnia 2006 07.46 kurcze, czemu jak na coś się czeka to czas wlecze się niemiłosiernie a jak chciałoby sie zatrzymac czas, to on pędzi w szybkością ponaddźwiękową?? kurcze dopiero byl marzec a tu już koniec kwietnia!!! czemu??
i czemu średni brąz wyszedł jak czarny z domieszką szarego?? bo pani w drogerii się nie znała?? to czemu w niej pracuje??
i czemu jak niektórzy ludzie wyprowadzają się z domu to sąsiedzi płaczą, a kiedy inni to się cieszą??
i czemu tak bardzo niewiadoma wizja przyszłości przeraża?? a czemu jak się o niej myśli to od razu człowiek wyobraża sobie tylko te zły scenariusz??
i czemu raz człowiek ma pustą głowę, a innym razem ma tyle pytań i to takich od czapy??
i czemu ktoś będzie miał ochotę, o ile będzie miał, odpowiadać mi na te pytania??
CZEMU????????
jakieś słówko?? (10)
24 kwietnia 2006 13.59 oj dzieje się coś ze mną...dzieje... mam nadzieję, że to tylko elementy składowe stresu jaki mnie ogarni tym bardziej, im bliżej czerwca jest, i tej wersji się trzymam:)
to co, że mam tak okropne wachnięcia nastroju, że bardziej to już nie jest możliwe - w jednej chwili śmieję się z czegoś, żeby za moment rozpaczać nad bzdurnym powodem, ale żeby już za sekundę opowiadać o jeszcze czymś innym, najlepiej o tym jak gdzies ostatnio było fajnie...?? no i co z tego?? to przez to, że próbuje trzymać się w garści, a że czasem popuszczę i wyprostuje trochę palce, to mi się wyrywają łzy i pioruny w oczach:)
a to, że dziś rano zagryzłam czekoladę ogórkiem kiszonym... no cóż zdarza się... nie było to zamierzone stało się przypadkowo... a, że tak naprawdę to nie było złe i miałam na talerzyku czekolade i ogórka...?? przecież to smak jak każdy inny:)
a to, że wczoraj jadłam sałatkę jarzynową jednocześnie z ciastem i popijałam winkiem czerwonym półsłodkim?? no w żołądku i tak by sie wymieszało jakbym oddzielnie jadła...a nie mogłam sie zdecydować co pierwsze...
a to że najbliżsi patrzą z niedowierzaniem na moje natroje i humory oraz nowe nawyki żywieniowe?? ich sprawa... mi się zbliża obrona i się martwię więc trochę więcej mi wolno:)
jakieś słówko?? (1)
25 kwietnia 2006 21.27 hihihihihi:)) skończyłam tworzyć moją część teoretyczną do pracki:) czyli najgorsze z głowy... tylko, że wyszło mi za dużo...muszę skracać albo będę miała magisterkę rozmiarów doktoratu:) planuje jeszcze góra tydzień i skończyć:)
ale jakby to tak przeliczyć na roboczo - godziny i za każdą godzinę dać sobie jakieś 5 zł/h to bym niezła kasę miała:)) ufff...natyrałam się troszkę:)
jakieś słówko?? (2)
28 kwietnia 2006 09.47 no ja po prostu UWIELBIAM MóJ WYDZIAł I JEGO PRZEWIDYWALNOść!!!!
nieświadoma niczego ja pojechałam sobie w czwartek sobie do Gdańska - zresztą jak co tydzień (no ok tydzień temu nie byłam bo zrobiłam sobie dłuższe święta). Jadę sobie na wydział, idę do promotorki, która wkurzyła mnie strasznie bo ona "teraz nie ma czasu na czytanie mojej pracy" i "dopiero mi ją odda po 25 maja" - a chciałabym zauważyć, że zawiozłam jej tylko jedną część, drugą za tydzień dopiero dowiozę bo musze jeszcze ją skończyć. No i zaproponowała mi termin obrony - w ostatnim tygodniu czerwca, czyli już po sesji a helloooooo... 27 czerwca jest ostatni termin. a ta proponuje mi 28-29 albo połowa września!!! no żesz kurna jego mać - czy ja po to siedzę na dupie przed komputerem przez całe boże dni żeby potem bronić się na koniec czerwca?? ja chcę w połowie czerwca i wali mnie to czy jej sie to podoba czy nie....
ale wracając do tematu (tamto to była taka mała dygresyjka:P)
więc po seminarium miałam mieć jeszcze wykład ale okazało się że pedagogika zorganizowala sobie jakąś konferenecje i nie wiem, czy mieli mało uczestników czy co, ale zaprosili nas (cały insytut) na nią i to jeszcze "w ramach zajęć". A każdy wie, jak to jest w ramach zajęć - idziemy do domu:) no i wróciłam sobie do akademika, spotykam kolezanke, z plecakiem wyładowanym praniem - znak, że jedzie do domu - która sie dziwi ze nie pojechałam jeszcze do domu, że w ogóle szkoda, że w ogóle przyjeżdżałam bo... jak się okazało po kilku wykonanych telefonach później - w piatek czyli dziś nie mam żadnych zajeć - wszystkie moje są odwołane...
nie to ze narzekam, bo calkiem fajnie, tylko czemu nikt nie poinformowal nas o tej konferencji troche wczesniej niż w czwartek?????? czy to taki problem kilka dni wcześniej wywiesić kartkę, że TegoToATegoDnia będzie TakATak?? kolejna wycieczka do Gdańska tak sobie po nic...
no, nie w sumie trzeba się doszukiwać plusów w każdej sytaucji więc...
moze to i dobrze, że przyjechałam bo jakbym promotorce oddała tą pracę za tydzień, to na bank broniłabym się we wrześniu - a tak na marginesie - jak wie, że nie ma czasu to po kiego grzyba bierze magistrantów?? albo niech uważa tak jak inni, że nie da się źle teorii napisać i nawet nie czytają tylko przeglądają powierzchownie...
jestem zbulwersowana i rozczarowana nią, i już jej nie lubie tak bardzo jak kiedys...:(
jakieś słówko?? (5)
|