psychotic, neurotic... but symphatic :))
- homo studentus:P
Dida
- jej najgłębsze zakamarki duszy
Inspiracja
- inspirujący dzień i czas:)
Kacha
- myśli nieukryte
Outsiderka - crazy outsiders
Pytanie dnia
- kobieta z
mózgiem, która nie waha się go używać :)
Snaefridur
- znowu jest z czego
bardzo się cieszę:)))
Tu mieszkam, uczę się i żyje:
włocławek - moje miasto
uniwerek - edukował
Gdańsk - jak się edukowałam to tu
pomieszkiwałam
CieCiorka - jak się nie
edukowałam to tu się produkowałam
KNPSiP - Koło Naukowe
Psychologii Sądowej i Penitencjarnej - stronka już się zbudowała - zapraszam wszystkich do zapoznania się z nią
Bywam jeszcze tu:
grono - tłumaczyć nie trzeba
griddlers - liczbami
malowane
wytwory - lekarz maluje
Anne Geddes - zdjęcia
maluszków:))
Pomagam:
nakarm dziecko
na polskie serducho
Dodaj do ulubionych
Layout by Kattie&Dora
1 lutego 2006 07.22 hmmm...jestem lekko zdziwiona i przerażona - weszłam wczoraj sobie na statystyki moje (ale na stat4u) i tam jest taka sprytna tabelka, która pokazuje po jakich hasłach w wyszukiwarce weszli do mnie ludzie...no i coś co tam przeczytałam zszokowało mnie - otóż 5 razy wchodzili ludzie po haśle "zdjęcia nagich dzieci"...
cholera...pedofili na moim blogu się nie spodziewałam...tym bardziej, że nie mam żadnych treści tego typu u siebie...
apeluję więc do wszystkich mających takie zapędy - to nie jest strona tego typu, nie życzę sobie tu nikogo przejawiającego takie dewiacje więc jeśli czyta to teraz jakiś amator takich rozrywek to ja bardzo ci (specjalnie napisane z małej - nie mam dla ciebie szacunku) dziękuję, proszę wyjdź stąd i udaj się do specjalisty po pomoc...
jakieś słówko?? (7)
3 lutego 2006 19.31 hahahaha.... a miałam dziś taki smętny dzień... aż do momentu kiedy nie przeczytałam jednego z komentarzy pod tekstem na onecie pt. "Najmniej popularne państwa". Internauta o przejmującym nicku ziutek napisał:
najmniejsze i najbrzydsze państwo w Europie??
Państwo Kaczyńscy
ale się ubawiłam... oj dawno się tak nie śmiałam:))
ciekawe tylko kiedy mnie wsadzą za moje poglądy?? przy obecnej koalicji niebezpieczeństwo czyha z każdej strony...:P
jakieś słówko?? (6)
6 lutego 2006 13.04 wracając do ostatniej wypowiedzi - jeśli nagle zniknę bez słowa to nie martwcie się bo zapewne ze mną stało się to co z "Dziennikiem Telewizyjnym" Fedorowicza - po prostu mnie zdejmą za próby nabijania się z władzy, a w oficjalnym komunikacie powodem tej decuzji będzie spadek oglądalności/czytalności:P
ale ja się nie dam - powstanę jak feniks z popiołów i nadal będę głosić słowo swoje:)
ech..ale koniec o polityce, sama w sobie jest tak śmieszna, że nie trzeba jej już wcale ośmieszać - sama to robi:)
a gdybym nie była ns 99,9999% pewna to pomyślałabym, żem w ciąży - mam takie zachcianki jak rasowa PrzyszłaMama - wczoraj najadłam się parówek, zagryzłam czekoladą i doprawiłam ogromną ochotą na korniszony, których na szczęście nie miałam w posiadaniu... dziś od rana też nielepiej...ciekawe, ciekawe... a może urojoną?? ufff... jak dobrze, że becikowe zaczęli już wypłacać:)))
p.s. tak teraz czytam to, co napisałam i... jakieś durne to jest...ale co tam - ja dziś też jestem durna - w końcu ostatnie w moim życiu ferie mam...więc durnieje:)
jakieś słówko?? (3)
8 lutego 2006 17.15 noo... i mam tyłek uratowany...jak na razie...rozporządzenie do ustawy o moim zawodzie od której zależy mój dlaszy los, nie jest takie złe... tylko, że na razie to projekt a ciekawe jak będzie to wyglądało jak już zostanie zatwierdzone...
ale się zdziwiłam bo myślałam, że teraz akrobaci cyrku politycznego będą się zajmowali innymi sprawami a nie naszymi a tu proszę...niespodzianka!!!
jednak nawet ja jestem omylna:P no cóż, mój narcyzm leciutko na tym ucierpiał, ale szybko zapewne wtoczy się na totalne wyżyny:)))
p.s. jak widać, głupkowatego nastroju ciąg dalszy..:)
jakieś słówko?? (3)
10 lutego 2006 10.22 tak straszyli palaczy, tak straszyli a tu proszę... ostatnio kupuje papierosy (tak, wiem, ohydny nałóg... ale jak człowiek nie pomyślał tylko poddał się większości to tak już jest... niestety:D) taniej niż w przeciągu ostatnich 2 lat... najpierw wprowadzili promocje na pall malle i kosztują teraz 4,85 a w co niektórych kioskach i taniej, a wczoraj odkryłam w tesco l&my za 4,45zł... w sumie to nie pamiętam kiedy one kosztowały tyle...no cóż jak tak dalej pójdzie to w życiu nie rzucę tego nałogu... choć tak gadam a tak naprawdę to tylko raz w życiu próbowałam rzucić ale też jakoś bez przekonania:)
ale pamiętajcie - palenie nie jest fajne, powoduje wiele chorób (o których jednak dopóki ich nie ma to się nie myśli) ale bardziej bliskie skutki to zadyszka okropna po przebiegnięciu do autobusu lub pokonaniu więcej schodów niż do własnego domu (czyli jak u mnie to sporo tych schodów - całe życie na 4 piętrze mieszkam bez windy więc musiałabym włazić conajmniej na 5 piętro, ale nie mam ku temu sposobności ponieważ nikt nie mieszka na nim:)więc nie zaczynajcie jeśli jeszcze nie palicie... na dłuższą metę nie opłaca się...
no i najgorsze w paleniu jest moralizowanie starszych ludzi na ulicy, którzy przypisują sobie prawo uświadamiana nas, takich młodych, a tak psujących sobie życie... albo w mnie kulturalny sposób... ale cóż, każdy nałóg ma swoje plusy i minusy:)
jakieś słówko?? (5)
13 lutego 2006 15.14 hmm...kurcze, już jakiś 5 dzień piszę o miłości... ale wcale nie jestem w jakimś romantycznym, totalnie zakochanym czy przeciwnie, zrozpaczonym ze złamanym sercem nastroju... nie podoba mi się to, co piszę... i nie jest to wcale ani proza ani poezja, śpiewajca peany pochwalne na temat miłości... i powiem Wam szczerze... od miłości też ma się mdłości, torsje, odruchy wymiotne czy jak wolicie bardziej brutalnie - chęć rzygnięcia sobie (swoją drogą, miałam spory problem z decyzją czy pisze się rzyganie czy może żyganie).
Ująć miłość teoretycznie i jak najbardziej naukowo wcale nie jest fajnie... ani optymistycznie... można pozbyć się złudzeń i miłości do grobowej deski, na całe życie... niestety teoretycznie coś takiego nie istnieje - z miłością jak z wiatrem - najpierw jest i wieje z różnym natężeniem i różnie długo, ale potem znika - szybciej lub wolniej ale zawsze z tym samym skutkiem - taka fatima - była i ni ma...
niefajne wnioski, niefajne... kiedy po raz pierwszy odkryłam te wszystkie teorie (tzn nie ja je odkryłam, ja tylko je odgrzebałam na rzecz mojej pracy) to poczułam się jak wtedy, kiedy dowiedziałam się że święty Mikołaj nie istnieje - pomimo, że strasznie się go zawsze bałam, uważałam, że wygląda jak idiota i zawsze się dziwiłam jak jemu w tych trampakch nie jest zimno, to kiedy okazało się, że tak naprawdę go nie ma było mi strasznie smutno i żałośnie... i im dłużej siedzę w tej naukowej miłości, tym bardziej się tak czuję...
bleeeeeeeeeeeee...........
taka optymistyczna notka, tuż przed walentynkami...
jakieś słówko?? (0)
15 lutego 2006 17.23 z kilku słów można stworzyć całą historię człowieka... lubię czytać opisy ludzi z mojej listy na gg. Nie ma opisu, który nic nie mówiłby o człowieku... no może takie, które są... nie, jednak nie. Wszystkie coś mówią... jedne więcej, inne mniej. Opisy jednego człowieka tworzą swego rodzaju jego historię, czasem smutną, czasem wesołą, czasem nijaką, czasem zwykłą... można śledzić losy ludzi, dowiadywać się o kryzysach, o radościach i smutkach. A najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że nienapisanej reszty można się domyślać... oby tylko, nie zacząć wierzyć w to, co się samemu wymyśliło o człowieku. Ale taka analiza wytworów może być naprawdę fajna... a może to ja jestem inna, że podobają mi się takie rzeczy??
ale musi w tym coś być, każdy czyta opisy... wystarczy umieścić jakiś zagadkowy/kontrowersyjny opis a już kilka osób się odzywa i dopytuje co się stało.
może kiedyś jak będę miała trochę więcej czasu to zacznę pisać opowieści o ludziach na podstawie ich opisów z gg?? :))
wiem, durny pomysł, tak sobie napisałam... ale spróbujcie, kiedyś poprzyglądać się dokładniej opisom ludzi z Waszej listy...
jakieś słówko?? (5)
21 lutego 2006 10.17 Zły czas nastał dla mojej kondycji psychicznej i spokoju wewnętrznego - z tym pierwszym jest coraz gorzej, tego drugiego nie ma wcale - za dużo mam na głowie, natłok myśli nie daje mi spokoju. Jest tyle spraw, ktore muszą być natychmiast przemyślane i muszą być podjęte jakieś kroki w celu realizcji przemyśleń...
począwszy od studiów, pisania pracy (w związku z czym nocą dostaję jakichś durnych ataków prawie-paniki, nie mogę spać, mam jakieś czarne wizje), potencjalnego stażu, który pomimo ma już swoje rozporządzenie to nadal nic nie wiadomo, zbliża się koniec studiów a ja nadal nie wiem co będę robić i to wcale nie dlatego, że sama nie zdecydowałam, tylko dlatego, że nie mam co decydować, bo akurat w tym ktoś inny zarządzi za mnie, a ja będę musiała zrobić to, co będą chcieli. Rychła wyprowadzka z Gdańska, powrót na łono rodziny i cotygodniowe, jednonocne wyjazdy do Trójmiasta, gdzie jak się okazało, nie bardzo mam gdzie nocować i będę musiała koleżance na głowę (i podłogę) się zwalać, przez co wiem, że będę ciężarem w taki czy inny sposób. Planowanie wspólnego życia z M. co akurat dość sprawnie nam idzie i tu panikuje nie tyle z powodów kłopotów, co przez uderzenia w głowę myśli pt "a co będzie jak nam nie wyjdzie, jak się urządzimy, a mi (lub jemu) sie odwidzi, jak nie będziemy umieli ze sobą żyć??"
no i do tego ta zima, brak słońca... czasem (dość regularnie, kilka razy dziennie) mam wszystkiego dość, chciałabym cofnąć się w czasie przynajmniej o rok i tak sobie dobrze i bezproblemowo żyć. Chyba jednak nie jestem taka twarda jak całe życie myślałam...
wszyscy na około tyle ode mnie oczekują a ja po prostu nie wiem czy stać mnie na sprostanie tym oczekiwaniom... a co będzie jak wszystkich zawiodę, jak mi się nie uda?? jak wszystko potoczy się nie tak jak każdy (włącznie ze mną) sobie wymyślił???
dopisałam o 13.43
no to jestem typową kobietą... pogadałam z K. trochę, przyszła zakupiona torebka i humor od razu lepszy:) jednak zakupy czynią cuda:)) co nie zmienia jednak faktu, że panikuję w dalszym ciągu, tylko troszkę mniej:)
jakieś słówko?? (4)
27 lutego 2006 11.36 ech...nie piszę nic bo nie chce smęcić ciągle... ale jakoś ostatnio strasznie mi pod górę... kiedy mam już wrażenie, że już wszystko wychodzi na prostą i za chwilę będzie jeśli jeszcze nie z górki to chociaż po równinie to dupa... (w ogóle dupa to nadużywane ostatnio słowo przeze mnie)
miałam wziąć się za liczenie moich badań ale co się okazało??? skończyła się licencja na program który mam... i duuupa.
eee, dobra, skończę... jak coś zmieni się (oby tylko na lepsze) to pojawię się i pochwalę... na razie nie mam czym - a żeby nie popadać w depresyjny nastrój to nie będę marudzić:)
jakieś słówko?? (5)
|