Image hosted by

Photobucket.com

Dziś pozwoliłem słońcu, aby wstało wcześniej niż ja
Georg Christoph Lichtenberg


Imię : Dora
Rocznik: prehistoria

Księga Gości


Było kiedyś:
2006
09 08 07
06 05 04
03 02 01
2005
12 11 10
09 08 07


Linki:
Czytam i polecam:
Butch
- homo studentus:P
Dida
- jej najgłębsze zakamarki duszy
Inspiracja
- inspirujący dzień i czas:)
Kacha
- myśli nieukryte
Outsiderka
- crazy outsiders
Pytanie dnia
- kobieta z mózgiem, która nie waha się go używać :)
Snaefridur
- znowu jest z czego bardzo się cieszę:)))

Tu mieszkam, uczę się i żyje:
włocławek
- moje miasto
uniwerek
- edukował
Gdańsk
- jak się edukowałam to tu pomieszkiwałam
CieCiorka
- jak się nie edukowałam to tu się produkowałam
KNPSiP
- Koło Naukowe Psychologii Sądowej i Penitencjarnej - stronka już się zbudowała - zapraszam wszystkich do zapoznania się z nią

Bywam jeszcze tu:
grono
- tłumaczyć nie trzeba
griddlers
- liczbami malowane
wytwory
- lekarz maluje
Anne Geddes
- zdjęcia maluszków:))



Pomagam:
nakarm dziecko
na polskie serducho




Dodaj do ulubionych


Layout by Kattie&Dora
1 grudnia 2005 10.53
Powiem krótko - jestem przerażona tym co się dzieje w tym kraju, za tych rządów....Codziennie rano włączam wiadomości i codziennie rano coraz bardziej czuje się jak w matrixie...najpierw pan Piłka (zastanawiam się czy jego nazwisko nie pochodzi od łba psutego jak piłka, gdzie zamiast mózgu ma jakąś blazę) wymyśla jakiś durny podatek od małżeństw bezdzietnych...no po prostu super tylko szkoda, że nie potrafił podać od jakiego wieku będzie się go płacić?? od 18 r.ż.?? a może od 15 r.ż jak we wszelkich spisach narodowych od tego wieku liczy się procent zamężnych i żonatych obywateli?? bo w sumie czemu nie płacić już od 12 r.ż. - nigdy nie wiadomo przecież co taki małolat wymyśli - a może nigdy nie będzie miał dzieci, może pójdzie na księdza, zakonnicę..?? ach bierzmy a konto już od urodzenia... i najdurniejsza w tym wszystkim rzecz, że obejmie to też małżeństwa, które bardzo chcą mieć dzieci a nie mogą bo są bezpłodne - jasne, dowalmy im jeszcze, przecież mało problemów mają, niech co miesiąc płacąc ten podatek przypominają sobie, że są tak bardzo niepotrzebnymi obywatelami naszej ojczyzny, a no i jeszcze zdelegalizujmy zapłodnienie in vitro...najlepiej w ogóle wytatułujmy wszystkim bezdzietnym na czole - jestem niepełnowartościowym obywatelem mojego kochanego i opiekuńczego kraju
no i stwórzmy ośrodki izolacji dla samotnych matek żeby ten szatański pomiot nie demoralizował prawdziwych, katolickich obywateli, żeby tylko nie znalazły ojca dla swojego dziecka, które jako bękart też jest stygmatyzowane....
a potem w radio maryja, tv trwam i wszelkich innych boskich mediach narzekajmy, że mamy ujemny przyrost naturalny, że za mało dzieci się rodzi, że nie będzie mial kto emerytów utrzymywać... wymyślajmy nowe ustawy, które zmuszą tych bezdusznych egoistów, którzy nie mają dzieci, do ich posiadania albo wzbogacania państwa...ja proponuje powrót do "bykowego" jak w komunie - kończysz 30 lat i nie masz jeszcze ślubu?? płać!! bardzo dobry pomysł bo jeśli para nie chce mieć dzieci i nie chce płacić to będzie żyła w związku kohabitacyjnym bez ślubu...a tak - mamy pułapkę na złodziei bo przecież jak nazwać ludzi którzy okradają państwo???tak się tylko zastanawiam kto i jak będzie sprawdzał kto z kim i w jakim charakterze mieszka??może ja z dziewczynami jako mieszkające ze sobą, prowadzące jedno gospodarstwo domowe i pełnoletnie też powinnyśmy płacić???
a dziś jeszcze usłyszałam o pomyśle lpru o likwidacji przedszkoli i żłobków, żeby wychowaniem dzieci zajęła się matka i żeby rodzina powróciła do tradycyjnych korzeni czyli zarabia ojciec a matka siedzi w domu, gotuje, sprząta, i się nuuudzi i jeszcze dostaje za to 10% średniej krajowej czyli ok 240zł, ale jak już masz 4 dzieci (i więcej) to dostajesz całe 100%...jakoś zawsze mi się wydawało, że to rodzic powinien inwestować w dziecko i to z miłości, a nie na nim zarabiać!!!już widzę te wszystkie rodziny patologiczne z mnóstwem dzieci które będą produkować dzieciaki tylko po to żeby mieć coraz więcej kasy na chlanie i rodzić coraz bardziej chore dzieci...
tylko trochę nie rozumiem bo jeszcze wczoraj czytałam, że od 2006r. będzie obowiązkowe przedszkole dla 5-latków i obowiązkowa szkoła dla 6-latków...
HAAALOOO JEST TAM KTOOO??? ja przepraszam ale jestem totalnie zdezorientowana...wiem tylko jedno...nie wiem czemu ale mam wrażenie, że nasz kraj zmierza do jakiegoś popieprzonego totalitaryzmu!!! nie chce żyć w kraju z "Roku 1984" Orwella...
i jeszcze jedno - moje wszystkie plany i marzenia zawodowe i nie tylko mogę sobie o kant du.. potłuc bo i tak pewnie trzeba będzie się zająć produkowaniem nowych obywateli naszego demokratycznego, nieograniczającego swobód obywatelskich kraju... niedługo dorośli bezdzietni będą traktowani jak homoseksualiści...tylko niestety nie homoseksualistom się poprawi (tak jak powinno być) tylko bezdzietnym się pogorszy...i też będziemy mniejszością...mogę chyba się zaliczyć do tego grona bo za miesiąc kończę 24 lata a nie mam ani męża ani tym bardziej dziecka...no po prostu opanował mnie szatan!!!! poproszę może jakieś egzorcyzmy nade mną odprawić...
a jak nie to ja poproszę coś na sen żebym obudziła się dopiero za 5 lat...teraz jakoś aż boje się żyć...
jakieś słówko?? (7)


7 grudnia 2005 09.49
nie pisałam tak długo...bo nie miałam czasu ani siły ani głowy do tego - w piątek dowiedziałam się, że ustawa o zawodzie psychologa, która od 16 lat jest gotowa, wchodzi w życie już 1 stycznia 2006...no i niestety jest napisana przez psychoterapetów dla psychoterapeutów, którym to ja nigdy nie chciałam być...jedynym i ogromnym plusem tej ustawy jest to, że psycholog nareszcie będzie wpisany na listę zawodów więc nikt już bez "jednolitych studiów pięcioletnich" i nie będą funkcjonowały wszelkiego typu wyższe szkoły psychologii transcendentalnej...i na tym kończy się lista plusów...reszta to już jest robienie pod górkę - odnoszę wrażenie, że psychoterapeuci robią się jak prawnicy - zamknięta klika utrudniająca innym dostęp do siebie...echh...nie będę Was zanudzać, ale efekt tego wszystkiego jest to, że muszę przeplanować sobie całe moje życie zawodowe - a wcale mi się to nie podoba...i ciągle szukam sobie czegoś na po studiach, na co byłoby mnie stać i co by mi się podobało...dupa dupa dupa - to jest komentarz mój ostatniego tygodnia...

jakieś słówko?? (4)


12 grudnia 2005 10.31
chciałam w końcu napisać list do św. Mikołaja, tak jak kiedyś, i chciałam go tu umieścić...a niestety wyszło mi tak:

Kochany Święty Mikołaju - jak zwykle byłam bardzo grzeczna i uczę się już wierszyka dla Ciebie i obiecuje, że jak Cię zobaczę to nie będę płakać ani nie będę się Ciebie bać. Więc kochany św. Mikołaju bardzo chciałabym od Ciebie dostać:
1.


i na tym mój list się skończył - bite 3 dni się zastanawiałam co bym chciała...i nic nie wymyśliłam - czy to znaczy, że ja nic nie chce?? i czy to normalne?? i czemu ja nic nie chce?? jak do tego doszłam to lekko się przeraziłam...kurcze, zawsze chciałam milion rzeczy na raz a teraz??? NIC, NUL, ZERO, DUPA...a może z drugiej strony wtedy wszystko będzie mi się podobało?? hmmm...

a w ogóle miałam dziś okropny sen i to w nowym miejscu - śniło mi się, że jestem wybitnym, znanym w szerokim świecie psychologiem i któregoś dnia wpada do mnie policja i przeszukuje mi komputer i znajduje tam mnóstwo zdjęć nagich dzieci i mnie aresztuje (czy nie przypomina Wam to historii Pana Andrzeja S?) Kiedy jesteśmy na policji ja próbuje tłumaczyć, że to są zdjęcia Wiki i Amelki - mojej bratanicy i chrześniaczki Marcina robione moim własnym prywatnym aparatem a że na niektórych są gołe to tylko i wyłącznie dlatego, że były robione podczas codziennej kąpieli i że obok tych gołych jest też mnóstwo ubranych...i oni straszyli mnie, że wsadzą mnie do jednej celi z mordercami gdzieś na końcu korytarza, żeby moich krzyków nie było słychać, a że ja doskonale powinnam sobie zdawać sprawę co inni więźniowie robią z pedofilami...i że jestem zwierze a nie psycholog, że przecież te dzieci mają nie więcej niż 1,5 roku starsze i kilka miesięcy młodsze i to dziewczynki, i wcale do nich nie docierało, że nie mam zdjęc starszych dzieci bo one jeszcze nie urosły i nie jestem żadnym pedofilem ani homoseksualistką...ech..na szczęście się obudziłam w momencie zamykania za mną we śnie drzwi do celi z samymi zakazanymi mordami...

tak sobie teraz myślę, że brak listy prezentów + ten sen = nienajciekawsze wizja przyszłości i mojego stanu umysłowego

dlatego ja już dawno wiedziałam - nie lubię świąt!!!!!!
i to ich wizja i to że zbliżają się już wielkimi krokami źle działa na moją psychikę - aaaaaa ciekawe co to będzie za tydzień?? albo za dwa?? jedyne co mnie cieszy to to, że jeszcze tylko zajęcia w tą środę, czwartek, piątek i sobota i....WOLNE aż do przyszłego roku:P

jakieś słówko?? (11)


13 grudnia 2005 23.43
no dobra, nie mam pomysłów na prezenty dla mnie (ale to chyba jednak nie znaczy, że wszystko już mam bo nie jestem rozpieszczoną NieTakąJużMałolatą:P tylko raczej, że wszystko będzie mnie cieszyć, nawet skarpetki w pakieciku 5 par za 5 zł ale to tylko od Butcha:P) ale moja głowa była od dawna pełna pomysłów na przenty dla innych (wliczając w to tak moją obecną rodzinę jak i przyszłą - M. już mnie pozbadł więc co roku wymyślam prezenty dla ok. 10 osób bo dla bratanka i bratanicy jakoś same też nie chcą się wymyślić) które mam już zakupione i zapakowane:)) a wyglądają tak:



oczywiście tu są tylko dla rodziców, brata, Kachy i M. - reszta jest gdzie indziej... teraz w moim pokoju tylko choinki brak ale leżą pod dużą zieloną żabą więc w ostateczności można uznać to za choinkę:P

i tak chciałam się pochwalić wyklejanymi przez 3 dni pudełkami...a w związku z jednym z nich mam wyrzuty sumienia - dziś, rozglądając się za ostatnim z potrzebnych mi pudełek zaszłam aż do piwnicy - niestety w mojej jest wszystko (dosłownie) ale nie było tam żadnego odpowiadającego mi gabarytami kartonu. W ostatniej chwili naszło mnie żeby zajrzeć do naszej drugiej piwnicy dzielonej z sąsiadami z naprzeciwka i tam...dokonałam kradzieży pudełka po butach marki adidas, wielkości formatu A4, które było wręcz idealny dla mnie...i teraz poczuwam się bardzo do winy i zastanawiam się co będzie jeśli sąsiadowi popsują się buty i będzie je chciał zanieść do reklamacji...na szczęście adidasy nie powinny się tak szybko zepsuć... ale mam już postanowione, że jutro przed wyjazdem podrzucę do piwnicy inne pudełko...muszę tylko pamiętać o zatarciu wszelkich śladów...:)

jakieś słówko?? (8)


15 grudnia 2005 10.55
Czasem żałuję, że nie interesowałam się nigdy prawem, jego zastosowaniem itd - z racji studiów i specjalizacji (którąpełna nadziei sobie wybierałam, a którą to właśnie nam odebrali bo żeby mieć specjalizacje trzeba odbyć staż, a ścieżka specjalizacyjna jest prawnie nieunormowanym pojęciem czy jakoś tak, więc nie będę psychologiem patologii społecznych, penitencjarno-sądowym tylko po prostu zwykłym sobie psychologiem)
Ale wracają do tematu z racji studiów i realizowanych kursów moje zainteresowanie skłania się jedynie do Kodeksu Postępowania Karnego i to też tylko niewielkiej jego części...i teraz tego żałuje bo w tym momencie jestem durna, głupia, zagubiona i NieWiedzącaCoDalej bo pisałam Wam o nowej ustawie...ale teraz okazało się, że JakiśTam ważny minister napisał bardzo sensowne pismo w którym stwierdza, że wprowadzenie ustawy musi być przesunięte na za 2 lata bo i tu podaje bardzo ważne, rzeczowe i sensowne argumenty, które do mnie osobiście przemówiły . Oczywiście odpowiedzi na to posypały się bardzo szybko i lawinowo z protestami, żalami, pretensjami, że środowisko psychologów się nie zgadza...no i właśnie z tym teraz wiąże się mój dylemat CZY KTOŚ MOŻE MI POWIEDZIEĆ CZY TA USTAWA W KOŃCU BĘDZIE CZY NIE, czyje zdanie jest ważniejsze - ministra polityki społecznej i pracy czy środowiska psych? bo ja przepraszam ale chciałabym sobie jakoś życie zawodowe zaplanować a dopóki nie wiem co jest grane to nie mogę bo ustawa już nie pozwala mi na taką drogę jaką chciałam pójść...wczoraj na uczelni wymyśliliśmy, że sami wymyślimy ustawę, która wpisze psychologa na listę zawodów i koniec - stare stetryczałe pryki bez wykształcenia psychologicznego a będący psychoterapeutami boją się o własny tyłek, że młode pokolenie ich wygryzie, że zabiorą im klientów więc po co, jak można im utrudnić start - zaproponujmy dwuletni staż, który będzie bezpłatny albo sami niech jeszcze za niego płacą, a jeśli pracodawca sie nad nimi zlituje to będą dostawać taką pensję jak praktykanci z zawodówek...no bo kogo stać na pracę za darmo albo jeszcze płacenie za możliwość pracy?? nikogo, odechce im się być psychologami...
bo w ogołe ja się zastanawiam po co jest wtedy ta psychologia jak psychoterapeutą może być każdy z wykształceniem wyższym, którego stać na zapłacenie zyliona tysięcy za kurs?? nie ujmuję im nic bo może i są świetnymi psychoterapetami ale to trochę jest tak jakbym ja po zarządzaniu zapłaciła kupę kasy, odbyła 2 letni kurs i szczyciła się mianem neurologa, chirurga albo kardiologa...no chyba coś tu nie jest tak...

a miałam napisać o czym innym ale zawsze się unoszę jak o tym myślę...ale nawet ja sama się sobie nie dziwię bo tak nieokreślonej i niepewnej przyszłości nie miałam jeszcze nigdy w życiu...i to mnie zajebiście przeraża i coraz częściej uśmiecha mi się wizja pracy w tesco na kasie...dobrze, że w tesco a nie w biedronce:P

jakieś słówko?? (1)


16 grudnia 2005 12.20
dostałam dziś maila z reklamą pt. nie wiesz co kupić na prezent? zajrzyj...no i zajrzałam a jakby inaczej:P przerzuciło mnie na stronie horoskopów na wp - no i :
Wróżka Weronika radzi.
Koziorożec
(to ja) to osoba praktyczna i gospodarna.
Prezent dla niego powinien być praktyczny.
Może to być sprzęt AGD czy książka kucharska. Radość sprawi mu efektowny notes, zegar czy obraz.
Równie mocno ucieszy się z dobrych perfum i kosmetyków.


po prostu super - właśnie jakiś czas temu powiedziałam M. że jak mi kiedyś z jakiejkolwiek okazji kupi jakiś sprzęt AGD albo ksiązki kucharskie to ode mnie do końca życie będzie dostawał gacie, skarpety i krawaty... jak chce kupować takie rzeczy to ustalmy sobie dzień gospodarstwa domowego i wtedy kupujmy coś do domu a nie na gwiazdkę będę dostawać miksery, malaksery, frytkownice, gofrownice etc.

jak ktoś ma w rodzinie zapalonego horoskopowicza i obawia się że może on się pokierwać radami wróżki weroniki to zajrzyjcie sobie

tu (pomysły na prezenty)

i niech się przygotuje na prezent zgodny z własnym znakiem zodiaku tylko uwaga:

HOROSKOPY KŁAMIĄ!!

jakieś słówko?? (5)


19 grudnia 2005 13.15
UWAGA, UWAGA!!!!
Panie i Panowie!!!!
ogłaszam wszem i wobec!!!

nigdy więcej nie zaśpiewam już niczego na głos!!!
Obiecuje solennie, że nie będę już nigdy nikomu więcej gwałciła uszu moim śpiewem!!!
(chyba, że po studiach dostanę pracę w więzieniach izraelskich albo amerykańskich gdzie torturują ludzi - będę wtedy najlepszym i najskuteczniejszym katem - moim śpiewem wszystko i od wszystkich wyciągnę i na dodatek nawet niewinni w ciągu kilku minut będą się przyznawali do wszystkiego co im się zarzuci:P)

a skąd takie wnioski spytacie?? ano właśnie stąd, że wczoraj ściągnełam sobie program do karaoke z funkcją nagrywania własnego śpiewu...no i sobie zaśpiewałam a potem się posłuchałam...żenada jak żadna inna w moim życiu...nigdy, przenigdy nie słyszałam gorszego śpiewu - manadaryna w sopocie przy mnie to właścicielka najlepiej wytrenowanego i najlepszego na całym świecie głosu, jej się słucha z ogromną przyjemnością...jak to dobrze, że ja zawsze wiedziałam, że to nie tylko jeden słoń a zapewne stado mamutów siadło mi na uszy więc bardziej się uśmiałam niż rozczarowałam moim śpiewem...
kurcze ale taki program to śmiercionośna broń dla osób, które są bardzo pewne, że świetnie śpiewają a w życiu same siebie nie słyszały...przecież wtedy całe życie może runąć na łeb...ale z drugiej strony jakby każdy kiedyś się posłuchał może nie musielibyśmy potem wysłuchiwać jakichś durnych pioseneczek, w których jest tyle zabiegów komputerowych i ciągłe śpiewanie z playbacku...
fajna zabawa to karaoke ale ostrzegam - zastanówcie się zanim siebie posłuchacie - żeby potem nie wzrósł współczynnik depresji, samobójstw i takich tam...

jakieś słówko?? (10)


22 grudnia 2005 12.21
Do dupy to przedświąteczne sprzątanie...posprzątałam we wtorek a dziś mam taki sam burdel jak przed sprzątaniem...ja to nie wiem chyba ktoś spejalnie włazi mi do pokoju i burdeli...ale co się dziwić jak ma się mały pokoik z ilością mebli jak na duży i łóżkiem wielkości królewskiej spypialni to niestety 2 kartki na biurku, jeden ciuch na krześle i bałagan, że ho ho...

Poza tym miałam ambitny plan skończenia rozdziału pracy i zaczęcia drugiego a tu siedzę od wtorku nad pracą dyplomową technika informatyka - nie, nie - ja tylko robię, a z tytułów nie będę miała ani technika ani tym bardziej informatyka...nadal jestem bez zawodu tylko z maturą i tak będzie mam nadzieję jeszcze tylko do czerwca 2006. Ale czego się nie robi dla przyszłej potencjalnej rodziny??

A właśnie zdałam sobie sprawę z upływu czasu - jeszcze tak niedawno z Kachą nabijałyśmy się z karteczek jakie dostałyśmy na dzień dobry, razem z indeksem i legitymacją na naszych uczelniach - było to zaświadczenie o tym, że się jest studentem szacownego uniwerku i rozbawił nas tekst pt. planowany termin ukończenia studiów - 25 czerwiec 2006. Wtedy to był taki nierealny hektar czasu a teraz?? teraz zostało nam do tej daty dokładnie 6 miesięcy i 3 dni...i ja jestem tym przerażona!! ech...moim umysłem targa dysonans - z jednej strony chciałabym już skończyć te studia a z drugiej to się zajebiście tego boje (no i miało być takie mądre zdanie a to "zaje..." się wplątało i dupa:P - widocznie nie jest mi dane mądrowanie się i psychologizowanie:P)

I jeszcze te święta mnie dobijają...czy ja już mówiłam, że nie lubię świąt??



jakieś słówko?? (6)


24 grudnia 2005 18.09
No to Bozia mnie pokarała....za nieprzestrzeganie postu i rozpustę w piątek przedwigilijny...
Poszłyśmy wczoraj z dziewczynami do baru na babskie spotkanie świąteczne i co?? i dziś jestem taka chora...spowiadam sie Wielkiemu Białemu Bratu co kilkanaście minut...głowa mi pęka a nie mogę nawet tabletki wziąc bo po 2-3 minutach oddaję ją...dopiero teraz, a jest 18 zaczynam powoli dochodzić do siebie...ale nigdy więcej piwa!!! wyrosłam już z piwa chyba - bo innych trunkach (szczególnie kolorowych wódkach) jest ok a po piwie mój orgaznizm buntuje się jakbym nie wiem co mu robiła....
I tak to mija kolejna wigilia w moim życiu - co roku coś...ech...nie lubię świąt - jedyne co mnie cieszy to możliwość dania prezentów bliskim i koniec radości...
Wesołych Świąt...
jakieś słówko?? (4)


26 grudnia 2005 11.04
no ok...2 dni przetrwałam:)) wigilię pewnie przez to, że z łóżka się nie ruszyłam, a jak już się ruszyłam to wszyscy chodzili na paluszkach naokoło mnie - szczególnie że każdy wie jaki mam nastrój w każdą wigilę - więc zostało mi wszystko oszczędzone i nie miałam ani jednego wybuchu tego dnia (co w wigilę jest wręcz niemożliwe:P)
no i mikołaj wyjątkowo się udał - a to dlatego, że z góry wiedziałam co dostanę (tak wiem, dziwne, ale ja nienawidzę niespodzianek na prezenty - muszę wiedzieć) choć i pozytywne zaskoczenie miało miejsce:)
a najważniejsze że moje prezenty się podobały - od razu cała rodzina po kolei moczyła nogi w masażerze (???) do stóp, rodzice się poubierali w sweterki ładniusie, brat poleciał filmy oglądać, Kacha od razu się pochwaliła rodzicom i było widać, że się cieszy no a M...
M. jak to M. - typowy facet...nie umie się cieszyć tak wylewnie...ale mimo wszystko mam nadzieję, że się podobało:) teściowej jak najbardziej, teściowi zresztą też:)

Wczoraj chrzciny, mój mężczyzna został tatą - oczywiście chrzestnym - Amelii Anny, potem imprezka chrzcinowa, sami młodzi było baaardzo fajnie...śmiesznie...wesoło...żubrówkowo-jabłkowo... M. ma naprawdę fajną rodzinkę (wiem za każdym razem tak mówię, ale co ja zrobię skoro tak myślę??)Potem kolacyjka u teściów - też oczywiście jak najbardziej sympatycznie

jakieś słówko?? (6)


28 grudnia 2005 15.20
oj tam...nie dość, że splukałam się totalnie na prezenty, jeszcze wizja sylwestra...a tu moje padło mi padło...siadła mi cd-rom w moim gruchocie...no i zaczęły się poszukiwania w całym necie jaki napęd pasuje do mojego sprzętu - ale oczywiście nigdzie nie ma takich info...w akcie desperacji weszłam na czata konsultacyjnego hp (tejże firmy mam komputer) i przedstawiłam sprawę, ża mam TaloToATaki model i że siadł napęd więc chciałabym się dowiedzieć jaki inny nowy będzie do mnie pasował...a pani jak usłyszała jaki mam ten model to powiedziała, że "pomimo najszczerszych chęci nie jest w stanie mi pomóc bo takich notebooków już nie produkują..."
no żesz halo!!! to co?? moja wina że ich już nie produkują?? i w związku z tym nie może mi udzielić informacji?? przecież jakby je jeszcze produkowali to zapewne miałabym go jeszcze na gwarancji i zaniosłabym go do serwisu...ale żeby nie było że pani była taka bezużyteczna to podała mi numer telefonu do warszawy gdzie powinni mi udzielić informacji no więc nawet się poświęciłam i zadzwoniłam po to tylko, żeby usłyszeć to samo co mi pani powiedziała...
Dziękuje firmie HP za tak wspaniały serwis techniczny!!!

no ale że ostatnio sama siebie zadziwiam - postanowiłam się jednak dowiedzieć co i jak...no więc rozkręciłam mojego biednego laptopka, wyciągnęłam cd-rom, który również rozłożyłam na części pierwsze i po wyglądzie przeszukałam internet żeby znaleźć coś co działa a wygląda tak samo...znalazłam, zamówiłam (już pominę, że sporo mnie to będzie kosztowało - moje ostatnie pieniądze wydam na to ustrojstwa, co mnie okropnie boli...) a teraz czekam...zobaczymy czy moja pierwsza samodzielna naprawa staruszka się powiedzie...trzymajcie kciuki...:)

a jak się uda to zastanowię sią nad następnymi studiami pt. informatyka:P
a co?? coraz lepiej sobie radzę w tych sprawach:)))
ave

jakieś słówko?? (2)


30 grudnia 2005 12.18
fatalny początek dnia...oj fatalny...z tego poranka mam kilka wniosków:
po 1. najbardziej traumatycznym dla mnie zapachem i wspomnieniem z dzieciństwa jest...smród syropu z cebuli...bleeeee....niestety moja mama postanowiła leczyć się metodami naturalnymi i takowy specyfik sobie przygotowała a jego smród przywitał mnie od samego rana...no i od razu zagnał do toalety...niestety nie na siku...zawsze tak miałam że jak tylko poczułam ten swąd to wymiotowałam jak dziki kot na pustyni (tak, wiem, nie widziałam jak wymiotuje kot, szczególnie dziki i to na pustyni:P) no i niestety mi to nie przeszło - a moja mama maltretowała mnie nim bardzo często - na dodatek każąc go pić...feeee....
po 2. mój organizm znowu przestał tolerować alkohol...niedawno tak miałam, potem minęło, a teraz znowu wróciło...no cóż, przeżyje...nie jest to największa tragedia światowa...:)
po 3. sprawdza się moja teoria, że u mnie w bloku ludzie umierają parami...zawsze tak było i teraz też niestety tak się stało...niedawno umarła córeczka koleżanki a teraz mama kolegi...w wigilię, a w sylwestra pogrzeb...świetny czas, świetne święta do końca życia...
po 4. nawiązując do po 3. uważam, że jakbym się miała dowiedzieć za późno, że mam raka to wolałabym nie wiedzieć wcale - sąsiadka nie wiedziała, przez przypadek (normalnie żyła i funkcjonowała) dowiedziała się, że jest w bardzo zaawansowanym stadium i po niecałych 2 miesiącach zmarła - jakby nie wiedziała to zapewne jeszcze by żyła...

a teraz żeby nie było tak przygnębiająco to :

po 4. gry planszowe wracają do łask, z czego ja osobiście bardzo się cieszę bo zawsze bardzo je lubiłam - w ciągu ostatnich 3 - 4 tyg. grałam w 3 świetne gry i za każdym razem super się bawiłam - wczoraj byliśmy u kuzynki M. i graliśmy w monopol, a byliśmy od 12r.ż. do jakiegoś 35...trochę nam zeszło bo siedzieliśmy do 1 w nocy a pewnie jeszcze dłużej byśmy grali gdyby Mati nie przysypiał...:)
po 5. SKOŃCZYŁAM PIERWSZY ROZDZIAŁ MOJEJ PRACY - wyszło mi równiusieńko 20 stron, jestem z siebie taka dumna;)) a dziś zabieram się za następny rozdział:) o kohabitantach:)
po 6. uczę się hiszpańskiego i dobrze mi idzie - może nie jestem jednak taki imbecylus językus jak myślałam???
po 7. nie ma po 7go ale je piszę żeby była rónowaga między wnioskami negatywnymi a pozytywnymi - efekt wizualny jest bardzo ważny:)

p.s.
Na wszystkie dni Nowego Roku
życzę Wam wiary w sercu i światla w mroku,
obyście jednym krokiem mijali przeszkody,
czuli się silni, młodzi i nie stracili urody!
a także spełnienia wszystkich noworocznych życzeń i postanowień:)
no i minimalnego kaca w Nowy Rok:)
tego życzę Wam ja - dora:)

jakieś słówko?? (3)


31 grudnia 2005 11.55
Ponieważ dziś jest ostatni dzień starego roku, pomyślałam sobie że warto podsumować jakoś staruszka i postanowić coś na maluszka...
a więc:
PODSUMOWANIE:

Nie ma co ukrywać, czarować się ani tym bardziej kokietować - rok 2005 był taki jaki powinien być:) Przeszedł gładko, bez większych problemów, tak naprawdę to chyba w ogóle ich nie było - jedyne jakie wystąpiły to były kłopoty dnia codziennego...ale takich nie da się uniknąć:)
Teraz tak sobie myślę, że nawet ten rok nie miałby jak być lepszy - no chyba że wygrałabym 6 w totka albo coś w tym stylu:)
więc w związku z tym życzę sama sobie żeby ten następny był podobny pod tym względem:)

POSTANOWIENIA:
chronologicznie:
1. po Nowym Roku przejść na drugą w moim życiu dietę:)(ale po moich urodzinach - no bo jak - torta nie zjeść?? mojej mamy?? o nieeee:P) i oby ona przyniosła takie efekty jak pierwsza kilka lat temu (albo w sumie nie bo jak znowu tyle schudnę to zniknę a z anoreksją nie byłoby mi do twarzy:)
2. wziąć się już porządnie za pracę, napisać część teoretyczną góra do marca, znaleźć brakujących kilka małżeństw i wziąć się za liczenie
3. jak już praca będzie napisana to się obronić jak najwcześniej czyli jak najszybciej (w czerwcu, wrzesień odpada) skończyć studia i wrócić do domu:)
4. jak już wrócę to dość szybko znaleźć pracę (jestem realistką - nie ma się łudzić na "dobrze płatną pracę" - wystarczy mi "płatna" praca:D)
5. jak już będę pracować to w końcu, nareszcie wyprowadzić się do M. - tzn z M. się wyprowadzić od rodziców i zamieszkać we własnym mieszkanku:)
6. jeszcze jak skończę studia to rzucić palenie:)
7. uczyć się nadal z taką intenywności i zapałem hiszpańskiego
8. znaleźć w końcu i się ostatecznie zdecydować na to czego i gdzie będę się dalej uczyć po studiach (choć obecnie na tapecie jest seksuologia i terapia krótkoterminowa)
9. mniej się przejmować głupotami
10. nie dawać się tak łatwo wykorzystywać...


no, trochę pomieszałam postanowienia z planami ale cóż - i jedno i drugie mam zamiar zrealizować w 2006 roku

a więc życzę sobie i Wam zrealizowana planów i postanowień na następny rok:)

p.s. dopiero teraz sobie pomyślałam, że w przeciągu 2 dni, 2 razy robię się starsza...w nowy rok i w moje urodziny...straszne:( nie chce...boję się tego następnego roku, boję się dorosłości, boję się tych wszystkich zmian i tych wszystkich początków...


jakieś słówko?? (6)