Image hosted by

Photobucket.com

Dziś pozwoliłem słońcu, aby wstało wcześniej niż ja
Georg Christoph Lichtenberg


Imię : Dora
Rocznik: prehistoria

Księga Gości


Było kiedyś:
2006
09 08 07
06 05 04
03 02 01
2005
12 11 10
09 08 07


Linki:
Czytam i polecam:
Butch
- homo studentus:P
Dida
- jej najgłębsze zakamarki duszy
Inspiracja
- inspirujący dzień i czas:)
Kacha
- myśli nieukryte
Outsiderka
- crazy outsiders
Pytanie dnia
- kobieta z mózgiem, która nie waha się go używać :)
Snaefridur
- znowu jest z czego bardzo się cieszę:)))

Tu mieszkam, uczę się i żyje:
włocławek
- moje miasto
uniwerek
- edukował
Gdańsk
- jak się edukowałam to tu pomieszkiwałam
CieCiorka
- jak się nie edukowałam to tu się produkowałam
KNPSiP
- Koło Naukowe Psychologii Sądowej i Penitencjarnej - stronka już się zbudowała - zapraszam wszystkich do zapoznania się z nią

Bywam jeszcze tu:
grono
- tłumaczyć nie trzeba
griddlers
- liczbami malowane
wytwory
- lekarz maluje
Anne Geddes
- zdjęcia maluszków:))



Pomagam:
nakarm dziecko
na polskie serducho




Dodaj do ulubionych


Layout by Kattie&Dora
1 października 2005 15.05
Ukulturalniam się sportowo...choć nie, nie nazwałabym tego ukulturalnianiem...po prostu wczoraj byłam na super romantycznej randce:) na imprezie pt. Gala Boksu Zawodowego i Muay thai...(muaythai to jakaś tajska sztuka walki w której dopuszczone jest kopanie a przed nią zawodnicy uprawiają jakieś tańce rytualne) ekstra nie??

ale szczerze mówiąc było całkiem fajnie choć lejących się facetów, półnagich...umięśnionych...oblanych świeżym, męskim potem...z bardzo silnymi ramionami...hmm...zapomniałam co miałam napisać:P aha, że lejących się facetów mam na jakiś czas dość:)

Dopiero na tej gali dotarło do mnie jak bardzo żałosny jest nasz prezydent(miasta, nie kraju:P) - tzn wiedziałam, że facetowi słoma z butów wychodzi i generalnie należy do rodziny burakus pospolitus ale dopiero wczoraj przyglądając mu się zdałam sobie sprawę, że narażałam się na śmieszność publicznie go broniąc...no cóż widocznie jestem bardzo tolerancyjna i duuużo wody musi upłynąć żebym zdała sobie z pewnych rzeczy sprawę. Wczoraj na otwarciu gali czy w okolicach walk o pasy mistrzowskie jak stał na ringu w otoczeniu innych dżentelmenów w gajerkach to pomyślałam sobie, że on jest wycięty z innej bajki...jeszcze dopóki tylko stał między nimi było ok ale jak tylko zobaczył kamery, wyrywał mikrofon prowadzącemu (pan z polsatu zapowiadający walki), darł sie do niego tak jak nasze dzieciaki z obozu, podlatywał do zwyciezcy któremu prasa robiła zdjęcia i wciskał się przed obiektyw jakby to on był najważniejszy...ech, długo by opowiadać...niech o wielkości pana prezydenta świadczy to, że jak tylko pojawia się gdzieś publicznie to go wygwizdują...na szczęście już chyba za rok są wybory...aha, ale żeby nie było - ja na niego nie głosowałam;)

Poza tym uśmiałam się na "występach artystycznych" - przyjechały jakieś 2 zespoły z Grudziądza - dziewczyny z tańcem nowoczesnym i chłopacy z breakdancem (nie wiem czy to razem się pisze). Tzn chłopacy tańczyli bardzo fajnie, szczególnie jeden - takie rzeczy wyprawiał z nogami, że myślałam że ma je gumowe (prawie się nimi zawiązał na supełek)...ale dowiedziałam się, że teraz taniec nowoczesny to po prostu...aerobik. Serio, dziewczyny wychodziły i przy muzyce ćwiczyły układy, które ja miałam na wf-ie - w pewnym momencie nawet ze steperami wyszły...żenada...

Oczywiście jak to zwykle bywa każdy zawodnik z włocławskiego klubu wygrał a w walkach z zawodnikami z innych krajów wygrywali Polacy - ja to nie wiem, ustawione są te walki czy specjalnie słabszych przeciwników dobierają bo przecież poza tą galą to jakoś nie słychac o oszałamiających sukcesach naszych bokserów...

A dziś jedziemy na Zarzeczewo na regaty o Błękitną Wstęgę...tzn my jedziemy na piwo już po dzisiejszych biegach:P

Czyli mam sportowy weekend:P ciekawe tylko co w niedzielę??

p.s. zapomniałam o jednym z sędziów ringowych który wszedł na ring w białej koszuli, eleganckich butach i...w spodniach od dresu z żółtymi paskami po boku:) i bokserze z Ukrainy który był abrdzo chudy i wysoki a wyglądał jak Wally z "gdzie jest Wally" i miał taki styl walki, że wszyscy się zaśmiewali - jak dla mnie to jakby Jaś Fasola miał parodiować walkę bokserską to właśnie w taki sposób by walczył:))

jakieś słówko?? (7)


3 października 2005 16.59
są w życiu momenty kiedy człowiek uświadamia sobie różne rzeczy...ja sobie dziś właśnie uświadomiłam taką rzecz, tak bardzo, że głowa boli mnie tak jakbym oberwała w nią obuchem...w sumie to nie tyle uświadomiłam, co przypomniałam...podczas rozmowy z pewną osobą przypomniało mi się jak bardzo ją kiedyś lubiłam...niestety, teraz żaluję, że dałam się to wciągnąć a teraz za to płacę - nerwami i zdrowiem psychicznym.
nienawidzę momentów kiedy właśnie sobie przypominam, że tego już nie ma, z mojej strony nie ma już sympatii...coś się ciągnie ale tylko dlatego, że mam miękkie serce - mam więc też twardą dupą...

jak to może się zmienić tak diametralnie?? dlaczego człowiek najpierw zachwyca się jakąś osobą, żeby potem, jak już ją lepiej pozna, uciekać gdzie pieprz rośnie (bynajmniej ja powinnam ale nie umiem...na szczęście już niedługo i problem rozwiąże się sam)???
jak można się tak pomylić co niektórych osób?? czy to znaczy, że są świetnymi aktorami i potrafią przez długi czas ukrywać swoje prawdziwe ja?? ale czy to nie jest jakaś odmiana psychopatii?? A może każdy gra?? Każdy przyjmuje jakąs rolę, którą odgrywa?? nie, sama w to nie wierzę...każdy ma kilka ról, ale to wclae nie znaczy, że grając je, nie są sobą...

więc może ja powinnam unikać lepszego, głębszego poznawania ludzi żeby nie narażać się znów na taki "toksyczny związek"??
czemu tak jest, że czasem im lepiej się kogoś zna, tym gorzej??
może niektórzy powinni pozostawać tylko w powierzchownych relacjach??

i nie ma teraz na myśli związku partnerskiego...niestety nie mogę napisać nic więcej...

p.s. i uważam, że poniżanie innych osób nie dodaje nam nic, a wręcz ujmuję...deprecjacja innych nie jest sposobem na podnoszenie własnej wartości...

jakieś słówko?? (8)


4 października 2005 18.14
No to jutro jadę do Gdańska...i od czwartku zaczynam mój ostatni rok w szacownym Uniwesytecie Gdańskim...na szczęście i nieszczęście...ale w ten problem nie będę się zagłębiała - robiłam to już nie raz i zapewne nie raz jeszcze go poruszę:P

Natomiast wizja pierwszego w tym semestrze seminarium mnie przeraża...miałam mieć już tyle zrobione a tu co?? wielkie NIC

tzn teraz to nic jest już trochę mniejsze bo od kilku dni grzebie w internecie i szukam materiałów - i mam jeden spory sukces na swoim koncie ponieważ znalazłam piękne i bjaaardzo mądre słowo, które sprawi, że temat mojej choć się nie zmieni będzie bardziej interesujący i miejmy nadzieę mądrzejszy:P (wiadomo jak to jest, kiedy mówiący używa mądrego słownictwa to słuchający szybciej się zgubi w słuchaniu tego ale przecież za żadne skarby nie przyzna się, że nie rozumie - a taki efekt na obroni pracy magisterskiej jest jak najbardziej wskazany:P)

No więc mam nadzieję, że Rosti (moja promotorka) kiedy po swoim odwiecznym pytaniu "no i co u Pani słychać?", usłyszy, że pomimo iż mam tylko trochę więcej badań niż przed wakacjami i nic więcej ponad stronę tytułową i 2 kartek to moje epokowe odkrycie tak ją zadziwi i zszokuje, że zapomni mnie opieprzyć;p

i takiej wersji wydarzeń się trzymajmy:))

jakieś słówko?? (4)


5 października 2005 09.22
UWAGA!! JAKBYM BYŁA TELEWIZOREM TO MIAŁABYM TERAZ CZERWONE KÓŁKO!!! CZYLI WSTĘP TYLKO DLA PEŁNOLETNICH...albo na własną odpowiedzialność:)


Oj tak...uśmiałam się dziś:) a jeszcze 9 rano nie ma:)
wczoraj szukając materiałów do pracy natknęłam się na Wydawnictwo seryjne, ukazujące się w nieregularnych odstępach czasu pod redakcją Macieja Giertycha. Nie miałam czasu wczoraj tego czytać dokładnie więc zakończyło się to wysłaniem linka Kaśce. Ale dziś zainspirowana jej notką zajrzałam tam...Kaśka poleca fragemt o PRL-u a mnie bardziej zainteresował o antykoncepcji (w końcu za rok wybieram się na seksuologię). Wybrałam kilka co lepszych fragmentów: generalnie Pan Maciej cytuje tu wszystkich kto kiedykolwiek wypowiedział się na zadany temat - niewiele jest od niego samego:

Zygmunt Freud: Charakterystyczną cechą wszystkich perwersji jest nieobecność w nich reprodukcji jako celu. To stanowi kryterium, przy pomocy którego oceniamy perwersyjność danej aktywności płciowej - gdy czyni osiąganie przyjemności celem w oddzieleniu od celu rozrodczego. Tak więc przełomowym momentem w rozwoju życia seksualnego człowieka jest podporządkowanie go celom rozrodczym.

czyli wychodzi na to, że większa część społeczeństwo jest perwersyjna:P

Pojawienie się antykoncepcji w kulturze masowej XX wieku doprowadziło do zaniku czystości przedmałżeńskiej i wierności małżeńskiej, do powszechności ciąży przedmałżeńskich, zabijania dzieci nienarodzonych, chorób wenerycznych, zboczeń, rozwodów, samotnych matek, do niżów demograficznych, do upadku autorytetu rodzicielskiego.

no to jak to w końcu - niż demgraficzny czy powszechność ciąży przedmałżeńskich?? i nie wiem jak to z tymi chorobami - przecież prezerwatywy mają chronić przed nimi a nie jeszcze je wywoływać...

Nie miejmy złudzeń. Szkolna "edukacja seksualna" będzie przede wszystkim promocją antykoncepcji. Zdeprawuje nam dzieci. Trzeba z nią walczyć do upadłego.

czy ktoś kto miał w szkole edukacje seksualną (ja niestety nie zdążyłam się załapać) czuje się zdeprawowany??

a to mój faworyt:))
Po zgonie 90-letniego dr. Herberta Ratnera katolicka prasa amerykańska (The Catholic World Report styczeń, 1998; The Wanderer 1.I.98) przypomniała jego działalność (był prezydentem Katolickiego Stowarzyszernia Medycznego) i jego badania nad reakcjami macicy na nasienie. Nasienie pierwszego mężczyzny "zaszczepia" kobietę, tak, że reaguje uczuleniem na nasienie każdego innego. To uczulenie bywa o różnej intensywności. Bywa powodem bezpłodności czy wręcz "uczulenia na męża". Natomiast nasienie pierwszego mężczyzny działa korzystnie usprawniając macicę ku macierzyństwu oraz chroniąc kobietę przed rakiem piersi. Prezerwatywy pozbawiają kobiety tych pożytków. Sama natura ujawnia korzyści zdrowotne wynikające z czystości, wierności i otwartości na rozrodczość.

chyba nie muszę tego komentować:))

a jeśli ktoś chciałby poczytać wywody na inne tematy Pana Giertycha seniora (np. rozliczyć PRL, reprywatyzacja zaszkodzi Polsce, itd) zapraszam
tutaj...

no i ściągnę od autora: Wszystkich zachęcam do przedruków, do powielania pisma metodą kserograficzną i handlowania nim.

ja oczywiście żartuje....ale On pewnie nie:P

jakieś słówko?? (10)


10 października 2005 12.25
No i tak, pomimo że zaczął się semestr to ja nadal nie wiem na jakie zajęcia będę chodzić - jednych jeszcze nie wiem kiedy bedą a inne nakładają mi się (choć są z tej samej ścieżki) i nie wiem z których zrezygnować...

a tak poza tym to do mikołajek mam w każdą sobotę zajęcia...czasem się zastanawiam czy ja wieczorowo, zaocznie czy jak sutdiuję?? całe moje marne studenckie życie byłam święcie przekonana że na dziennych...ale za dnia to ja zajęć nie mam..:P

no ale koniec narzekania na tematy uniwerku tylko ostatni raz powtórzę: jak ja nie lubię mojego uniwerku

ale, ale in plus ostatniego roku jest fakt iż z większością wykłądowców jesteśmy już na Ty...a z niektórymi ćwiczeniowcami jeszcze w zeszłym roku w jednej ławce siedziałam...taki to jest ten nasz uniwerek:)))

a tak wyglądają zajęcia na 5 roku psychologii w Gdańsku:)



2 całe dni przeleżałam na tej trawie:P tak nas cisną do nauki:))


jakieś słówko?? (7)


12 października 2005 21.23
Ałć...dziś boli...boli świadomość że z moim M. zobaczę się dopiero w przyszłą sobotę i boli (jak na razie chyba bardziej bo z M widziałam się jeszcze dziś:D i pociesza mnie fakt, że już jutro przyjeżdża da mnie Kacha na kilka dni:D) brzuch...a jak na złość zabrakło tabletek w domu a apteki, kioski już pozamykane...a lecieć na drugi koniec Gdańska do jakiejś otwartej nie mam siły...może ktoś pójdzie i mu kupi??
proszę!?
będę ogromnie wdzięczna...
jakieś słówko?? (4)


13 października 2005 10.09
Dzięki wszystkim za chęć do pomocy ulżenia w cierpieniu biednej mi:) dziś jest już lepiej...i tak sobie myślę że z bólem jak z nieszczęściem...żeby docenić szczęście trzeba być przez chwile nieszczęśliwym, żeby docenić chwile bez bólu musi wcześniej poboleć...więc ja właśnie teraz doceniam bezbólowe momenty życia:)

jedyne co mi psuje (na szczęście tylko lekko) humor to brak obchodzenia przez uniwerki Dnia Edukacji Narodowej...no żesz cholera, a studenci to sobie bombki zbijają?? a nauczyciele akademiccy to co?? pikuś?? bardzo egoistycznie żądam dla moich (i nie tylko) wykładowców poszanowania ich dnia...bo jak oni będą szczęśliwi to i my, studenci:) no i oczywiście jak oni będą mieli wolne to i my:)) więc pani/-e ministrze edukacji (nie mam pojęcia kto nim teraz jest - przestało mnie to interesować odkąd pan Belka zabrał mi zniżkę studencką - no dobra nie zabrał a zmniejszył) proszę o przyjęcie mojego postulatu!!


jakieś słówko?? (9)


17 października 2005 10.22
Weekend, weekend i po weekendzie...była Kacha, była wyprawa po sklepach, pubach, była imprezka poobozowa i wyczekane i wytęsknione spotkanie z ludźmi z obozu...niestety liczbowo nie dopisali ale za to jakościowo wspieli się na wyżyny (dzięki Beatka, Iwonka, Latina, Aga, Stasiu i wszysycy którzy byli i wiedzą że im też dziękuje:D)

Były też normalne zajęcia (całe 3 ale zawsze:P), choć normalne to chyba nienajlepsze słowo...u Marcina na środkach psychoaktywnych oczywiście była beka, oczywiście głupie żarty i oczywiście 4 rok skołowany (zresztą jak na każdych zajęciach)jak mają się zwracać do wykładowców skoro my do nich per Ty, oni do nas też a do 4go per pan/-i...
na agresji czułam się jak dziecko nieprzygotowne do zajęć i było mi naprawdę żal Dagmary że musi z nas wszystko wyciągać za uszy i było mi osobiście wstyd, że nie pamiętam tylu rzeczy podstawowych bądź co bądź z mojej ścieżki
ah no i mój faworyt - klient suicydalny z przeokrutnie cmentarną (albo kościelną - podnisła atmosfera, ściszony głos, zakaz wszystkiego oprócz zadumy) atmosferą, zakazem choćby uśmiechnięcia się "bo samobójstwo proszę państwa jest bardzo poważnym problemem i tematem a jeśli Pani jest tak wesoło to do mnie to może Pani zastanowić sie nad zrezygnowaniem z tych zajęć" a cała moja wina polegała na tym, że nie siedziałam z grobową miną tylko z półuśmiechem na twarzy...coś już czuje że pod koniec tych zajęć sama będę się wieszać:P no i ten dzwoneczek do oznajmiania końca czasu na pracę grupową i uciszanie nas jak się wywiąże dyskusja...ech czuję, że będzie ciężko psychicznie bo ja wiem że to nie jest temat wesoły ale bez przesady, nie ma co traktować wszystkiego aż tak serio...odrobinę dystansu do sprawy Pani by się przydało...ale skoro ja to wiem będąc jeszcze studentem to chyba tylko dobrze o mnie świadczy jako o potencjalnym, przyszłym psychologu:)))
amen

p.s. zabieram się za pisanie pracy:)

p.s.2 STO LAT, STO LAT WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO... a to wszystko dla tego bloga bo dziś wpisałam setną notkę:) a myślałam, że po tygodniu mi się znudzi pisanie:) z moim słomianym zapałem byłoby to całkiem normalne, a tu proszę..taka niespodzianka:) jestem z siebie dumna:)

jakieś słówko?? (7)


18 października 2005 12.20
hmmm...od kilku dni zauważyłam wzmożoną aktywność moich snów - śni mi się po kilka snów na noc. Pomijam fakt że ich nie pamiętam rano ale pamiętam, że były. Czyli jakie z tego wnioski??
Mój mózg budzi się do życia po całoletnim śnie:))!!!!!!!! nareszczcie po 4-miesięcznym lenistwie (a już szczególnie psychicznym) zauważam oznaki jego funkcjonowania...już zaczynałam się obawiać, że jednak teoria Lamarcka o zanikaniu nieużywanych narządów jest prawdziwa...
ale ufff...na szczęście nie muszę się martwić (abstrahując od mózgu - o niego jakoś z reguły byłam spokojna:P) o nieużywane przeze mnie w Gdańsku pewne części mojego ciała, nic nie powinno się z nimi stać:P
ale znowu z drugiej strony jakby istniało pewne takie realne zagrożenie, to trzeba by było tutaj (w Gd.) również sobie poużywać, no przecież nie wolno zaniedbywać siebie, prawda??
ok, mam dobry humor i zaczynam już gadki na jeden z moich ulubionych tematów...a tak po prawdzie to kończę go albo jestem w trakcie bo wczoraj miałyśmy ze współlokatorkami babski wieczór i zachowywałyśmy się jak jakieś totalnie wyemancypowane feministki palące staniki i z nieogolonymi pachami i nogami - całe zło tego świata było przez facetów...tylko w temacie seksu traktowałyśmy mężczyzn łagodniej co nie znaczy łagodnie:P_
ale proszę Panów, proszę się nie martwić...wnioski końcowe wysunięte późno w nocy po gorącej dyskusji w trakcie, której notorycznie zasychało w ustach więc trzeba było bardzo często je zwilżać (a dziś, teraz od zwilżania trochę głowa boli:P), były jak najbardziej pozytywne...ustaliłyśmy bardzo zgodnie, że kobiety bez mężczyzn, nawet bez tych nieokrzesanych chamów, byłyby nikim...no i vice versa oczywiście...
dziękuję za uwagę
do widzenia:)
omc mgr Dorota A. U.


p.s. dzięki wszytskim za życzenia:))

jakieś słówko?? (4)


19 października 2005 10.50
Dzisiejszy dzień sponsoruje hasło:

GŁUPAWKA

i to taka maksymalna:) podszyta ogromnym pokładem dobrego humoru...
dziwnie, dziwnie...
myślałam, że spędzając w Gdańsku te kilka dni, które mogłabym spędzić we Włocławku, będę łazić przybita i rozmyślać oraz najprawdopodobniej będę sobię pluła w brodę, że jednak nie wróciłam (zawsze tak było) a tutaj nic takiego się nie dzieje...to znaczy tęsknie, myślę itd ale nie męczę się tu, a wręcz przeciwnie, myślę sobie nawet, że taka rozłąka dobrze nam zrobi i że raz na jakiś czas należy od siebie odpocząć:)

Może w końcu po 4 latach nauczyłam się być sama tutaj...a może nawet troszkę polubiłam Gdańsk?? w sumie lepiej późno niż wcale, nie?? no bo tak naprawdę Trójmiasto nie jest takie złe...choć i tak absolutnie nie zostanę tutaj po studiach...mam chyba bardziej małomiasteczkową duszę, wolę mniejsze, wolniejsze, spokojniejsze miasta...a tak naprawdę to chciałabym mieszkać na wsi gdzieś pod miastem...bez pola, bez upraw tylko kilka drzewek, ogródek kwiatkowy prowadzony dla relaksu, trawka i taras....baja:)


jakieś słówko?? (7)


23 października 2005 16.53
noo, nareszcie w domu...:) po 2 tyg wygnania...:)

i muszę przyznać, że ostatnie 2 dni w Gdańsku nie należały do najłatwiejszych...chodzi mi o uczelnie, a właściwie o zajęcia...w piątek i sobotę miałam pierwszą część zajęć weekendowych...myślałam, sądząc po tytule (trening umiejętności porozumiewania się z dzieckiem doświadczającym przemocy), że zajęcia będą fajne...ale jak zwykle się przemyślałam...w piątek nie usłyszałam nic czego bym już od dawna nie wiedziała (NIC, absolutnie NIC nowego babka nie powiedziała), nagadała i zżymała się na psychologów (ona sama jest pedagogiem), wszystkie przypadki w jej życiu są jej sukcesem no i co mnie rozwaliło na maksa rozdawała co chwila ulotki o kursach organizowanych przez jej firmę..."ten kosztuje 2950zł ale oczywiście Wy jako studenci macie całe 30% zniżki"
no halo...ona chyba przyszła nas czegoś nauczyć (choć to też jak na razie jej się nie udało) a nie szerzyć prywatę...
a w sobotę...w sobotę zamiast oficjalnej prowadzącej, przyszła jej koleżanka, która, a jakże, też rozdawała swoje ulotki, gdzie miała napisane m.in. że ma wszechstronne i dogłębne wykształcenie psychologiczne a pani skończyła pomaturalną szkołę pracowników socjalnych i teraz studiuje filozofię...ech nawet mi się nie chce tego komentować...no ale od niej już w ogóle nawet nie usłyszałam nic o dzieciach doświadczających przemocy...tylko robiła nam bzdurne ćwiczenia z NLP (programowanie neurolingwistycze)...MASAKRA!!! to jest dla mnie gorsze niż tortury...siedzę po 7-8 godzin i się po prostu NUUUUUUUDZĘ...ratunku!!!!
na szczęście jeszcze tylko jeden taki weekend i będę mogła zapomnieć o tym...na szczęście mogę bo poza zarysowanymi przeze mnie z nudów kartek, to ja nic z tych zajęć nie wyniosę...

Boże broń nas przed takimi zaęciami i wykładowcami...amen

jakieś słówko?? (0)


24 października 2005 14.52
ech...ja wiedziałam, że będzie źle jak Kaczor opanuje nasz kraj...ale nie spodziewałam się, że aż tak...ledwo został wybrany i jest jeszcze elektem i mi już od rana:
- wirus zeżarł mi windowsa (choć 2 tyg nie używałam internetu na swoim komputerze...weszłam na stronę kaczyńskiego i masz babo placek...nie, wirusa, przepraszam)
- byłam u lekarza i okazuje się jednak, że muszę brać tabletki, których nie chcę już brać, bo się źle po nich czuję i w ogóle... muszę wstać jutro w nocy jeszcze żeby iść na badania...i usłyszałam, że "dopóki nie wyników badań to nie ma się co martwić" - ja wiem że to pocieszenie miało być ale odniosło skutek całkiem przeciwny...
- jeszcze w piątek mama była w banku dowiedzieć się o możliwość przeniesienia się z oddziału do oddziału i miało być załatwiane od ręki na miejscu a dziś?? kto zgadnie?? a jakże, muszę jechać do oddziału głównego i wystać swoje w kolejce (jakbym dziś się nie dość nastała)
- i jeszcze nie wiem jak to się skończy bo jeszcze trzeciej nie ma

ale nie chce mi się już gadać i marudzić na to co się stało...kto mądry ten wie...ale

MOIM PREZYDENTEM I TAK JEST TUSK!!!


jakieś słówko?? (6)


25 października 2005 17.20
echh...dramatu część druga...
myślałam, że te gorsze dni to tylko epizod ale jak widzę będzie z tego niezły serial...mam tylko nadzieję, że nie będzie się tak ciągnał jak np. Moda na sukces...

dziś od rana byłam na badaniach - no i jak zwykle usłyszałam żart, że za mało pracuję bo mi żył nie widać (hahaha...niektórzy pracują rękoma a inni głową, proszę pani:P) ale nie jak zawsze pani wkłuwała mi się 3 razy - zaczęła od lewej ręki, nie trafiła...przeszła do prawej...i też się nie udało ale powiedzenie "do trzech razy sztuka" tym razem miało odniesienie w życiu. Tak więc wyszłam z zabiegowego z obydwoma rękawami pod pachami i wszyscy lekko dziwnie się na mnie patrzyli.

Potem prosto z badań poszłam do banku przenieść sobie to nieszczęsne konto z Gdańska do Włocławka...miało być na miejscu i od ręki...na miejscu, nie przeczę, było...od ręki w sumie też ale ta ręka była cholernie dłuuuuuga....a wiecie na czym polega przeniesienie konta w PKO BP??? A polega na założeniu nowego konta, z nowym numerem, z nową kartą, z nowym PINem, z nowym dostępem przez internet i ze wszystkim innym nowym oraz zamknięciem starego konta...nie muszę dodawać, że zanim dostanę nową kartę poczekam ok. miesiąca wiec przez ten czas będę miała 2 konta...tylko po co mi aż tyle jak ja czasem zastanawiam się po co mi to jedno jak i tak z reguły jest puste??? :D
A że mam jeszcze tamto konto i tam mam dostęp przez internet nie mogę mieć go tu więc czeka mnie jeszcze jedna nasiadówa w PKO żeby to założyć, kiedy będę tamto likwidowała...no tak bo mam mnóstwo wolnego czasu a moim hobby jest siedzenie w banku...przecież tam jest tak ładnie...:|

No i czeka mnie jeszcze latanie po rektoratach i załatwianie zmiany numera konta do stypendium...a'propos stypendium w PKO była miła pani, która mnie obsługiwała i słysząc odpowiedź, że wpływy na konto będą m.in. ze stypendium naukowego w wysokości 230zł zażartowała sobie, że mało i żebym może postarała się o lepszą średnia...i nie uwierzyła mi jak jej powiedziała, że jestem w najwyższym progu stypendialnym...heh...czemu wszystkich to śmieszy tylko nie naszego dziekana???

A na sam koniec mojego porannego starcia z życiem jakaś starsza pani z komanda moherowych beretów zwróciła mi uwagę, że mój golf, który miałam na sobie, nie jest mi dziś wcale potrzebny bo przecież jest ciepło...a przepraszam bardzo ale co to kogo do ..... obchodzi ??? ale pewnie jakbym miała mini nie zakrywającego tyłka w kolorze (przepraszam za słowo) "oczojebny róż" i przezroczystą bluzkę nikt by mi nic nie powiedział...

już się boję co to będzie jutro jak pojadę od rana do gdańska....chyba wolę tego nie wiedzieć...ale ja i tak wiem, że to wszystko wina kaczyńskiego więc....podziękujmy pięknie Panu...


jakieś słówko?? (3)


27 października 2005 10.05
No dobra, na niebie mojego życia zasnutym ostatnio czarnymi chmurami, powolutku i nieśmiało pojawiają się malutkie rozjaśnienia...nie mogę powiedzieć że już wszystko jest ok bo jak wiadomo jedna jaskółka wiosny nie czyni ale...
wczoraj na szczęście nie stało się nic co mogłabym zaliczyć do rzeczy nieprzyjemnych...rzekłabym nawet, że było kilka miłych jak np. umówienie się i wspólna podróż z Magdą...ech Magda jak zwykle się nie zmienia, jest taka jak w podstawówce i w liceum...i dobrze bo coraz bardziej brakuje mi czasem ludzi tak dziecięco (ale nie infantylnie) nastawionych do pewnych spraw:) spotkania z Magdą zawsze działają na mnie tak jak prysznic z płynem odświeżającym:) no chyba, że spotykamy się na "zaległe" wino - wtedy tak świeżo mi nie jest, szczególnie dnia następnego...:P
Oczywiście zajęcia z Marcinem jak zwykle super...facet jest świetny i gdyby nie to, że ma żonę i ją bardzo kocha to ja chyba zakochałabym się w nim:) i uwielbiam jego przykłady o narkotykach przekładane na seks: "i pamiętajcie, kto raz spróbował seksu, nie może już bez niego żyć...to tak jak z głodem narkotykowym...albo nie, przykład z czekoladą byłby lepszy...ale nie, bo małe dzieci nie powinny jeść czekolady bo jeden jej składnik powoduję zahamowanie wzrostu jąder...który z Was jadł w dzieciństwie czekoladę?? powiedzcie, jak to tam wyglądą?? i jak się sprawują??...no i trzeba było zostać przy seksie bo i tak w końcu do niego wróciliśmy a straciliśmy tylko sporo czasu... po prostu kocham Pana, Panie Szulc:)

no i nie mogę nie wspomnieć o bardzo miłym smsiku wieczorkiem:) a więc był i był milutki:)

ciekawe jak to będzie dziś...czeka mnie wizyta w rektoracie (na szczęście ma się te znajomości i sprawę mam nadzieję załatwić już dziś:P), zajęcia no i akademik:) uwielbiam akademiki ale tylko wtedy kiedy nie muszę w nich mieszkać:))

i miłego dnia życzę wszystkim, niech Wam też słonko wyjdzie bo z tego co widzę, słyszę i czytam każdy ma kiepskie dni...ale bądźmy twardcy a nie miętcy i będzie ok...nie dajmy się kaczorowi!!!

jakieś słówko?? (4)


30 października 2005 09.50
Ja bym chciała się wycofać dziś z tego co pisałam tydzień temu o moich weekendowych zajęciach...tzn nie, nie wycofać zeznania ale je uzupełnić:) a więc wtedy pisałam, że zajęcia są beznadziejne i nudne itd, ale jednak warto jest mówić szczerze o tym co się myśli nawet o zajęciach bo konstruktywna krytyka jest dobrą i skuteczną krytyką - w ten weekend panie wzięły do siebie co mówiliśmy o zajęciach (co jest bardzo in plus dla nich) i zmieniły trochę styl prowadzenia i treści, dopasowały do nas i zajęcia były świetne:)) przez całe 2 dni super się bawiłam, szczególnie w piątek kiedy mieliśmy zajęcia z bajki i metafory, a ja nigdy nie narzekałam na moją wyobraźnię i kreatywność więc było zajebiście (ups, przepraszam, brzydkie słowo...ale chyba już wpisane do słownika więc polszczyzna:P). A w sobotę (do tej pory nie bardzo mogę w to uwierzyć ale naprawdę tak było) też się fajnie bawiłam pomimo tego, że było dużo rysowania a ja rysować nie umiem i nienawidzę od kiedy plastyk z podstawówki wyśmiał kiedyś mój rysunek na forum klasy - takich to mamy pedagogów. I nawet jedna z zabaw tak mi się spodobała, że nawet rysowanie sprawiło mi przyjemność - i właśnie temu się tak dziwię...w życiu nie przypuszczałam, że podczas przymusowego rysowania będę się fajnie bawiła...a jednak, człowiek całe życie się uczy...ale nie zmienia to faktu, że rysować nie będę, choć doceniam wartość diagnostyczną rysunków...
Jeśli resztę moich zajęciowych sobót (czyt. wszystkich sobót do sesji) spędzę w takiej atmosferze jak ostatni weekend to nawet nie będę się wkurzać, że to sobota a ja zamiast w domu to wstaję o 6 żeby jechać na zajęcia:)
słowo harcerza

jakieś słówko?? (5)


31 października 2005 09.38
Boli mnie serce...musiałam zamówić sobie kilka, dokładnie 3 książki...boli mnie nie dlatego, że ze mnie jakaś analfabetka czy wróg publiczny nr 1 wszelkiego czytania...o nie, nie...ksiązki pochłaniam na kilogramy (choć teraz przez studia lekko się opuściłam)...tylko, że...no właśnie, ja je kupiłam bo musiałam a nie dlatego, że chciałam..no i wydałam na nie ponad 100zł, i to tylko po to, żeby potem umieścić je w bibliografii mojej pracy...ech...ciężkie jest życie studenta, szczególnie jak musi pisać pracę odtwórczą i po prostu przepisywać książki...a już szczególnie cięzkie jest jak po wymyśleniu sobie tematu pracy potem okazuje się, że temat ma ukryte gwiazdki (jak w reklamie kredytu JakiegośTam) - a bo nie ma literatury i dwa, z trzech rozdziałów muszę rozciągać jak starą gumę w majtkach żeby tylko napisać więcej niż 4 strony...a bo o kohabitacji nikt jeszcze nie pisał a ja nie mogę sama sobie wymyślać tylko "gruntownie zaprezentować teorię będącą podstawą moich badań"...a bo jakość życia w Polsce dopiero raczkuje więc niewiele osób się na niej zna a jeszcze mniej publikuje, a jak już publikuje to o jakości życia osób chorych...a bo promotorka kazała mi wymyślić algorytm do przeliczania wartości, ja oczywiście "zauhmałam" a potem wyszłam i pomyślałam sobie "fajnie, mogę wymyślić, tylko co to jest do cholery ten algorytm????...a bo brakuje mi osób do badania...a bo wydałam kolejną stówe na ksero testów i materiałów do badań...a bo mam już całej tej pracy dość i chyba wolę już mieć prezydenckie wykształcenie (oczywiście myślę o Kwaśniewskim a nie Wałęsie:P)

chociaż z drugiej strony jakby nie patrzeć moja promotorka bardzo mi pomogła, podpowiedziała mi mnóstwo rzeczy (które ja jednak nie wszystkie pamiętam bo oczywiście po co zapisywać jak można sobie pouhmać???), mam już część badań, jestem chyba najbardziej (a jak nie najbardziej to plasuje się i tak gdzieś w czołówce) posunięta w pisaniu - niektórzy nawet jeszcze tematu sprecyzowanego nie mają, metodologicznie moja praca jest bardzo zaawansowana, zaczyna mi się klarować w głowie wszystko przez co już całkowicie rozumiem problemtykę o której piszę...

no dobra, tak naprawdę nie jest tak źle..:)a to wszystko tylko dlatego, że po prostu już drugi dzień siedzę bez przerwy nad tym no i wydałam jednego dnia ponad 200zł (moich 200zł a nie np. mamy:P) na rzecz pracy...ale generalnie jestem z siebie dumna...tak sobie właśnie myślę teraz:)

jakieś słówko?? (9)