psychotic, neurotic... but symphatic :))
- homo studentus:P
Dida
- jej najgłębsze zakamarki duszy
Inspiracja
- inspirujący dzień i czas:)
Kacha
- myśli nieukryte
Outsiderka - crazy outsiders
Pytanie dnia
- kobieta z
mózgiem, która nie waha się go używać :)
Snaefridur
- znowu jest z czego
bardzo się cieszę:)))
Tu mieszkam, uczę się i żyje:
włocławek - moje miasto
uniwerek - edukował
Gdańsk - jak się edukowałam to tu
pomieszkiwałam
CieCiorka - jak się nie
edukowałam to tu się produkowałam
KNPSiP - Koło Naukowe
Psychologii Sądowej i Penitencjarnej - stronka już się zbudowała - zapraszam wszystkich do zapoznania się z nią
Bywam jeszcze tu:
grono - tłumaczyć nie trzeba
griddlers - liczbami
malowane
wytwory - lekarz maluje
Anne Geddes - zdjęcia
maluszków:))
Pomagam:
nakarm dziecko
na polskie serducho
Dodaj do ulubionych
Layout by Kattie&Dora
1 stycznia 2006 23.32 otworzyłam sobie komputer teraz właśnie, otwieram gg i co widzę?? Kachy opis -
stara dupa będziesz za 53 min....
tak wiem, pisałam już, że w przeciągu 2 dni starzeje się dwa razy i że za kilka minut będzie ten drugi raz...ale nie trzeba mi tego przypominać :)) na szczęście to jeszcze nie ćwiarteczka:))
ale mimo wszystko nie cieszę się na te urodziny...nie wiem czemu ale sie cieszę...stara dupa będzie ze mnie i co z tego?? stara ale jaka atrakcyjna:) inteligentna:) fantastyczna:) no i fajna:)
dopisane: 23:39
no jak najbardziej skromna:)) dzia Kacha za przypomnienie:) jakieś słówko?? (2)
2 stycznia 2006 13.33 DZIŚ SĄ MOJE URODZINY WIĘC WSPOMINAM:)
24 lata temu, zaczęłam się przeciskać przez masakrycznie malutką dziurkę:) Mama była na lekach ułatwiających poród więc o godz. 17 prawie wystrzeliłam w zegar:) no i od samego początku byłam utrapieniem dla rodziców i braci - zawsze, wszędzie i ze wszystkiego ryczałam jak głupia. Połowę życia spędziłam w różnego rodzajach szpitalach i klinikach (a co za tym idzie i moi rodzice) ale wynagradzałam im to moją inteligencją:)
Bardzo wcześniej sama nauczyłam się czytać:) dostałam nawet dyplom "najmłodszego czytelnika biblioteki" i dość szybko przeczytałam wszystkie książki dla dzieci w niej. Potem jak mój 3 lata starszy brat poszedł do podstawówki to czytałam mu na głos wszystkie lektury:) W między czasie wywalili mnie z przedszkola, z 5-latków - do tej pory nikt nie wie czemu a na dodatek dostałam wilczy bilet i w żadnym innym przedszkolu mnie nie przyjeli...:( Potem również sama nauczyłam się rosyjskiego (oj tak...My gawarim pa ruski...w tamtych czasach tylko takie podręczniki do języków obcych można było znaleźć w większości domów...najpopularniejszy język..:D) więc moi rodzice na wszelkich i bardzo licznych imprezach (kiedyś wykorzystywało się wszystkie okazję (nawet brak okazji był okazją) do zrobienia imprezy domowej zakrapianej nielegalnym bimbrem własnej roboty - non stop się chodziło na jakieś imieniny do ciotek, pociotek itd) chwalili się przed innymi mną - a ja zanim zaczęłam recytować wierszyki po rosyjsku albo czytać czytanki musiałam schować się za fotelem pod parapetem i za firanką - taka wstydliwa byłam - nikt nie mógł mnie widzieć podczas występów ani przez jakąs godzinę później:)
Jaka ja stara już jestem (na szczęście jedyne zmarszczki jakie posiadam to mimiczne - od śmiechu:P) w trakcie mojego życia były 2 okresy (a nie, sorki 3 przecież) - PRL, III RP no i teraz IV. A końcówkę PRLu pamiętam dość dobrze i wspominam baaardzo miło - pamiętam jak nie mogłam się doczekać kiedy przestanę czytać "Misia" (czasopismo dla przedszkolaków) a zacznę "Świerszczyka" (tak, tak, od tej gazety wzięły się świerszczki dla dorosłych - i z jednych i z drugich można było wycinać różne rzeczy i wieszać na ścianach:D). Uwielbiałam w Misiu "przygody Gapiszona" - zawsze miały jakiś mądry morał - do tej pory pamiętam wierszyk:
kto ma zwinne ręce,
kto ma dobre serce
ten karmnik dla ptaków
zrobi jak najprędzej była jeszcze jedna zwrotka o jakimś piórku i piosence w podzięce:)
Był też "Płomyk" i "Płomyczek" ale tego nie lubiłam bo to była istna indoktrynacja ZHP a ja należałam do wrogiej organizacji ZHR:) "Świat Młodych" (ta gazeta miała nawet wydanie wtorkowe, czwartkowe i sobotnie - każdy dzień miał inny kolor loga - był zielony, niebieski i czerwony, a każdy kolor oznaczał inną tematykę - było nauka i technika, muzyka i bodajże motoryzacja...a i przyroda ale nie pamiętam w jakim połączeniu) i "Sztandar Młodych" też siał jakieś idee, które mi się nie podobały więc kupowałam ale nie czytałam tego:) Dopiero później pojawiły się Bravo, Bravo Girl, Popcorn, Dziewczyna...jaki to był szał...gazety kolorowe, na świecącym papierze a nie na zwykłym szarym...
Z mojego dzisiejszego wpisu zrobi się pean na cześć PRLu ale cóż - na ten okres przypadło moje dzieciństwo, które wspominam fantastycznie - mi osobiście więc (z perspektywy dziecka) PRL się podobał:)) uwielbiałam te kolejki, zawsze chciałam chodzić z rodziacami i stać w nich - pamiętam jak staliśmy 3 czy 4 dni za pralką:)czułam się wtedy taka dorosła...:)
uwielbiałam wyprawy do pewexu, pochody pierwszomajowe, kochałam chodzić z tatą na niedzielne "poranki" kinowe gdzie puszczali bajki dla dzieci...no i uwielbiałam jedyny program dla dzieci w TVP1 (choć wtedy w ogóle mógłby on się nazywać Jedyny Program Telewizji Nie tylko Polskiej ale i każdej) - dobranocki, w szczególności jeszcze czarno-białe (ominięcie jakiejś w ferworze zabawy na dworzu albo odwołanie wieczorynki z powodów jakiejś debaty politycznej czy retransmisji sportowej było ogromną tragedią). Wszystkie bajki kochałam - Misia Uszatka, Bolka i Lolka, Koziołka Matołka poszukująego wiecznie Pacanowa, Krecika, Wilka i Zająca, Żwirka i Muchomora, Kota Filemona, Zaczarowany Ołówek, Pomysłowy Dobromir, Pszczółkę Maję, Reksia, Rumcajsa, Plastusiowy Pamiętnik, Misia Coralgola, potem Muminki. Pamiętam jaką radość sprawiło nam dodanie kolejnego bloku dla dzieci w TV - codziennie o 16.15 zaczynał się i tam były bajki i Pankracy, Jacek i Agatka, i pierwsza zachodnia bajka - pies Huckelberry....mhmmm...miodzio:)
faaajnie wtedy było...nie mieliśmy tych wszystkich rzeczy, które są teraz ale przez to bardziej byliśmy ze sobą - nie mieliśmy tylu zabawek więc zabawy wymyślało się samemu cała gromadą...nikt nie siedział w domu przed komputerem (bo ich nie było) czy telewizorem (bo nie było co oglądać) wszyscy byliśmy na dworzu i się bawiliśmy...:) grało się w gumę, różne gry ze skakanką były, z piłką było mnóstwo...różne odmiany zabaw w ganianiego, chowanego, podchody...
dzieci teraz są odciążone od wymyślania różnych rzeczy - wszystko mają gotowe...szkoda...
właśnie mi się jeszcze przypomniała premiera pierwszego szamponu - "Familijny" się nazywał (do tej pory zresztą jest) w takiej niebieskiej butelce, która później świetna była na śmingusa-dyngusa - idealna do lania się wodą:) albo jak pasta do zębów i krem nivea były w prawie identycznych tubkach - ile razy przez pomyłkę kremem się zęby myło albo pastą kremowało...:)
albo jak co któryś dzień wyłączali prąd w całym mieście na kilka godzin (ze względów oszczędnościowych:P)- siedziało się wtedy przy świecach i lekcje robiło...nie było to jakoś bolesne bo była bardzo mało sprzętów na prąd...a był wtedy jakiś klimat, bawiło się wtedy z rodzicami w najróżniejsze rzeczy...potem dzieci szły spać a rodzice robili najróżniejsze rzeczy sami i nie było problemu z ujemnym przyrostem naturalnym:)))wręcz przeciwnie - klasy szkolne liczyły po 40 dzieci i było po 8-9 klas rónorzędnych w każdym roczniku:)
ech...szkoda że to minęło...no ale niestety, taka kolej rzeczy...wszystkiego najlepszego życzę sobie;)
jakieś słówko?? (16)
4 stycznia 2006 14.30 mhmmm....pyszna kawa....chcialoby się rzec...ALE SIĘ NIE POWIE!!!!!
Po prostu az sie boje dzisiejszego dnia...
Najpierw obudzilam się o 4 rano i nie moglam zasnąć. Kiedy nareszcie nadszla okolica mojego wstania (mialam pociag o 8 rano) pomyslalam sobie z rozkoszą, że wstanę 15 min wcześniej przed budzikiem i będę mogla sobie spokojnie pozwolić na celebrację godną KPK (palacze wiedzą o co chodzi a dla niewtajemniczonych wyjaśniam że jest to Kawa Papieros Kupa:D) Podniesiona tą myślą, zwloklam się z lóżka o obralam kurs "siku" a tu telefon. Po dzwonku poznalam ze to mój M. więc zaczelam przeszukiwać w glowie wszystkie znane mi choroby psychiczne (a nie chwalac sie pewnie znam wiekszosc:P) ktore mialyby objaw dzwonienia o godzinie kiedy ma sie jeszcze min pól godziny spania...Ale dochodząc do chorób na litere "s" zdalam sobie sprawe ze to byl tylko sygnal, spojrzalam na zegarek i...o żesz kurwa jego mać!!!!! (wyrwalo mi sie po cichutku az mama sie zerwala na równe nogi pomyslilam godziny!!!!!!! Jest 7.32, a ten zygnal oznaczal ze M jest juz na dole i czeka na mnie zeby mnie odwiezc na dworzec, ja mam budzik nastawiony na 7.45 a pociag mam o 7.59 o żesz kurwa jego mać!!!!!!!
Jak latwo sie domyslec - o KPK mowy nie bylo, o niczym poza umyciem zębów i ubraniem sie nie bylo mowy...ale na pociag zdarzylam:) więc niech mi tu żaden facet nie mówi że baba potrzebuje min godziny na wyjście z domu - jam jest baba i zajęlo mi to cale 5 min:)
A w pociągu, bite 4 godziny marzylam o kawie, wyobrazalam ja sobie na wszelkie sposoby, mialam filmy ze scenami jak z komedii romantycznych z nia i mna w roli glownej, mialam nawet prawie ze fntazje erotyczne z nia...plaza, lezak, kupa przystojniaków a dla mnie liczy sie tylko ona...
No ale oczywiście jak dzien sie zaczal tak sie toczy....wchodze do domu, wlaczam wode, otwieram puszke z kawa a tam...??? wiatr hula i gwizdze tak pusto...bardziej pusto niż w glowach "laleczkowatych dziewczynek"... o żesz kurwa jego mać
a w drodze do domu z dworca bylam w 3 sklepach i w kazdym usmiechalam sie do kawy myslać "zaraz bedziemy razem...Ty i ja...ty we mnie...oooo jak super..."
W akcie desperacji więc zgarnelam puszki dziewczyn a tam?? jeszcze bardziej pusto niz w mojej (czyzby Zyta przypuscila atak na nasza kawe??)
Jak na razie kryzys zażegnany...kawa w kubku...i chciaoby się powiedzieć "jak dobrze że Biedronka jest blisko"...ale nie powiem:) bylam w Grazynie:P
a dzisiejszy dzien sponsoruje haslo: o żesz kurwa jego mać!!!! a ja wnoszę o zmianę sponsora:) jakieś słówko?? (19)
6 stycznia 2006 19.02 no to proszę państwa...kolejna 5 zagnieździła się w moim indeksiku:) a jak:) na koniec studiów kujon się ze mnie zrobił:))
a teraz jak ktoś, gdzieś, kiedyś będzie chciał popełnić samobójstwo - zapraszam do mnie:) z pracą z klientem suicydalnym jest bardzo dobrze:)
i mam postępy w przygotowywaniu się do obrony - skserowałam sobie pytania na nią...kestem już o krok bliżej końca...i się (nie)cieszę...interpretujcie to jak chcecie... jakieś słówko?? (5)
8 stycznia 2006 12.33 ech....dość mam...jak można być miłym jak potem włażą człowiekowi na głowę i marudzą, marudzą i marudzą...??
Byliśmy od wczoraj u MatkiDzieciaSwego (no i ojca, i dziecia tego)...i dziś rano ojciec z chrzestnym umknęli z rana do swoich ukochanych zabaweczek (czyt. samochodów) i zostawili nas same. Ja jako NajlepszaZWszystkichCioć zawsze lubiłam bawić Amelkę ale nie chcąc pokazywać, że wiem i umiem więcej niż na to wygląda, nie ujawniałam się z moimi zdolnościami niańkowymi zbytnio (w końcu brat mój nr 1. nie jedno dziecko - tylko dwoje:P - zaprosił na ten świat i NajlepszaZWszystkichCioć się wprawiała, szczególnie w takie małe dziecie, od 1,5 roku). Ale dziś jako że MatkaDzieciaSwego szła do szkoły, a jak matki wiedzą zmiana wizerunku z matki na uczennicę chwilę zajmuje więc podczas bawienia małej kobietki przebrałam ją, przewinęłam i nawet prawie uśpiłam. Kiedy MatkaDzieciaSwego wyszła z łazienki, a zbiegło się to z powrotem ojców (OjcaWłaściwego i OjcaChrzestnego) i zobaczyła co się dzieje, zaczęło się...najpierw oberwało mi się za udawanie, że się na dzieciach nie znam, nic nie umiem i tylko pogadać do nich mogę, a potem litania:
- że do twarzy mi z dzieckiem (puk-puk!! dziecko ma się do wychowania a nie do twarzy)
- że jakbym miała to by się razem bawiły (tyle, że zanim bym miała dziecko w wieku odpowiednim do zabawy, to ono nie będzie już atrakcyjne dla prawie-już-dorosłej wtedy Amelki)
- że wszystko bym miała do dziecka - łóżeczko, fotelik, nosidełko, bujaczkę, ciuszki, wanienke, itd, itd
- że już pora (no żesz cholera że ktoś skończył lat ileśtam to nie znaczy musi mieć dziecko - to nie jest analogiczna sytuacja do dowodu osobistego 18lat masz i to jego musisz mieć)
- i tych że było jeszcze całe mnóstwo...
i teraz żałuje - trzeba nadal było pozostać BojącąSięDotykaćMalutkichDzieciNajlepsząZWszystkichCioć...a mi się pomagać zachciało...i teraz jak już wleźli mi na głowę to z niej nie zejdą...
help!
.
.
.
please!?
jakieś słówko?? (2)
9 stycznia 2006 10.03 Ona: KOZIOROŻEC
On: BLIŹNIĘTA
"Dwie skrajności. Te dwie osoby nie mają sobie nic do powiedzenia. Poza ewentualna współpracą na gruncie zawodowym nie rozumieją się w żadnym innym aspekcie życia. Powodem tego są zbyt rozbieżne temperamenty i usposobienia.(...)
Prawdopodobnie sami, dojdziecie to wniosku, że nie pasujecie zupełnie do siebie. I będzie to właściwa konkluzja. Podziękujcie sobie wzajemnie i rozglądnijcie się za bardziej właściwym partnerem."
Czyżbym po raz kolejny była wyjątkiem potwierdzającym regułę??
a poza tym to ja sobie wypraszam - pierwsze co wstaje rano, na poczcie mam zaproszenie od horoskopu onetowskiego do zajrzenia. Więc jako dobra i naiwna bardzo dusza wchodzę tam i co??
na dzień dobry obrażają mnie, M., nasz związek...o nie, co to, to nie!!!
Chyba że my tacy durni, że po 4,5 roku jeszcze "nie doszliśmy do wniosku że nie pasujemy zupełnie do siebie"...??
eh...napiszę to po raz kolejny ale NIE LUBIĘ HOROSKOPÓW!!! kiedyś mnie tylko śmieszyły, a teraz - irytują...
choć na 2006 rok pisany jest jakby akurat pode mnie...ale to czysty przypadek:)
jakieś słówko?? (6)
10 stycznia 2006 16.59 Tak, ja wiem...Was może to nie interesować ale...ja i tak to napiszę:) w końcu to mój blog:)) zresztą nigdy nie przegapię okazji do piania z zachwytu nad moim ulubieńcem - Zygim Freudem:)
Przygotowuje się obecnie do zaliczenia ze środków psychoaktywnych i tam są m.in. różne teorie uzależnień - w tym właśnie Zygiego, który uważa tak:
"(...)uzależnienie jest w substytutem aktu seksualnego i ma związek z masturbacją, gdyż w istocie masturbacja jest najstarszym z uzależnień (uzależnieniem pierwotnym)(...) Uzależnienia od narkotyków (a także nikotyny, alkoholu a nawet hazardu - więc zapewne w obecnych czasach i od internetu, komórki - służą pośrednio lub bezpośrednio jako substytut barku satysfakcji seksualnej i dopóki narmalne życie seksualne nie zostanie ponownie podjęte, pacjent będzie powracał do nałogu(...)
Dzieci z rysami oralnymi (czyli fiksacją w fazie oralnej - po polsku - trudności w jednej z faz rozwoju w dzieciństwie) gdy dorosną będą miały skłonność do "perwersyjnego całowania" lub jeśli będą dotyczyć mężczyzn, będą mieli silny motyw do picia i palenia(...)
Miłośnicy alkoholu (i innych używek) unikają seksualności zastępując ją alkoholem, który nieświadomie reprezentuje nasienie ojca jako źródła siły. Sprawność w piciu jest utożsamiana ze sprawnością seksualną i zastępuje ją.(to zdanie jest następcy Freuda K. Abrahama, ale dokładnie w jego klimacie:) i ostatnie już pana Rado:
"orgazm farmakogeniczny" po zażyciu narkotyków trwa znacznie dłużej i intensywniej niż orgazm genitalny i ma znaczną przewagę nad normalnymi doznaniami seksualnymi"
hmm..."głodnemu chleb na myśli" tu idealnie pasuje:) nie wiem czy wiecie ale Freud zaczął wymyślać te wszystkie swoje seksualne teorie dopiero po tym jak stwierdzili z żoną, że nie stać ich na więcej dzieci i zrezygnowali z seksu w ogóle (niestety kiedyś była to najskuteczniejsza metoda - w sumie teraz zreszta też:P)
Tak więc z wpisu moejgo dzisiejszego wyłania się wniosek jeden -
"uprawiajcie ludzie seks (byle rozsądnie) bo Wam też się w główkach namiesza:)"
p.s. a wiecie że Freud był wielkim zwolennikiem kokainy?? napisał na jej temat nawet piosenkę w której ją wychwalał?? tyle, że wtedy kokaina nie była jeszcze uznawana za narkotyk...zresztą każdy narkotyk nie był kiedyś narkotykiem. Zastanawiam się co, za kilka lat (a czego używamy dziś na codzień) będzie wciągnięte na listę uzależniających środków psychoaktywnych...może witamina c, albo ptasie mleczko?? jak myślicie??
jakieś słówko?? (5)
12 stycznia 2006 17.13 Jak myślicie, czy piątek trzynastego może zacząć się już w czwartek dwunastego?? czy jak wyrobię normę nieszczęść, pecha i tego typu bzdetów dziś, to czy jutro będzie spokój czy tym bardziej jutro nie powinnam nosa spod kołdry wychylać??
ale po kolei -
najpierw wstając rano walnęłam się centralnie głową w półkę (mieszkam w tym pokoju ileś tam lat i nigdy, przenigdy nie dokonałam tego - zważywszy, że ta półka nie jest w trajektorni mojej podnoszącej się głowy.
Potem była akcja depilacja - i kiedy byłam w połowie drugiej nogi wysiadł mi depilator więc teraz tył mojej lewej nogi może robić za sarnią nogę...
Następnie wychodząc z domu, idąc potulnie na przystanek w celu doejchania na zajęcia (nad którymi zastanawiałam się pół dnia czy aby sobie ich nie odpuścić - i teraz wiem, że trzeba było) stanęłam na światłach i czekałam na zielone kiedy stanela koło mnie pani typu - moherowy beret i zaczęła mi utyskiwać na mnie, że "taka młoda a tak marnuje sobie życie, że papieros...itp" gadki "dobrych babć" więc jeszcze bardzo spokojnie i delikatnie powiedziałam pani, że ja jej nie prosiłam wcale o układanie mi życia więc niech przestanie. Na to ona, że potem choroby na starość, że zdrowym ludziom potem kolejkę u lekarza palacze zajmują (swoją drogą jak są zdrowi to po co chodzą do lekarza??)i że tak sobie zdrowie psuć lepiej jakbym sobie pobiegałą etc. Więc jej powiedziałam (nadal kulturalnie) że nie jest moja mamą ani babcią ani nikim innym więc niech się nie miesza w moje życie, jestem dorosła i już nikt nie musi mówić mi jak mam żyć i co robić a czego nie. Więc ona wyciągnęła argument estetyczny, że tak to paskudnie wygląda...więc tym razem poradziłam jej niech sobie poogląda przejeżdżające samochody bo ja nie karze jej patrzeć na mnie i że wręcz sobie tego nie życzę a ta a piać to samo - więc jej powiedziałam (ale już straciłam cierpliwość) niech się wpierd...w życie innych a nie moje i niech upierze kurtkę bo ma całą brudną i też jak na nią patrze to mi się niedobrze robi...pani się zapufała tylko i odpuściła.
Kiedy już dojechałam do celu, spotkałam koleżankę na przystanku i razem udałyśmy się w kierunku uczelni. Zeby do nas dojść trzeba przejść przez kładkę gdzie z jednej jej strony, kilka metrów (4 może 5)niżej płynie płyciutka rzeczka a z drugiej strony wpływa do takiego stawiku. No i idąć tak już tą kładką, kątem oka zobaczyłam jak coś czerwonego leci w dół po stronie rzeczki - powiedziałam do koleżanki, że chyba ktoś tam spadł a ona się zaczęła nabijać, że po zajęciach z samobójcy jesteśmy spaczone. Ale kiedy podeszłyśmy już tam zobaczyłyśmy że pod górkę wchodzi facet cały mokry i zalany krwią. Więc podleciałyśmy do niego i spytałyśmy się czy m ożemy pomóc. W między czasie zadzwoniłyśmy po pogotowie (gdzie pani się spytała o dane ofiary!!!!!). Poprosiłam pana żeby zdjął kurtkę bo dostanie zapalenia płuc, siadł sobie i się oparł, żeby nie zemdlał bo mu dużo krwi upływa no co pan mi powiedział, że jego życie już nie obchodzi...no i zonk...a on zaczął nam uciekać - w sensie poszedł sobie...poleciałyśmy za nim i chciałam mu dać chusteczki i namawiałyśmy go żeby poszedł z nami do budynku i tam sobie siądzie i nie zmarznie...po jeszcze jednej próbie ucieczki stwierdziłyśmy że nie będziemy go prosić tylko będziemy bardziej dyrektywne (jednak zajęcia na coś się przydały bo od razu oceniłyśmy go jako immobilnego)i po prostu zaprowadziłyśmy go to dziekanatu. Czekaliśmy ok 15 min na karetkę jak przyjechała to pan nam dał po cukierku (i w budynku już przestał powtarzać, że nie zależy mu na życiu - chyba coś zrozumiał.
Przy całej tej akcji zachowałyśmy obydwie zimną krew i nie spanikowałyśmy ale ja potem jak już wyszłam z zajęć wszystko wróciło i stwierdziłam, że pojadę do akademika i napije się piwka. I jak wsiadłam w tramwaj to co on zrobił?? no jasne - zepsuł się...
a kiedy już dojechałam poszłam do sklepu po piwo ale oczywiście w sklepie wyleciała mi jedna butelka z ręki no i czemu by nie?? oczywiście się stłukła...wzięłam w puszkach, przyszłam a teraz siedzę i boję się co będzie dalej...jak się nie odezwe już tzn, że albo wpadłam pod tramwaj albo coś w stylu mi sie stało...oby nie...trzymajcie kciuki... jakieś słówko?? (5)
15 stycznia 2006 20.39 no cóż...żyje...ale co to jest za życie?? dowiedziałam się właśnie, że przez najbliższe najprawdopodobniej 2 lata i najprawdopodobniej bezpłatnie (albo płatnie z mojej strony) będę musiała odbyć staż, żeby móc się nazwać psychologiem...no i już nam zapowiedzieli, że mamy zapomnieć nawet o tym żeby wystarczyło miejsc stażowych dla wszystkich... jak na razie po studiach będę musiała się przedstawiać mgr. psychologii bez prawa wykonywania zawodu...
Zajebiście, zawsze marzyłam żeby do 26 roku życia być na utrzymaniu rodziców...
Czuję się strasznie oszukana (zresztą jak wzyscy moi znajomi) że na pół roku przed końcem wykręcają nam taki numer...a to wszystko przez Kaczyńskiego - nie wiem czemu ale tak jest:)
czy ktoś przyjmie mnie na staż a do tego płatny?? plizz...będę dobrze pracować... oferty proszę kierować tu
p.s.
a jestem jedną z matek TEJ strony:)
jakieś słówko?? (6)
16 stycznia 2006 13.01 w związku z tym co pisałam wczoraj...
dziś moje rozżalenie sięga zenitu - tzn mam nadzieję, że to już zenit i totalne dno od którego będę mogła jakoś się odbić...jak nie to zgnije tam...w tym momencie to już mi się nic nie chce, odechciało mi się wszystkiego...
a najgorsze to jest to, że wielcy państwo psychoterapueci zrobili coś, czego całe studia uczyli nas, że ta zasada MUSI być na pierwszym miejscu w kontakcie z drugim człowiekiem -
nigdy, nikomu nie podcinaj skrzydeł
a ja teraz czuję się jakby ktoś na wysokości 10 tyś metrów nad ziemią bez ostrzeżenia nie tylko podciął, ale całkiem i to z chirurgiczną precyzją i perfidią te skrzydła mi odrąbał, a ja właśnie spadam na łeb na szyje, jak bezwładna kukła, która nie może nic zrobić i dobrze wiem, że jeśli będę miała dużo szczęścia to upadek będzie tylko bardzo bolesny i kosztowny, ale jeśli szczęścia mi zabraknie (a to jest bardziej prawdopodobne) to po prostu się na tym dnie rostrzaskam na drobniutkie kawałeczki w wyniku czego czeka mnie śmierć moich planów, marzeń, celów...
łzy bezwolnie zalewają moje oczy a moje samopoczucie potęguje tylko jedno wielkie uczucie beznadzieji i bezsilności - to jedyne co teraz czuje - stwierdziłam, że nie ma co się złościć bo co to mi da?? moja złość na pewno nie byłaby konstruktywna, nie w tym przypadku.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że posypały się nie tylko moje plany zawodowe ale także i prywatne - miałam mieć wszystko od wakacji a nie będę miała nic...wiecie jak to boli??
ale nie napiszę, że mam dość psychologii, o nie...choć był moment, że tak pomyślałam...ale to nie jest wina nauki..to wina popieprzonych ludzi, którzy pragną z kolejnej profesji zrobić niedostępną dla maluczkich kastę...bo może ja się nie czuję mała, ale oni właśnie tak mnie widzą i traktują...i na razie właśnie to się liczy...
nie, nie wyrzeknę się psychologii, w końcu to jest moje marzenie odkąd pamiętam...już raz bym się poddała ale dzięki mamie tak się nie stało...drugi raz nie dopuszczę do tego. Teraz jakbym zrezygnowała to byłoby pójście na łatwiznę ale uczyli nas (na szczęście nie kastowicze), że takie wyjście nie jest żadnym wyjściem...
najbardziej mnie boli też to, że przez to wszystko ucierpiały nie tylko moje plany ale wielu ludzi naokoło mnie - moich rodziców, M., jego rodziców i innych bliższych czy dalszych mi osób...ciekawe czy M. będzie czekał na mnie kolejne 2 lata?? czeka już prawie 5 i myśleliśmy, że to już koniec, zaplanowaliśmy już sobie wszystko - od koloru ścian przez wszystkie elementy wystroju po ustalenie kto gotuje, kto zmywa, kto pierze...a teraz plany powróciły do etapu marzeń...znów...
przepraszam czy możecie przestać kopać mnie w twarz??????
jakieś słówko?? (5)
19 stycznia 2006 10.02 Na początku przede wszystkim dziękuje Wam za słowa otuchy i pocieszenia...teraz stwierdziłam, że nie ma sensu się przejmować bo co ma być to i tak będzie, więc to, że ja się na pół roku wcześniej się zamartwiam, nic nie zmienia poza moim zdrowiem psychicznym...zresztą obserwując co się teraz dzieje w rządzie to na pewno nie będą sobie głowy zawracać jakimiś rozporządzeniami na temat psychologów - przecież PiSowi wszystko się wali, będą wydawać kolejne miliony na kampanie majową i nikt nie pomyśli nawet o nas biednych żuczkach:) więc wtedy nikt zapewne nie będzie mnie zmuszał do darmowego stażu...i tej wersji się trzymajmy:))
choć teraz psuje mi humor wizja musu wyjścia z cieplusiego domku na ten mróz...w niedzielę jak będzie -20 stopni to ja się z łóżka nie ruszam...o nieee...:)
p.s. Babciom i Dziadkom wszystkim życzę 150 lat - bo 100 może być już bardzo blisko:)
jakieś słówko?? (3)
21 stycznia 2006 12.46 fuuu jaki miałam dziś okropny sen...śniło mi się że dostałam bóli porodowych, pojechałam do szpitala a na porodóce przypomniało mi się że będę miała pięcioraczki...makabra...a cały sen polegał na tym że te dzieci rodziłam...i po nim stwierdzam, że nie chce rodzić nawet jednego...:) nie to nie dla mnie...
a tak poza tym to ja mam już 3 tyg wolnego:)) tylko w połowie jedno małe kółko...ale co to jest podług 23 dni wolnego??? tylko lekki odpoczynek od odpoczynku:))
tylko niech tak zimno nie będzie bo teraz to nawet nie mam ochoty nosa na dwór wytykać - za bardzo go lubię żeby skazywać na odmrożenia:)
powodzenia na sesjach i zaliczniach semestralnych dla wszystkich :) jakieś słówko?? (3)
23 stycznia 2006 18.15 Leniwy dzień...nawet bardzo...jest późne popołudnie a ja jeszcze nawet się nie ubrałam...tzn założyłam dresy...ale pogoda za oknem sprzyja lenistwu - jest tak zimno i niefajnie, że nawet nie chce mi się nigdzie wychodzić...na szczęście nie muszę:) mogę sie polenić w domu:) poza tym dzisiejszy dzień miałam urozmaicony dużym nerwem, małą kłótnią z mamą więc nie jest tak jednostajnie...co wcale nie znaczy, że sie cieszę, że się pokłóciłam z mamą...tak sobie tylko myślę, że bardzo fajnie by było jakby prawdziwe było stwierdzenie, że z rodzicami najlepiej się dogaduje kiedy się już od nich wyprowadzi:) w sumie po trosze to się sprawdza...jak przyjeżdżam tylko na weekendy to jest ok...eee tam nawet pisać mi się nie chce dziś...
ogłaszam dziś dzień wielkiego lenia...tego z kanapy:) kto się piszę???:)
jakieś słówko?? (3)
24 stycznia 2006 10.21 No nie, no dobra...dziś muszę wyjść...ile można w domu siedzieć?? lenistwo jest fajne ale jak za długo trwa to człowiek gnije a jak gnije to śmierdzi:) a ja nie chce śmierdzieć:)) zreszta jak widać dostaję już głupawki więc jedynym lekarstwem na nią jest wyjście...poza tym muszę iść do biblioteki, do jednego sklepu na drugim końcu miasta zorientować się w ich ofercie talerzowej (poszukuje kompletu dla 6 osób, ładnych, kwadratowych, TANICH, bez filiżanek (albo z dużymi a nie takimi naparsteczkami, że nawet łyka porządnego się z nich nie zrobi:P))no i właśnie sprzeczam się z Kachą, że po nią na dworzec wyjdę, czego ona nie chce bo szkoda jej mojego zdrowia:)
mhmm...chciałam jeszcze coś napisać ale zapomniałam...a chyba miało być mądre...o ile w ogóle coś, kiedyś było tu mądre...:P
jakieś słówko?? (1)
25 stycznia 2006 09.38 Miałam wczoraj arktyczną wyprawę (na szczęście bez psów i zaprzęgów:) do banku mojego którego tak bardzo nie lubię (mamie wciągnęło kartę moją (w najdalszym oddziale w mieście i miałam się zgłościć po 17 po odbiór więc brnęłam przez śniegi a tam?? proszę przyjść jutro po 15..no żesz cholera - nie mogli od razu powiedzieć przyjdź babo jutro!!!???)
a potem z rodzicielką moją pojechałyśmy do sklepu z talerzami, szkłem itp. Zasłyszałam od koleżanki, że tam duży wybór i tanio więc przedarłyśmy się przez Grenlandie tam...a tam???
No fakt, wybór, że hej...ale te ceny!!! O Matko Przenajświętsza!!! a najgorsze jest to, że moja mama, która zawsze wstyd mi przynosiła nie umiejąc się zachować w sklepie tylko zawsze dość głośno i ostentacyjnie mówiła "ale to drogie..." albo "ale to nieładne..." przez co skazywała nas na bazyliszkowy wzrok sprzedawców, wczoraj czuła się jak ryba w wodzie... kiedy podeszła do nas sprzedawczyni, a my stanęłyśmy przy komplecie obiadowym za 2200zł (tak, tak dobrze widziecie - DWA TYDIĄCE DWIEŚCIE ZŁOTYCH!!!) mama spytała się o jakieś tańsze usłyszałyśmy odpowiedź tutaj zestaw nr.6 kosztuje 450zł, nr. 12 634zł... aaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!! ja mam kupować skorupy za tyle??? przecież ja po każdym stłuczonym elemencie płakałabym chyba ze 3 dni minimium...a matula ma kazała wybierać, który mi się podoba (w podtekście który ma mi kupić) zaczęłam się bronić tekstem chodź już bo nam autobus ucieknie i będziemy marznęły. Na początku działało bo mama zaczęła się badzo powoli aczkolwiek ciągle do przodu kierować do wyjścia aż tu nagle się zreflektowała i ale przecież my nie wiem o której mamy autobus... no i ja w tym momencie umarłam i się poddałam...
na szczęście umiem jeszcze myśleć dość sprawnie więc zabrałam mamę do hipermarketu (i co by o nich nie mówić ja się cieszę, że coś takowego powstało - przynajmniej nie jestem skazana na talerze za ileśset złotych:))
no i kupiliśmy sobie (tzn wybraliśmy, zapłaciła mama) piękne, kwadratowe talerze za niewielki procent ceny tamtego sklepu i się cieszymy jak dzieci:) a talerze są piękne:)) pomimo tego, że mają różowy motyw:) i co z tego??? SĄ NAJPIEKNIEJSZE BO NASZE!!!
ave...:)
jakieś słówko?? (6)
30 stycznia 2006 10.32 hmm...dawno mnie tu nie było...oj dawno...ale ostatnio mam tyle rzeczy na głowie...piszę pracę - w końcu obiecałam mojej promotorce, że po feriach oddam jej 2 rozdziały - uczę się na KołoNibyEgzamin, który mam już w środę no i oczywiście przede wszystkim - w związku z tym nie wiem co będzie z moim zaliczeniem, ale co tam:P - żyjemy z M. urządzaniem naszego mieszkanka...czasem sami się z siebie śmiejemy bo wprowadzimy się tam najwcześniej w październiku/listopadzie, a tak najpewniej od grudnia, ale to nie przeszkadza nam już wszystkiego planować i kupować po trochu. Stwierdziliśmy, że lepiej teraz kupować to, co chcemy i co nam się podoba, a nie potem wszystko na raz, więc i zapewne jak najtaniej, co wcale nie znaczy że najlepiej i tak jak chcemy...
tak więc mamy już zaplanowane obydwa pokoje, wiemy jakie i gdzie kupimy meble, kanapę i fotele, ławę, dywan, itd... inna sprawa, że najbardziej przeraża mnie cena tego wszystkiego, a naprawdę nie szalejemy i nie wybieramy nie wiadomo jak drogich rzeczy... ale niestety - wszystko musimy kupić... mamy tylko meble w kuchni...na szczęście pralkę i lodówkę kupią nam nasi rodzice więc chociaż tyle zaoszczędzimy:) no i jeszcze dobrze zaopatrzeni jesteśmy we wszelki sprzęt rtv:) ufff...
tak więc jak widać, jesteśmy ostatnio bardzo monotematyczni - gadamy tylko o tym, bawimy się programami do tworzenia trójwymiarowych projektów wystroju wnętrz, jeździmy po sklepach, oglądamy, wypytujemy się... i tak w kółko... ciągle i ciągle...
na szczęście podobają nam się mniej więcej takie same rzeczy i mamy podobną wizję więc nie kłócimy się o szczegóły ani tym bardziej o duże rzeczy... oczywiście umiejętność wypracowywania kompromisu też się przydaje - np. poświęcajac "moją" szafę na rzecz szafy "M." przeforsowałam "moją" kanapę:) no i fajnie bo szafa "M." też jest dobra tylko, że cholernie wysoka:)
no dobra... przyznam się... tak mi się spodobała ta kanapa, że na niej usiadłam i powiedziałam, że nie ruszę się zanim mi nie obieca, że właśnie taką (ja to bym nawet nie taką a właśnie TĄ chciała:P) kupimy... no ale z szafą mu ustąpiłam...
ech...o szafach, meblach, wypoczynkach, lampach itp mogłabym godzinami...jak mamusia o swoim dziecku... tyle, że mamusię o dziecku rozumiem...ale o meblach??? to chyba chore nie??
no ale cóż - nigdy nie chciałam być samotna w radosnym gronie wszystkich czubków:))))
jakieś słówko?? (3)
31 stycznia 2006 18.25 PKO BP bardzo dba o swoich klientów... o tym wiedziałam od dawna, ale że i o zdrowie a także o kondycję fizyczną to nie przypuszczałam... oczywiście mówię o między innymi o czynności bankomatów... odkryłam już jakiś czas temu, a dziś ostatecznie potwierdziłam moją tezę i teraz podaję ją do wiadomości publicznej, a może kiedyś będę się ubiegała się o wpisanie tego do zbioru praw Murphy'ego... a brzmi to tak:
im mniej masz czasu, im bardziej Ci się spieszy tym dłuższą drogę musisz przejść i więcej wysiłku włożyć w znalezienie czynnego bankomatu
czyli o ile dobrze pamiętam z fizyki (a nigdy nie była to moja dobra strona) jest to zależność wprost proporcjonalna - jeśli się mylę proszę mnie poprawić:)
p.s. nie umiem się już skupić... bynajmniej na nauce... chyba już się oduczyłam uczyć... jutro mam KołoNibyEgzamin a ja nawet raz nie przeczytałam materiału... a tam same teorie, same nazwiska... echh...byle zdać:) trzymać kciuki proszę jutro w godz. 16-17...może to pomoże??
jakieś słówko?? (1)
|